KOBO PURE PEARL PIGMENT

W roku 2016 bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie marka KOBO która jest jedną z nowszych i bardzo popularnych marek drogeryjnych na naszym rynku. Zaskoczyła nas niejednokrotne swoimi nowościami więc przy każdej możliwej okazji podglądam ją w pobliskiej Naturze.


Delikatne perłowe pigmenty dopiero wskoczyły na sklepowe półki. Skusiłam się na wszystkie cztery odcienie bo wiem, że niedługo staną się hitem i ciężko będzie je kupić.  U mnie się nie zmarnują i na pewno zrobię  z nich pożytek. Tego możecie być pewni ! ;-)

Kolory są przepiękne. Mienią się, wręcz iskrzą w kontakcie ze świtałem. Wizualnie bardzo przypominają kultowe pigmenty z Inglota a ich pojemność to aż 6ml w bardzo korzystnej cenie 16,99zł.






Do wyboru są obecnie 4 odcienie :

511 MAGIC SPARKS
512 CHERRY SPARKS
513 GOLDEN SKY
514 HYPNOTIC MANGO



Liczę na to, że marka wprowadzi niedługo nowe kolory w kolejnej limitowanej edycji. Na pierwszy rzut myślę, ze są całkiem fajne i na pewno bezkonkurencyjne w tej półce cenowej.

xoxo

ZAKUPY - książki

Okres przedświąteczny to prawdziwy raj dla zakupoholików.  Gdy tylko coś przykuje moją uwagę, zamawiam- kupuję bez opamiętania. Tym razem pokażę wam kilka książek które wylądowały w moim koszyku głównie za sprawą promocji w księgarni online znak.com.pl .


Zdecydowałam się na 5 mocnych (moim zdaniem) pozycji. Nie ukrywam, że w dużej mierze sugerowałam się tutaj opiniami i recenzjami które wyszukałam w sieci.

Pierwsza od której rozpoczęłam wieczorne maratony to "Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia." (klik) Myślałam, że uda mi się ją "połknąć" jednym tchem. Nic bardziej mylnego.  To jedna z tych które zmuszają do refleksji. Czytając mamy świadomość, że historia wydarzyła się naprawdę i całym sercem trzymamy kciuki za głównego bohatera który niezwykle uparcie dąży do zamierzonego celu.


"Po schodach do nieba" czyli relacja bohaterki  „z życia po życiu” która doświadczyła śmierci klinicznej i chce przekonać cały świat, że śmierć nie jest końcem. Zwykle nie czytam książek nawiązujących do Boga,i do wiary ale ta pozycja naprawdę mnie zaciekawiła. Czasem warto spróbować czegoś nowego (klik)


"Nareszcie wolna" to kolejne wspomnienia oparte na faktach, o podniesieniu z ogromnej traumy, ale przede wszystkim o wybaczeniu, do jakiego zdolny jest człowiek.

Historia autorki doprowadziła do zmiany prawa w U.S.A. i stała się nadzieją w walce o odzyskanie porwanych dzieci w wielokulturowych małżeństwach (klik). Czytałam kilka podobnych historii i bardzo mnie poruszyły więc decyzję o zakupie podjęłam bardzo szybko.


"Światło moich oczu" to historia wielkiej miłości matki i syna oraz ich wspólnego zmagania z chorobą, które okazało się walką o życie. Pozycja nie jest podobno łatwa i przyjemna, momentami bywa męcząca gdyż temat opieki nad chorym psychicznie dzieckiem nie jest usłana różami. Nie mniej jednak myślę, ze warto będzie ją przeczytać i przemęczyć momentami. (klik)



Na koniec pozycja dla męża. "Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK"(klik) czyli w 100% nie mój klimat. "W niezwykle szczerej rozmowie „Sęp” opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o tym, jak on i jego nastoletni koledzy z “patrolu Ptaków” - pseudonimy brali z atlasu ornitologicznego - zmieniali się z piskląt, bezbronnych chłopców, w drapieżne ptaki, bezwzględnych żołnierzy."



W miarę możliwości postaram się dodać krótkie recenzje. Jeśli znajdzie się chociażby malutkie grono odbiorców, wpisów książkowych z chęcią raz na 3-4 miesiące pokażę co udało mi się kupić oraz przeczytać.

xoxo

Pielęgnacja twarzy.

Po szczegółowym omówieniu kwasów które obecnie stanowią obszerną część mojej pielęgnacji przyszła pora na nieco przyjemniejsze i łatwiejsze w obsłudze kosmetyki. Zarówno teraz podczas kuracji jak i w wcześniej moim priorytetem było maksymalne nawilżenie skóry. Zamiast próbowania kilku niedrogich kremów postawiłam na jeden konkretny, droższy krem nawilżający który ratuje mnie w każdej kryzysowej sytuacji.


DOBRY KREM NAWILŻAJĄCY TO PODSTAWA


Rexaline Hydra-Dose Nutri+ to jeden z mniej popularnych mazideł w blogosferze. Podczas swoje przygody z perfumerią SEPHORA zauważyłam jednak, że jest to krem który ma swoich zwolenników i sprzedaje się jak ciepłe bułeczki pomimo, że nie należy do najtańszych.
Posiada bardzo bogatą formułę dzięki czemu zapewnia intensywne nawilżenie, odżywienie oraz spełnia wszystkie funkcje kremu przeciwstarzeniowego. Idealny dla młodych kobiet pragnących rozpocząć swoją przygodę z walką przeciw oznakom starzenia. Posiada bardzo wyjątkową konsystencję treściwego kremu która jest jednocześnie bardzo lekka i wchłania się w kilka minut dzięki czemu może być używany również w ciągu dnia. Szybko przywraca komfort przesuszonej, odwodnionej i szorstkiej skórze. Pierwsze "uderzenie" zawartego w nim kwasu hialunorowego od razu uzupełnia niedostatek wody na powierzchni skóry. W dłuższym okresie, połączenie 2 kompleksów stymuluje ochronne funkcje skóry, wypełnia zmarszczki i przywraca równowagę na powierzchni skóry. Koszt 289zł za 30ml. Wydajność bardzo dobra, używam go od drugiej połowy sierpnia i myślę że wystarczy mi jeszcze na ten miesiąc. Planuję kupić go ponownie gdyż po przetestowaniu kilku próbek nic nie wzbudziło mojego zainteresowania. 


MASECZKI

Bardzo polubiłam nakładanie maseczek. Poza jednorazowymi maskami węglowymi i żelowymi marki Bielenda które obecnie mi się skończyły posiadam w swojej łazience kilku ulubieńców w większej wersji. Są to maseczki które nakładamy na noc lub na kilka minut i zmywamy letnią wodą. Bardzo ważne jest dla mnie to, ze nie brudzą łazienki, są łatwe w użytkowaniu i nie zastygają na skorupkę z którą później musimy się jednak pomęczyć.


Efekty widoczne są od razu po zastosowaniu. Skóra jest nawilżona, zregenerowana i mięciutka w dotyku. Przetestowałam już wiele różnych specyfików i śmiało stwierdzam, że te zaprezentowane spisują się u mnie najlepiej.

Delikatna kremowa maska do twarzy na bazie rabczańskiej solanki. Koszt 20zł za 75ml. Jest zdecydowanie trudnej dostępna. Kupić można ją na terenie uzdrowiska, sklepie online i niewielu sklepach stacjonarnych. Mi udało się ją dostać w sieci lokalnych supermarketów MPM. Przeznaczona jest głównie do skóry suchej, szorstkiej a także narażonej na niekorzystne działanie czynników atmosferycznych. Zawiera w sobie glicerynę, prowitaminy B5, mocznik,  kompleks NMF (kompleks nawilżający), olejek ze słodkich migdałów, inne witaminy z grupy B oraz witaminy Ai E. Dzięki tym właśnie składnikom odczuwamy, że skóra staje się miękka, nawilżona, powraca jej sprężystość. Regularne stosowanie położy również swoją cegiełkę w naszej pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Ma silne działanie redukujące zaczerwienienia, podrażnienia dzięki zawartości rabczańskiej solanki. Można nakładać ją również na szyję i dekolt. Regularne stosowanie wzmocni barierę ochronną naskórka co przyda się o każdej porze roku zwłaszcza tym którzy często przebywają na zewnątrz.

Tołpa specialist odnowiona skóra. To maseczka-krem na noc która od niedawna jest na naszych sklepowych pułkach. 40ml to koszt 25zł. Przeznaczona jest dla osób które borykają się z przesuszenie i odwodnieniem. Nakładam ją na całą noc zaraz po powrocie z imprezy lub zawsze wtedy kiedy mam okazję wypić choć odrobinę alkoholu który niekorzystanie wpływa na stan mojej skóry. Dzięki tej maseczce mam gwarancję, że po przebudzeniu moja skóra zachowa świeży wygląd. Łagodzi wszelkie zaczerwienienia i rozjaśnia drobne przebarwienia powstałe na wskutek przesuszenia skóry. Jestem z niej bardzo zadowolona i polecam sprawdzić ją na sobie.


Perfecta Sleep Mask to maska nawilżająca na noc i delikatny peeling enzymatyczny w jednym. Jest bardzo wydajna i tania. Koszt to zaledwie 10zł za 50ml! Świetnie sprawdza się w dni kiedy nie możecie się zdecydować czy skóra potrzebuje więcej nawilżenia czy zniwelowania suchych skórek które odstają nieestetycznie na nosie czy brodzie.

Na koniec mój HIT !  Bania Agafii- Ekspresowa maska do twarzy odświeżająca Ma mocno miętowy zapach i daje delikatne, przyjemne uczucie schłodzonej skóry. Sprawdza się świetnie również latem. Nie zauważyłam by była ona mocno regenerująca ale jako kosmetyk pobudzający do życia jest niezastąpiona. Jeśli rano ciężko jest się wam rozbudzić, czujecie zmęczenie wypróbujcie! Ja jestem z niej bardzo, bardzo, BARDZO zadowolona. Koszt za 100ml to zaledwie 5-10zł.


Kremu pod oczy wam nie pokażę bo oprócz StriVectinu do którego obecnie będę powracać nie używam nic godnego uwagi. Wciąż poszukuję ideału. Mam ochotę sprawdzić coś z wyższej pułki ale boję się zaryzykować.W kolejce do testów czekają też kremy marki Sylveco. Pochwalcie się czego używacie i co stało się waszym kosmetycznym hitem w tym roku a jeśli nie widzieliście mojego obszernego wpisu na temat mojej domowej kuracji kwasem glikolowym serdecznie zapraszam tutaj--> klik.

xoxo

Kwas Glikolowy. Moje doświadczenia + recenzja kosmetyków.

W maju miałam przyjemność nawiązać współpracę z diagnosis dzięki której otrzymałam znane mi od dawna kosmetyki GlinSkinCare. Wybrałam dla siebie emulsję i krem złuszczający z 5 i 10% kwasem glikolowym oraz krem ochronny SPF30. Jako, że okres letni nie sprzyja kwasom odpuściłam temat i postanowiłam przeczekać. Wraz z nadejściem jesiennej szarugi zabrałam się do testowania.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Kwas glikolowy

o którym dzisiaj mowa  należy do grupy AHA i jest stosowany w stężeniach od 5 do 70%.
W stężeniach do 15%  kwas glikolowy ma bardzo efektywne działanie nawilżające, złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzanie aktywności fibroblastów. Wyższe stężenia (20%-35%) oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) daje efekt powierzchniowego peelingu.Wysokie stężenia (50%-70%) złuszczają naskórek i silnie pobudzają procesy regeneracje w skórze właściwej.Wielokrotne i długotrwałe stosowanie tego kwasu ma bardzo korzystne działania na skórę właściwą prowadząc do zwiększenia jej grubości o około 25%. Przy długotrwałym stosowaniu (6 miesięcy i dłużej) preparatów zawierających kwas glikolowy dochodzi do odbudowy włókien sprężystych i poprawy elastyczności skóry. Równolegle obserwuje się zwiększoną produkcję włókien kolagenu, co prowadzi do spłycenia zmarszczek i elastycznych właściwości skóry.

Skuteczność działania AHA zależna jest od:

rodzaju kwasu, stężenia pH, postać (płyn, żel, zawiesina, krem) , częstość stosowania, stan skóry przed stosowaniem/zabiegiem, podłoże w którym jest stosowane, czasu działania kwasu na skórę. Kwas glikolowy jest najbezpieczniejszym specyfikiem służącym w terapii regeneracji skóry i leczeniu melasmy (czyli przebarwień występujących głównie u kobiet.), jeżeli przestrzega się procedury jego aplikacji. Należy pamiętać, że kwas kwasowi nierówny.

Dla osób które nigdy nie miały do czynienia z kwasami (tak jak ja) najrozsądniej jest zacząć od początku czyli 5% i 10% stężenia i stopniowo je zwiększać.  Dla osób lubiących ryzyko maksymalne stężenie na początek nie powinno być większe niż 20-25% ale szczerze nie polecam ryzykować. Wyższe stężenia przeznaczone są do zaprawionych w boju kobiet które posiadają już doświadczenie, są odpowiednio przygotowane lub oddają się w ręce sprawdzonego specjalisty w profesjonalnym gabinecie.

Działanie niepożądane to

głównie zaczerwienienia i pieczenie skóry bezpośrednio po zabiegu. Zdarza się również, że powstają rany. Przeważnie znaczy to, że stężenie było zbyt wysokie lub czas działania zbyt długi. Aby tego uniknąć należy przygotować skórę stosując wcześniej kosmetyki z niską zawartością kwasów - np. toniki lub delikatne kremy. Zauważymy dzięki temu, jak reagujemy na dany kwas oraz przede wszystkim czy nas on nie uczula. Osoby z opryszczką, odmrożeniem, stanami zapalnymi ropnymi, otwartymi ranami, kobiety w ciąży oraz karmiące piersią oraz chorujące na grzybicę, łuszczycę i zażywające doustnie retinoidy (kwasowe pochodne witaminy A.) pod żadnym pozorem nie powinny stosować kwasów.

Moje doświadczenia.

Swoją przygodę rozpoczęłam pod koniec września. Uważam, że jesień (lub wczesna wiosna) to idealny moment na rozpoczęcie kuracji. Nie powinno się bowiem stosować kwasów w okresie letnim i zimowym. Przyznam się szczerze, że jestem dość strachliwą osobą i przed rozpoczęciem przygody wykonałam szereg testów punktowych na skórze. Jak to się mówi ? - Przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy uzyskałam 100% pewności skumałam, że mogę rozpocząć kurację. Na początek zdecydowałam się na emulsję z 5% kwasem glikolowym którą nałożyłam na dwie godziny. Odczucia były mało przyjemne przez pierwsze minuty. Pamiętam, że odczuwałam spore mrowienie jak po ugryzieniu mrówek. Skóra jednak nie była zaczerwieniona gdy zmyłam produkt. Stopniowo wydłużałam czas aż doszłam do momentu w którym mogłam nałożyć ją na całą noc czyli +/- 8 godzin. Gdy czułam, że moja skóra oswoiła się z kosmetykiem wprowadziłam co drugi dzień krem z 10% kwasem glikolowym po którym zaczęłam widzieć już mocniejsze efekty. Po około 2 tygodniach stosowania tego "kompletu" zauważyłam, że moja skóra jest niesamowicie gładka. Po kolejnych tygodniach zmniejszyła się znacząco liczba zaskórników co w widoczny sposób poprawiło jej wygląd.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Delikatnie pilingujący krem do twarzy na noc z 10% kwasem glikolowym GlinSkinCare (klik) przeznaczony jest głównie do skóry dojrzałej i suchej (moja jest normalna w kierunku suchej). To po jego użyciu zauważyłam najbardziej widoczne efekty. Plastikowa tubka mieści 30ml i kosztuje 49zł. Wydajność jest bardzo dobra gdyż krem należy nakładać cienką warstwą i delikatnie wetrzeć w skórę.

Co to jest kwas glikolowy i w jakim celu się go stosuje ?

Emulsja tak jak wspomniałam wyżej z 5% kwasem glikolowym (klik) to kosmetyk od którego rozpoczęłam przygodę. Jeśli jesteście młode, nie macie dużych problemów ze skórą możecie na nim zakończyć swoją kurację. Delikatnie złuszczy i nawilży skórę. 100ml kosztuje 74zł i spokojnie starczy wam na dwie kuracje (jesień i wiosna) w ciągu roku.

Kwas glikolowy moje doświadczenia i recenzja kosmetyków.

Ochrona przeciwsłoneczna.

Bardzo istotnym elementem podczas procesu złuszczania skóry jest używanie kremu ochronnego. Ja zaopatrzyłam się w SPF 30 (klik) który zapewnia mi ochronę UVA I UVB. Dodatkowo mogę stosować go pod makijaż gdyż nie pozostawia białego filmu i tłustej skóry, szybko się wchłania, chroni przed słońcem i miejskimi zanieczyszczeniami a co najważniejsze nie zapycha porów.
Koszt 45zł za 125ml.

Efekty które zauważyłam u siebie:

Usunięcie martwego naskórka, delikatne rozjaśnienie skóry i niewielkich przebarwień (pozostałości po wypryskach), zamkniecie rozszerzonych porów w okolicy nosa i zmniejszenie ilości paskudnych zaskórników na nosie, wygładzenie skóry, lepsze wchłanianie kosmetyków nawilżający.


Produkty do kupienia np. tutaj -> klik

Jak dbać o cerę w trakcie kuracji?


Przygotowuję dla was obszerny wpis o tym jaką pielęgnacje stosuję podczas kuracji kwasem. Pojawi się jeszcze w tym tygodniu. Serdecznie zapraszam do komentowania. Dajcie znać jakie są wasze doświadczenia z kwasami, czy znacie produkty marki GlinSkinCare i czy zdecydowalibyście się na używanie większych stężeń kwasu w domu.


xoxo

KOBO - "matowe" pomadki w płynie.

Kosmetyki do ust nie goszczą na moim blogu zbyt często. Mam dość wysokie wymagania i trudno mnie zadowolić. Zazwyczaj sięgam po produkty o matowym wykończeniu dlatego miałam sporo wątpliwości nim zdecydowałam się na płynne pomadki KOBO. Czytałam wiele recenzji które mówiły że marka poleciała w kulki i mamy do czynienia z matową ściemą. Kolory jednak wydawały mi się na tyle interesujące, że nie mogłam się oprzeć i za jednym zamachem zainwestowałam we wszystkie odcienie.

KOBO MATTE LIQUID LIPSTICK matowe pomadki w płynie w sześciu niesamowitych kolorach 401 CRANBERRY MERINGUE 402 WATERMELON JUICE 403 CHERRY DRINK 404 LITCHI YOGHURT 405 PASSIFLORA TEA 406 RASPBERRY SHAKE

Pomadki mają pojemność 9 ml, znajdują się w twardych plastikowych, odkręcanych opakowaniach z charakterystycznym dla płynnych produktów aplikatorem. Opakowanie jest bardzo dobrej jakości, nie zniszczyło się podczas użytkowania, nie odkręca się w trakcie transportu i nie wycieka. Bez obaw można je nosić luzem w torebce lub kieszeni. Zapach jest delikatny przypomina budyń waniliowy. Koszt 14,99zł- mi udało się je wyhaczyć na promocji -40% w Drogeria Natura. Zawiera odżywcze masło morelowe i kompleks polimerów które utrzymują kosmetyk na ustach. Aby efekt był zadowalający producent zaleca odciśnięcie nadmiaru na chusteczkę.

KOBO MATTE LIQUID LIPSTICK matowe pomadki w płynie w sześciu niesamowitych kolorach 401 CRANBERRY MERINGUE 402 WATERMELON JUICE 403 CHERRY DRINK 404 LITCHI YOGHURT 405 PASSIFLORA TEA 406 RASPBERRY SHAKE

401 Cranberry Meringue -  nude który w zależności od naturalnego pigmentu naszych ust może być typowym beżem lub lekkim różo-beżem.
405 Passiflora Tea - zgaszony odcień różu zdecydowanie mój faworyt w całej kolekcji.
402 Watermelon Juice - róż malinowy nieco brudny.
404 Litchi Yoghurt - koralowy róż
406 Raspberry Shake - neonowy chłodny róż
403 Cherry Drink - intensywna czerwień, ciepły odcień
KOBO MATTE LIQUID LIPSTICK matowe pomadki w płynie w sześciu niesamowitych kolorach 401 CRANBERRY MERINGUE 402 WATERMELON JUICE 403 CHERRY DRINK 404 LITCHI YOGHURT 405 PASSIFLORA TEA 406 RASPBERRY SHAKE
Podsumowując nie spodziewałam się, że matowa pomadka będzie błyszcząca. Przyznam, że jest to duże zaskoczenie i rozumiem, że wiele osób czuje żal i niezadowolenie. Nawet po odciśnięciu nadmiaru na chusteczkę efekt nie jest w pełni matowy. Wymaga przypudrowania. Warto docenić ich niesamowita masłowatą formułę (podobna do pomadek NYX) która nie tylko nadaje niepowtarzalny kolor ale również pielęgnuje. Świetnie sprawdza się w ciągu dnia. Jest łatwa w aplikacji, utrzymuje się w dobrym stanie przez 2-3 h. Po tym czasie wystarczy ją lekko poprawić. Dostaję wiele komplementów gdy są na moich ustach. Polecam z czystym sumieniem ale jeśli spodziewacie się matowego wykończenia omijajcie szerokim łukiem inaczej czeka Was wielkie rozczarowanie.
xoxo

TOP 3 Kosmetyki dla dzieci [ Oillan, Biały Jeleń, Mixa. ]

Bardzo ważna jest dla mnie jakość kosmetyków myjących które wybieram dla mojego synka. Odkąd przyszedł na świat sięgam po produkty lepszej jakości o delikatnym składzie przeznaczonym dla skóry wrażliwej.  Bardzo cenię sobie wszelkie emolienty i produkty naturalne przeznaczone dla dzieci. Do tej pory najlepiej sprawdzały nam się kosmetyki Emolium, Pat&Rub i CeraPlus które dostępne są w aptekach lub w sklepach online. W naszej łazience ostatnio zagościły trzy nowości o delikatnym składzie które dodatkowo są pozbawione wszelkich szkodliwych substancji (silikony,slsitd). Dzięki nim nie potrzebujemy dodatkowych balsamów, kremów bo skóra jest odpowiednio nawilżona i wypielęgnowana. W awaryjnych sytuacjach sięgamy po olej kokosowy który już po jednej aplikacji przywraca równowagę skórze-zawsze mamy go pod ręką. Nowe produkty są znacznie tańsze od poprzednich i pozwalają nam na sporą oszczędność. Jeśli jesteście ciekawi jakie kosmetyki dla skóry wrażliwej cenię sobie szczególnie zapraszam do dalszej części wpisu.


Pierwszy i zarazem jeden z nowszych kosmetyków to szampon micelarny Mixa Baby który świetnie nadaje się do częstego mycia włosów dzieci jak i dorosłych. Pochłania brud i zanieczyszczenia, doskonale się pieni i nie szczypie w oczy co jest szczególnie ważne gdy mamy do czynienia z maluchami które łatwo zrazić. W przeciwieństwie do innych szamponów o tak przyjaznym składzie nie plącze włosów. Nadaje zdrowy blask i miękkość od cebulki aż po same końce. Posiada przyjemny zapach "dzidziusiowej czystości". Przyznam wam się szczerze, że to najlepszy delikatny szampon z jakim się spotkałam. Nie zamienię go żaden inny!


Oilan z serii Balance to nawilżający balsam pod prysznic do którego mam absolutne zaufanie. Ne jest to jedyny produkt marki z jakim się spotkałam. Od pierwszych dni życia Aronka Oillan jest z nami w codzienny kąpielach i wieczornych rutynach. Przetestowaliśmy już wiele kosmetyków tej marki. Nawilżający balsam pod prysznic mamy już po raz drugi. Świetnie sprawdził się po lecie i na początku sezonu grzewczego kiedy skóra była wyjątkowo potrzebująca. W swoim składzie ma olejek z awokado, witaminy i minerały. Nie pieni się i jest bezzapachowy. Przywraca komfort suchej skórze i zapewnia jej odpowiednie nawilżenie bez konieczności użycia balsamu. To pewniak do którego zawsze chętnie będziemy wracać.


Najnowszym nabytkiem jest u nas Biały Jeleń z serii ProBiotic. Mamy go w wersji emulsji do mycia ciała. Ma bezwonną, lekką formułę która świetnie domywa wszelkie zabrudzenia powstałe na wskutek zabawy (farby, mazaki itd.). Posiada dodatkowe właściwości które sprawdzą się przy infekcjach bakteryjnych skóry, lekkich zranieniach i oparzeniach. Wspiera procesy regeneracyjne, pomaga utrzymać odpowiednie nawilżenie i łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Zapewnia komfort i długotrwałą świeżość. Największą zaletą produktu jest też wygodna w użyciu pompka i przezroczyste opakowanie które pozwala nam kontrolować zużycie kosmetyku.

*Przedstawione kosmetyki Oillan i Biały Jeleń nadają się do stosowania u dzieci w wieku mojego syna. (3+).

Jeśli znacie podobne produkty warte wypróbowania przeznaczone dla dzieci lub dla osób ze skórą wrażliwa koniecznie dajcie znać w komentarzach na dole. Zawsze cenię sobie wasze rady i sugestie ;-) Pozdrawiam


xoxo

Serengeti Sunset Yankee Candle

Jaka totalna fanka wszelkich kadzidlanych, rozgrzewających i orientalnych nut, nie mogłam pozbawić się przyjemności przetestowania zapachu Yankee Candle Serengeti Sunset. Świeczka pochodzi z kolekcji  "Out of Africa" która jest jedną z moich ulubionych kolekcji które marka wypuściła na rynek.

Serengeti Sunset Yankee Candle

Yankee Candle Serengeti Sunset znajdziecie w sklepie Goodies.pl zarówno w formie wosku, samplera jak i świec zapachowych (klik).  Oprócz ładnej etykiety która przyciągnęła moją uwagę cudnym zachodem słońca, sampler ma intensywny pomarańczowy kolor który przepięknie wygląda i wpisuje się nie tylko letnie ale również jesienne klimaty. Mieszanka jest niezwykle dobrze wywarzona. Już na pierwszy ogień do naszego nosa dociera słodka nuta cytrusów, kwiatów lotosu i dominująca nuta kwaśnej mandarynki która wraz z upływem czasu przepięknie rozwija się i tworzy uwodzicielską kompozycję dzięki rozgrzanemu w słońcu bursztynowi.
Zapach przenosi nas w krainę rozkoszy i marzeń. Świetnie relaksuje i wycisza po całym dniu pracy. Jest bardzo delikatny więc nie nadaje się do bardzo dużych pomieszczeń. Przypadnie do gustu wielu osobom które cenią sobie orientalne ale nieoczywiste nuty zapachowe.

Wosk, świeczka zapachowa Serengeti Sunset Yankee Candle która nada piękny aromat i klimat każdemu pomieszczeniu

Świetnie komponuje się z innym świecami o podobnym aromacie więc jeśli lubicie mieszać i kombinować to zapach idealny dla Was. Polecam wypróbować ;-)

xoxo

Pielęgnacja dłoni i paznokci w domu.

Z marką Indigo zaprzyjaźniam się coraz bardziej. Zaczęłam od lakierów hybrydowych które poleciła mi koleżanka. Obecnie polubiłam się również z ich pielęgnacją która jest w okresie jesiennozimowym jeszcze bardziej potrzebna moim dłoniom.

Pielęgnacja dłoni i paznokci w domu z marką Indigo

Serum z mirrą to intensywnie regenerujący olejek do skórek i paznokci dostępny w dwóch wariantach ; słoiczku z pipetką i penie. Obecnie korzystam z pierwszej bardziej klasycznej wersji gdyż jest ona dla mnie wygodniejsza i bardziej trafia w mój gust. Po ponad dwutygodniowej kuracji stwierdzam iż ma on również właściwości przyśpieszające wzrost płytki paznokcia. Lubię aplikować go wieczorem zaraz przed snem ale czasem powtarzam aplikację również w ciągu dnia. Póki co sprawdza się świetnie i jest bardzo wydajny.
Pielęgnacja dłoni i paznokci w domu z marką Indigo

Drugim ulubionym produktem który z pozoru wygląda dość podobnie jest oliwka Indigo Seventh Heaven. Świetnie odżywia i natłuszcza skórki. Używam jej rzadko. Głównie po zrobieniu nowego manicure hybrydowego gdyż po bezpośrednim ściąganiu hybryd acetonem powierzchnia wokół paznokcia jest bardzo sucha i wymaga natychmiastowego ratunku. Ma przepiękny zapach który długo się utrzymuje.

Pielęgnacja dłoni i paznokci w domu z marką Indigo

Ostatnim ulubionym kosmetykiem pielęgnacyjnym jest krem do dłoni Raspberry Love również marki Indigo. Jest mały, poręczny, posiada wygodną w użyciu pompkę. Idealny do torebki, plecaka ale również do użytku domowego. Ma bardzo odżywczą formułę która szybko się wchłania i świetnie nawilża przesuszoną skórę dłoni. Zapach jest cudowny. Utrzymuje się nawet kilka godzin jeśli nadmiernie często nie myjemy dłoni. Jestem w nim absolutnie zakochana! Dzięki temu kosmetykowi polubiłam kremowanie ;-)

Pielęgnacja dłoni i paznokci w domu z marką Indigo
Koniecznie dajcie znać czy znacie hybrydy i kosmetyki tej marki oraz jak wygląda wasza pielęgnacja dłoni i paznokci w domu. Jestem bardzo ciekawa czy przykładacie się w tej kwestii czy zupełnie tego nie potrzebujecie do szczęścia.

xoxo

Nie przyjmuję w domu gości, którzy są chorzy.

Zalążki wpisów lifestyle na moim blogu sięgają zamierzchłych czasów. Poczułam chęć wyrażenia swojego zdania gdy na moim prywatnym facebooku rozpętała się burza. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że brały w niej udział same kobiety. Faceci rzadko angażują się w takie bzdury. Wcale im się nie dziwię. Żałuję naprawdę, żałuję ze po pierwszych dwóch wypowiedziach nie usunęłam go w czorty. Cała "akcja" dotyczyła blogerki szczesliva pt. "Nie przyjmuję w domu gości, którzy są chorzy." Skwitowałam ten wpis słowami " proponuje trzymać pod kloszem". Tyle...
Nie czytałam nawet komentarzy pod jej wpisem i nie będę. Dlaczego?
Bo szczerze sam wpis wydał mi się absurdalny. W głowie mi się nie mieści że można wyrzucić kogoś z domu bo zakaszlał, kichał w obecności naszej rodziny. Z całym szacunkiem ale nie każdy lekkie przeziębienie traktuje jako CHOROBĘ ZAKAŹNĄ którą należy tłumić w czterech kątach własnego mieszkania bo raczej żaden lekarz nie dałby skierowania na izolatkę z takiego powodu. Szczerze w tej kwestii średnio obchodzi mnie zdanie i racje innych. Jeśli szukam porady swoje zapytania kieruję do konkretnych osób lub szukam odpowiedzi wśród bardziej doświadczonych matek na forach... w przypadku tego drugiego trudniej o konkrety. Ile ludzi tyle opinii ale dziś nie o tym...

Nie przyjmuję w domu gości, którzy są chorzy.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że ludzie różnie podchodzą do tematu. Dlatego szanuję ich zdanie i jeśli wiem, że ktoś sobie nie życzy mojej/naszej obecności gdy nie mamy 100% pewności że tryskamy zdrowiem nie będę pchać mu się na chatę ale niech nie oczekuje że moje/nasze życie stanie w miejscu. Nie twierdzę też, że z dzieckiem przeziębionym, kaszlącym, kichającym i smarkającym w rękaw należy wszędzie chodzić ale przyznam wam się szczerze, że jeszcze nigdy (podkreślam w kwestii przeziębienia) lekarz nie zabronił nam normalnego funkcjonowania (chodzenie do żłobka, spacery, zakupy). Infekcje, katar w wieku mojego syna są w zupełności normalną sprawą choć nie należą do najprzyjemniejszych. Też miałam ochotę strzelić sobie kulkę  gdy budził się tryliard razy w nocy. Serio. Jego marudzenie w ciągu dnia i "cierpienie" doprowadzało mnie do łez. Nie zamierzam narażać go UMYŚLNIE na niebezpieczeństwo ale jeśli zdarzy się sytuacja, że zaskoczę kogoś kto akurat będzie chory( cały czas na myśli mam przeziębienie) nie ucieknę jak poparzona i nie będę klnąc pod nosem, że mnie nie uprzedził.Nie będę też klnąc i nie wyrzucę człowieka gdy kichnie w obecności mojego syna. Nie będę również przeprowadzać ewakuacji gdy moje dziecko na placu zabaw, bawialni, przedszkolu, żłobku spotka zakatarzone dziecko czy pociągającego i kaszlącego rodzica, nauczyciela. 

Nie przyjmuję w domu gości, którzy są chorzy.

Dzieci są naszym największym darem, nadzieją, szczęściem - całym światem. Wiele rzeczy mi się nie podoba ale nie będę umoralniać każdego napotkanego na swojej drodze i prosić go o to by zamknął się ze swoją zakichaną gromadką bo zarazi moje dziecię. Nie będę rzucać w jego stronę obelgami i nie będę oczekiwać od całego świata, że podporządkuje się pod moje upodobania i przekonania. Nie będę również przekonywać i wypisywać obelg na autorkę wpisu która wyprosiła znajomych z własnego domu - dlaczego? Bo w swoim życiu i swoim domu może robić co tylko zechce. Z pewnością średnio Was interesuje co ja na ten temat myślę.

Takie jest moje zdanie.
Twoje może być inne.
Szanuję je więc Ty uszanuj moje.
Jeśli czujesz, że chcesz napisać komentarzu zrób to. Zastrzegam jednak, że nie będę odpowiadać. Każda historia jest inna. Każdy ma inne doświadczenia i spostrzeżenia. Tutaj nie ma co gdybać i szukać racji. Nie mam ochoty wdawać się w dyskusję bo jestem pewna, że nie doprowadzi ona do zmiany mojego i waszego zdania.

Nie przyjmuję w domu gości, którzy są chorzy.

Dlatego też wybaczcie, że nie będę pytać co myślicie na ten temat...
xoxo

Catrice HD Liquid Coverage- płynny podkład. + makijaż.

Niedawno pokazałam wam moje skromne zakupy kosmetyczne w których między innymi znalazł się płynny podkład Catrice HD Liquid Coverage. Trzeba przyznać, że odkąd się pojawił robi niezłą furorę w sieci. Widziałam go na wielu blogach, filmikach YouTube.  

Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD.

Podeszłam do niego z wielką nadzieją. Mój kolor to 020 Rose Beige (dostępny w czterech kolorach). Muszę przyznać, że nie jest on jednak różowy jak można byłoby wnioskować po nazwie. Kolor w 100% jest ciepły beżowy. Odcień 010 jest cały czas wyprzedany w moim mieście i z tego co zdążyłam się zorientować nie przychodzi w nowych dostawach. Oznacza to tylko jedno - cieszy się olbrzymią popularnością i pewnie jeszcze przez dłużysz czas będzie go bardzo trudno kupić. Nie zamierzam się jednak poddawać ;-)

Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD.
http://www.me-melanie.at/2016/07/catrice-hd-liquid-coverage-foundation.html

Opakowanie szklane, solidne i bardzo ciężkie przypomina kosmetyk z wyższej półki cenowej. Mieści 30ml płynnego podkładu a jego cena wacha się w granicy 28-30zł. Ja swój kupiłam na promocji -40% więc miałam okazję kupić go w jeszcze lepszej cenie. Szybka i łatwa aplikacja za pomocą wygodnej w użyciu pipetki bardzo do mnie przemawia. Zapewnia dużą oszczędność produktu który po wyciśnięciu marnuje się. Wystarczy 2-5kropli na idealne pokrycie twarzy i szyi. Zapach Catrice HD Liquid Coverage jest delikatny, słodki i lekko pudrowy ale nie wyczuwa się go po nałożeniu na skórę. Konsystencja jest bardzo płynna, szybko nakłada się za pomocą czarnego jajeczka BeautyBlender (moje ulubione). Nie wchodzi w pory i zmarszczki, szybko zastyga ale nie pozostawia uczucia ściągnięcia.  Wystarczy cienka warstwa by przykryć wszelkie plamy i przebarwienia oraz niewielkie zmiany jak np. krostki, blizny. Efekt można stopniować jednak wydaje mi się, że zdecydowana większość pozostanie już przy jednej warstwie która według mnie jest zadowalająca. Utrzymuje się bez zarzutu około 10-12 godzin na skórze normalnej w kierunku suchej ( w moim przypadku lekko starł się tylko na nosie który często dotykałam).  Nie wymagał pudrowania. Świecenie które występuje po kilku godzinach jest lekko błyszczące, nie tłuste- wystarczy odbić na chusteczkę lub bibułkę matującą. Świetnie sprawdza się do zdjęć i przed obiektywem kamery jednak nie jest to podkład który mogłaby mieć na sobie Panna Młoda ale w duecie z dobrą bazą i fixerem sprawdziłby się na zwykłych imprezach i wyjściach.

Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD efekt przed i po użyciu z lampą  i bez użycia lampy.
zdj.bez użycia lampy w naturalnym świetle dziennym.

Recenzja Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD efekt przed i po użyciu z lampą  i bez użycia lampy
zdj.bez użycia lampy w naturalnym świetle dziennym.

Recenzja Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD efekt przed i po użyciu z lampą  i bez użycia lampy
zdj.bez użycia lampy w naturalnym świetle dziennym.

Recenzja Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD efekt przed i po użyciu z lampą  i bez użycia lampy. Makijaz Catrice HD Liquid Coverage płynny podkład HD
 zdj.z użyciem lampy

Opis producenta.

"Druga Skóra. Podkład HD Liquid Coverage to wygładzona cera z efektem “high definition”. Wyjątkowo lekka formuła, którą aplikuje się pipetą, oferuje wysokie krycie i utrzymuje się na skórze do 24 godzin.  Cera wygląda nieskazitelnie, a przy tym naturalnie, podkładu nie czuć na skórze. Skóra jest gotowa na światła jupiterów i bycie w centrum kamery!"


Podsumowując... Catrice HD Liquid Coverage bardzo mnie zaskoczył. Oczywiście na plus! Uważam, że to jeden z lepszych podkładów które miałam okazję używać w tym roku a byłoby ich naprawdę sporo. Będę polować na jaśniejszy odcień gdyż ten jest dla mnie ciut za ciemny i odznacza się jeśli dzień wcześniej nie zaaplikuję sobie samoopalacza. Jeśli chodzi o inne sprawy techniczne nie mam do niego zastrzeżeń. Plus za piękne opakowanie którego nie powstydzimy się trzymając na wierzchu toaletki. Obecnie mój numer jeden jeśli chodzi o drogeryjne podkłady! Polecam wypróbować :-)
xoxo


SZABLON BY: PANNA VEJJS.