Kuracja, pielęgnacja - podsumowanie.


Od sześciu lat zapuszczam włosy. Powiedziałabym, że z marnym efektem. Mam wrażenie, że ich długość od tego czasu się nie zmienia. Głównie za sprawą wzmożonego wypadania i łamiących się końcówek które stały się moją zmorą. Próbowałam już licznych środków i preparatów które dawały mało widoczne efekty. Metodą prób i błędów udało mi się opracować odpowiedni plan działania. Wypadanie zostało zminimalizowane, końcówki się nie kruszą a włosy są gładkie i lśniące. Jestem bardzo zadowolona z obecnie stosowanej pielęgnacji i suplementacji dlatego jeśli jesteście ciekawi jak osiągnęłam swój cel zapraszam do dalszej części wpisu.


Aby włosy mogły rosnąć zdrowie i lśniące musiałam zahamować proces wypadania. Sięgnęłam więc po plastry do włosów Dermastic™ (do kupienia tutaj-> klik). Jest to produkt który stosowany systematycznie w okolicy owłosienia głowy powstrzymuje wypadanie.  Przyznam szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona ale szybko przekonałam się o pozytywnym działaniu tego produktu.


Wykonane są z oddychającego tworzywa które do złudzenia przypomina matową taśmę klejącą. Idealnie przywierają do skóry i rozpraszają składniki aktywne/substancje odżywcze mające na celu wzmocnienie cebulek włosów, powstrzymanie wypadania włosów, a także wspomaganie ich odrastania. Niedawno zakończyła swoją ośmiotygodniową kurację i jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że kurację trzeba będzie powtórzyć. Nic nie trwa wiecznie- niestety...


Dla podtrzymania efektu stosuję BIOXSINE Derma Gen (klik) serum przeciw wypadaniu włosów. Póki co sprawdza się. Jedyny minus włosy mogą wydawać się lekko tłustawe w miejscach w których użyjemy olejku.


Mniej więcej w tym samym czasie co na plasterki postawiłam na picie wody.  Już po dwóch tygodniach widziałam efekty. Włosy stały się bardziej błyszczące nawet bez użycia odpowiednich preparatów do stylizacji. Efekt z każdym tygodniem był bardziej widoczny również na skórze. Jestem więc podwójnie zadowolona. Wypicie 2 litrów wody + 0,7- 1 l innych płynów nie stanowi dla mnie obecnie żadnego problemu. Wprowadziłam również drobną suplementację o której postaram się napisać oddzielny wpis w najbliższym czasie.

Największa zmiana dokonała się jednak w codziennej pielęgnacji. Staram się nie męczyć włosów urządzeniami i akcesoriami które mogą wpływać niekorzystanie na ich stan. Całkowicie zrezygnowałam ze zwykłych standardowych gumek w które zaplątywały się i łamały końce. Obecnie używam wyłącznie invisibobble a włosy rozczesuję tangle teezerem który nie targa i nie wyrywa moich włosów wraz z cebulkami.


Szampon z którym zaprzyjaźniłam się na dobre to BIOXSINE DermaGen (klik). Stosuję go praktycznie za każdym razem. Przeznaczony jest dla kobiet które farbują swoje włosy i borykają się z ich wypadaniem. Z pewnością dołożył również swoją cegiełkę podczas kuracji. Zawiera w sobie keratynę (naturalny budulec włosa ) dzięki czemu po jego użyciu włosy są bardziej elastyczne oraz błyszczące. Oprócz tego znajdziemy w składzie olejek cytrynowy oraz ekstrakt z limonki który wzmacnia, nadaje gładkość, grubość i zapewnia optymalne nawilżenie. Zapach jest mocno średni dlatego kiedy jestem nim totalnie zmęczona robię sobie pojedynczą przerwę na coś bardziej pachnącego (np. Alttera z Granatem). Co drugie mycie przed użyciem BIOXSINE stosuję dodatkowo Garnier z cytryną i białą glinką aby dokładnie oczyścić skalp głowy i włosy z wszelkich zanieczyszczeń.


Jeśli chodzi o maskę do włosów moim faworytem jest Alttera Bio owoc Granatu oraz PiloMax Henna Wax (klik). Obie świetnie wzmacniają strukturę włosa. Sprawiają, że lepiej się rozczesują, są bardzo miękkie w dotyku i gładkie. Ta pierwsza dodatkowo może pochwalić się niesamowitym zapachem. UWIELBIAM ! 


To już cała tajemnica mojej codziennej pielęgnacji i walki z wypadającymi włosami.

xoxo


Współprace.

Grudzień to szczególny miesiąc w którym postanowiłam nieco odpocząć i poświęcić więcej czasu bliskim. W gąszczu blogmas i vlogmas trochę pogubiłam ale staram się na bieżąco nadrabiać zaległości. Doceniam pracę i twórczość innych którzy w grudniu podwoili swoje starania wrzucając więcej na swoje blogi i strony coraz ciekawsze treści.


Podjęłam także współprace z firmami : http://diagnosis.pl/ i https://www.pharmanord.pl/. I od co najmniej dwóch tygodni testuję świetne produkty o których z pewnością się dowiecie na początku nowego roku.

xoxo

KOBO PURE PEARL PIGMENT

W roku 2016 bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie marka KOBO która jest jedną z nowszych i bardzo popularnych marek drogeryjnych na naszym rynku. Zaskoczyła nas niejednokrotne swoimi nowościami więc przy każdej możliwej okazji podglądam ją w pobliskiej Naturze.


Delikatne perłowe pigmenty dopiero wskoczyły na sklepowe półki. Skusiłam się na wszystkie cztery odcienie bo wiem, że niedługo staną się hitem i ciężko będzie je kupić.  U mnie się nie zmarnują i na pewno zrobię  z nich pożytek. Tego możecie być pewni ! ;-)

Kolory są przepiękne. Mienią się, wręcz iskrzą w kontakcie ze świtałem. Wizualnie bardzo przypominają kultowe pigmenty z Inglota a ich pojemność to aż 6ml w bardzo korzystnej cenie 16,99zł.






Do wyboru są obecnie 4 odcienie :

511 MAGIC SPARKS
512 CHERRY SPARKS
513 GOLDEN SKY
514 HYPNOTIC MANGO



Liczę na to, że marka wprowadzi niedługo nowe kolory w kolejnej limitowanej edycji. Na pierwszy rzut myślę, ze są całkiem fajne i na pewno bezkonkurencyjne w tej półce cenowej.

xoxo

ZAKUPY - książki

Okres przedświąteczny to prawdziwy raj dla zakupoholików.  Gdy tylko coś przykuje moją uwagę, zamawiam- kupuję bez opamiętania. Tym razem pokażę wam kilka książek które wylądowały w moim koszyku głównie za sprawą promocji w księgarni online znak.com.pl .


Zdecydowałam się na 5 mocnych (moim zdaniem) pozycji. Nie ukrywam, że w dużej mierze sugerowałam się tutaj opiniami i recenzjami które wyszukałam w sieci.

Pierwsza od której rozpoczęłam wieczorne maratony to "Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia." (klik) Myślałam, że uda mi się ją "połknąć" jednym tchem. Nic bardziej mylnego.  To jedna z tych które zmuszają do refleksji. Czytając mamy świadomość, że historia wydarzyła się naprawdę i całym sercem trzymamy kciuki za głównego bohatera który niezwykle uparcie dąży do zamierzonego celu.


"Po schodach do nieba" czyli relacja bohaterki  „z życia po życiu” która doświadczyła śmierci klinicznej i chce przekonać cały świat, że śmierć nie jest końcem. Zwykle nie czytam książek nawiązujących do Boga,i do wiary ale ta pozycja naprawdę mnie zaciekawiła. Czasem warto spróbować czegoś nowego (klik)


"Nareszcie wolna" to kolejne wspomnienia oparte na faktach, o podniesieniu z ogromnej traumy, ale przede wszystkim o wybaczeniu, do jakiego zdolny jest człowiek.

Historia autorki doprowadziła do zmiany prawa w U.S.A. i stała się nadzieją w walce o odzyskanie porwanych dzieci w wielokulturowych małżeństwach (klik). Czytałam kilka podobnych historii i bardzo mnie poruszyły więc decyzję o zakupie podjęłam bardzo szybko.


"Światło moich oczu" to historia wielkiej miłości matki i syna oraz ich wspólnego zmagania z chorobą, które okazało się walką o życie. Pozycja nie jest podobno łatwa i przyjemna, momentami bywa męcząca gdyż temat opieki nad chorym psychicznie dzieckiem nie jest usłana różami. Nie mniej jednak myślę, ze warto będzie ją przeczytać i przemęczyć momentami. (klik)



Na koniec pozycja dla męża. "Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK"(klik) czyli w 100% nie mój klimat. "W niezwykle szczerej rozmowie „Sęp” opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o tym, jak on i jego nastoletni koledzy z “patrolu Ptaków” - pseudonimy brali z atlasu ornitologicznego - zmieniali się z piskląt, bezbronnych chłopców, w drapieżne ptaki, bezwzględnych żołnierzy."



W miarę możliwości postaram się dodać krótkie recenzje. Jeśli znajdzie się chociażby malutkie grono odbiorców, wpisów książkowych z chęcią raz na 3-4 miesiące pokażę co udało mi się kupić oraz przeczytać.

xoxo

Pielęgnacja twarzy.

Po szczegółowym omówieniu kwasów które obecnie stanowią obszerną część mojej pielęgnacji przyszła pora na nieco przyjemniejsze i łatwiejsze w obsłudze kosmetyki. Zarówno teraz podczas kuracji jak i w wcześniej moim priorytetem było maksymalne nawilżenie skóry. Zamiast próbowania kilku niedrogich kremów postawiłam na jeden konkretny, droższy krem nawilżający który ratuje mnie w każdej kryzysowej sytuacji.


DOBRY KREM NAWILŻAJĄCY TO PODSTAWA


Rexaline Hydra-Dose Nutri+ to jeden z mniej popularnych mazideł w blogosferze. Podczas swoje przygody z perfumerią SEPHORA zauważyłam jednak, że jest to krem który ma swoich zwolenników i sprzedaje się jak ciepłe bułeczki pomimo, że nie należy do najtańszych.
Posiada bardzo bogatą formułę dzięki czemu zapewnia intensywne nawilżenie, odżywienie oraz spełnia wszystkie funkcje kremu przeciwstarzeniowego. Idealny dla młodych kobiet pragnących rozpocząć swoją przygodę z walką przeciw oznakom starzenia. Posiada bardzo wyjątkową konsystencję treściwego kremu która jest jednocześnie bardzo lekka i wchłania się w kilka minut dzięki czemu może być używany również w ciągu dnia. Szybko przywraca komfort przesuszonej, odwodnionej i szorstkiej skórze. Pierwsze "uderzenie" zawartego w nim kwasu hialunorowego od razu uzupełnia niedostatek wody na powierzchni skóry. W dłuższym okresie, połączenie 2 kompleksów stymuluje ochronne funkcje skóry, wypełnia zmarszczki i przywraca równowagę na powierzchni skóry. Koszt 289zł za 30ml. Wydajność bardzo dobra, używam go od drugiej połowy sierpnia i myślę że wystarczy mi jeszcze na ten miesiąc. Planuję kupić go ponownie gdyż po przetestowaniu kilku próbek nic nie wzbudziło mojego zainteresowania. 


MASECZKI

Bardzo polubiłam nakładanie maseczek. Poza jednorazowymi maskami węglowymi i żelowymi marki Bielenda które obecnie mi się skończyły posiadam w swojej łazience kilku ulubieńców w większej wersji. Są to maseczki które nakładamy na noc lub na kilka minut i zmywamy letnią wodą. Bardzo ważne jest dla mnie to, ze nie brudzą łazienki, są łatwe w użytkowaniu i nie zastygają na skorupkę z którą później musimy się jednak pomęczyć.


Efekty widoczne są od razu po zastosowaniu. Skóra jest nawilżona, zregenerowana i mięciutka w dotyku. Przetestowałam już wiele różnych specyfików i śmiało stwierdzam, że te zaprezentowane spisują się u mnie najlepiej.

Delikatna kremowa maska do twarzy na bazie rabczańskiej solanki. Koszt 20zł za 75ml. Jest zdecydowanie trudnej dostępna. Kupić można ją na terenie uzdrowiska, sklepie online i niewielu sklepach stacjonarnych. Mi udało się ją dostać w sieci lokalnych supermarketów MPM. Przeznaczona jest głównie do skóry suchej, szorstkiej a także narażonej na niekorzystne działanie czynników atmosferycznych. Zawiera w sobie glicerynę, prowitaminy B5, mocznik,  kompleks NMF (kompleks nawilżający), olejek ze słodkich migdałów, inne witaminy z grupy B oraz witaminy Ai E. Dzięki tym właśnie składnikom odczuwamy, że skóra staje się miękka, nawilżona, powraca jej sprężystość. Regularne stosowanie położy również swoją cegiełkę w naszej pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Ma silne działanie redukujące zaczerwienienia, podrażnienia dzięki zawartości rabczańskiej solanki. Można nakładać ją również na szyję i dekolt. Regularne stosowanie wzmocni barierę ochronną naskórka co przyda się o każdej porze roku zwłaszcza tym którzy często przebywają na zewnątrz.

Tołpa specialist odnowiona skóra. To maseczka-krem na noc która od niedawna jest na naszych sklepowych pułkach. 40ml to koszt 25zł. Przeznaczona jest dla osób które borykają się z przesuszenie i odwodnieniem. Nakładam ją na całą noc zaraz po powrocie z imprezy lub zawsze wtedy kiedy mam okazję wypić choć odrobinę alkoholu który niekorzystanie wpływa na stan mojej skóry. Dzięki tej maseczce mam gwarancję, że po przebudzeniu moja skóra zachowa świeży wygląd. Łagodzi wszelkie zaczerwienienia i rozjaśnia drobne przebarwienia powstałe na wskutek przesuszenia skóry. Jestem z niej bardzo zadowolona i polecam sprawdzić ją na sobie.


Perfecta Sleep Mask to maska nawilżająca na noc i delikatny peeling enzymatyczny w jednym. Jest bardzo wydajna i tania. Koszt to zaledwie 10zł za 50ml! Świetnie sprawdza się w dni kiedy nie możecie się zdecydować czy skóra potrzebuje więcej nawilżenia czy zniwelowania suchych skórek które odstają nieestetycznie na nosie czy brodzie.

Na koniec mój HIT !  Bania Agafii- Ekspresowa maska do twarzy odświeżająca Ma mocno miętowy zapach i daje delikatne, przyjemne uczucie schłodzonej skóry. Sprawdza się świetnie również latem. Nie zauważyłam by była ona mocno regenerująca ale jako kosmetyk pobudzający do życia jest niezastąpiona. Jeśli rano ciężko jest się wam rozbudzić, czujecie zmęczenie wypróbujcie! Ja jestem z niej bardzo, bardzo, BARDZO zadowolona. Koszt za 100ml to zaledwie 5-10zł.


Kremu pod oczy wam nie pokażę bo oprócz StriVectinu do którego obecnie będę powracać nie używam nic godnego uwagi. Wciąż poszukuję ideału. Mam ochotę sprawdzić coś z wyższej pułki ale boję się zaryzykować.W kolejce do testów czekają też kremy marki Sylveco. Pochwalcie się czego używacie i co stało się waszym kosmetycznym hitem w tym roku a jeśli nie widzieliście mojego obszernego wpisu na temat mojej domowej kuracji kwasem glikolowym serdecznie zapraszam tutaj--> klik.

xoxo

Kwas Glikolowy. Moje doświadczenia + recenzja kosmetyków.

W maju miałam przyjemność nawiązać współpracę z diagnosis dzięki której otrzymałam znane mi od dawna kosmetyki GlinSkinCare. Wybrałam dla siebie emulsję i krem złuszczający z 5 i 10% kwasem glikolowym oraz krem ochronny SPF30. Jako, że okres letni nie sprzyja kwasom odpuściłam temat i postanowiłam przeczekać. Wraz z nadejściem jesiennej szarugi zabrałam się do testowania.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Kwas glikolowy

o którym dzisiaj mowa  należy do grupy AHA i jest stosowany w stężeniach od 5 do 70%.
W stężeniach do 15%  kwas glikolowy ma bardzo efektywne działanie nawilżające, złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzanie aktywności fibroblastów. Wyższe stężenia (20%-35%) oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) daje efekt powierzchniowego peelingu.Wysokie stężenia (50%-70%) złuszczają naskórek i silnie pobudzają procesy regeneracje w skórze właściwej.Wielokrotne i długotrwałe stosowanie tego kwasu ma bardzo korzystne działania na skórę właściwą prowadząc do zwiększenia jej grubości o około 25%. Przy długotrwałym stosowaniu (6 miesięcy i dłużej) preparatów zawierających kwas glikolowy dochodzi do odbudowy włókien sprężystych i poprawy elastyczności skóry. Równolegle obserwuje się zwiększoną produkcję włókien kolagenu, co prowadzi do spłycenia zmarszczek i elastycznych właściwości skóry.

Skuteczność działania AHA zależna jest od:

rodzaju kwasu, stężenia pH, postać (płyn, żel, zawiesina, krem) , częstość stosowania, stan skóry przed stosowaniem/zabiegiem, podłoże w którym jest stosowane, czasu działania kwasu na skórę. Kwas glikolowy jest najbezpieczniejszym specyfikiem służącym w terapii regeneracji skóry i leczeniu melasmy (czyli przebarwień występujących głównie u kobiet.), jeżeli przestrzega się procedury jego aplikacji. Należy pamiętać, że kwas kwasowi nierówny.

Dla osób które nigdy nie miały do czynienia z kwasami (tak jak ja) najrozsądniej jest zacząć od początku czyli 5% i 10% stężenia i stopniowo je zwiększać.  Dla osób lubiących ryzyko maksymalne stężenie na początek nie powinno być większe niż 20-25% ale szczerze nie polecam ryzykować. Wyższe stężenia przeznaczone są do zaprawionych w boju kobiet które posiadają już doświadczenie, są odpowiednio przygotowane lub oddają się w ręce sprawdzonego specjalisty w profesjonalnym gabinecie.

Działanie niepożądane to

głównie zaczerwienienia i pieczenie skóry bezpośrednio po zabiegu. Zdarza się również, że powstają rany. Przeważnie znaczy to, że stężenie było zbyt wysokie lub czas działania zbyt długi. Aby tego uniknąć należy przygotować skórę stosując wcześniej kosmetyki z niską zawartością kwasów - np. toniki lub delikatne kremy. Zauważymy dzięki temu, jak reagujemy na dany kwas oraz przede wszystkim czy nas on nie uczula. Osoby z opryszczką, odmrożeniem, stanami zapalnymi ropnymi, otwartymi ranami, kobiety w ciąży oraz karmiące piersią oraz chorujące na grzybicę, łuszczycę i zażywające doustnie retinoidy (kwasowe pochodne witaminy A.) pod żadnym pozorem nie powinny stosować kwasów.

Moje doświadczenia.

Swoją przygodę rozpoczęłam pod koniec września. Uważam, że jesień (lub wczesna wiosna) to idealny moment na rozpoczęcie kuracji. Nie powinno się bowiem stosować kwasów w okresie letnim i zimowym. Przyznam się szczerze, że jestem dość strachliwą osobą i przed rozpoczęciem przygody wykonałam szereg testów punktowych na skórze. Jak to się mówi ? - Przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy uzyskałam 100% pewności skumałam, że mogę rozpocząć kurację. Na początek zdecydowałam się na emulsję z 5% kwasem glikolowym którą nałożyłam na dwie godziny. Odczucia były mało przyjemne przez pierwsze minuty. Pamiętam, że odczuwałam spore mrowienie jak po ugryzieniu mrówek. Skóra jednak nie była zaczerwieniona gdy zmyłam produkt. Stopniowo wydłużałam czas aż doszłam do momentu w którym mogłam nałożyć ją na całą noc czyli +/- 8 godzin. Gdy czułam, że moja skóra oswoiła się z kosmetykiem wprowadziłam co drugi dzień krem z 10% kwasem glikolowym po którym zaczęłam widzieć już mocniejsze efekty. Po około 2 tygodniach stosowania tego "kompletu" zauważyłam, że moja skóra jest niesamowicie gładka. Po kolejnych tygodniach zmniejszyła się znacząco liczba zaskórników co w widoczny sposób poprawiło jej wygląd.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Delikatnie pilingujący krem do twarzy na noc z 10% kwasem glikolowym GlinSkinCare (klik) przeznaczony jest głównie do skóry dojrzałej i suchej (moja jest normalna w kierunku suchej). To po jego użyciu zauważyłam najbardziej widoczne efekty. Plastikowa tubka mieści 30ml i kosztuje 49zł. Wydajność jest bardzo dobra gdyż krem należy nakładać cienką warstwą i delikatnie wetrzeć w skórę.

Co to jest kwas glikolowy i w jakim celu się go stosuje ?

Emulsja tak jak wspomniałam wyżej z 5% kwasem glikolowym (klik) to kosmetyk od którego rozpoczęłam przygodę. Jeśli jesteście młode, nie macie dużych problemów ze skórą możecie na nim zakończyć swoją kurację. Delikatnie złuszczy i nawilży skórę. 100ml kosztuje 74zł i spokojnie starczy wam na dwie kuracje (jesień i wiosna) w ciągu roku.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Ochrona przeciwsłoneczna.

Bardzo istotnym elementem podczas procesu złuszczania skóry jest używanie kremu ochronnego. Ja zaopatrzyłam się w SPF 30 (klik) który zapewnia mi ochronę UVA I UVB. Dodatkowo mogę stosować go pod makijaż gdyż nie pozostawia białego filmu i tłustej skóry, szybko się wchłania, chroni przed słońcem i miejskimi zanieczyszczeniami a co najważniejsze nie zapycha porów.
Koszt 45zł za 125ml.

Efekty które zauważyłam u siebie:

Usunięcie martwego naskórka, delikatne rozjaśnienie skóry i niewielkich przebarwień (pozostałości po wypryskach), zamkniecie rozszerzonych porów w okolicy nosa i zmniejszenie ilości paskudnych zaskórników na nosie, wygładzenie skóry, lepsze wchłanianie kosmetyków nawilżający.


Produkty do kupienia np. tutaj -> klik

Jak dbać o cerę w trakcie kuracji?


Przygotowuję dla was obszerny wpis o tym jaką pielęgnacje stosuję podczas kuracji kwasem. Pojawi się jeszcze w tym tygodniu. Serdecznie zapraszam do komentowania. Dajcie znać jakie są wasze doświadczenia z kwasami, czy znacie produkty marki GlinSkinCare i czy zdecydowalibyście się na używanie większych stężeń kwasu w domu.


xoxo



SZABLON BY: PANNA VEJJS.