Balsam do ust Tisane Fresh + peeling Crystal Scrub.

Nadeszła pora w której to nasza piękna złota jesień zamienia się w zachlapaną, ponurą i wietrzną zołzę która myśli tylko o tym jak zniszczyć nam fryzurę i sprawić by nasza twarz zamieniła się w suszoną śliwkę. Usta też, nie pozostają jej obojętne dlatego warto potraktować je czymś specjalnym co nie tylko je zabezpieczy ale również dodatkowo nawilży i wypielęgnuje. Balsam do ust Tisane świetnie sprawdza się w roli super bohatera zwłaszcza w duecie z cukrowym peelingiem Crystal Scrub. Dlaczego lubię te produkty dowiecie się w dalszej części wpisu.
Balsam do ust Tisane Fresh i peeling cukrowy Crystal Scrub.

Opis producenta:


Balsam Tisane Fresh wygładza, nawilża i odżywia szorstkie i spierzchnięte usta. Regeneruje naskórek uszkodzony wskutek działania czynników atmosferycznych, otarć i opryszczki. Chroni usta przed wysuszeniem i niekorzystnym wpływem słońca, wiatru, mrozu i deszczu. Intensywne nawilżenie, ekstra orzeźwienie oraz przyjemne ukojenie to cechy charakteryzujące nowy balsam w wersji Fresh.Produkt swoje doskonałe właściwości zawdzięcza bogatej zawartości składników naturalnych.

W skład Tisane Fresh wchodzi: aloes, świeże olejki eteryczne z mięty, eukaliptusa i cytryny, miód, prowitamina B5, olejek jojoba, wosk pszczeli, olejek rycynowy oraz lanolina. Taka kompozycja przyniesie błyskawiczne ukojenie nawet bardzo wysuszonym i zniszczonym ustom.

Opakowanie zawiera 4,7g./ok.10-13zł


Peeling Crystal Scrub to podstawa pięknych i gładkich warg. Efekt uzyskiwany jest wskutek usunięcia suchych skórek i wygładzenia nierówności.
Peelingiem wykonuj delikatny masaż, który poprawi  ukrwienie warg oraz sprawi, że usta będą jędrniejsze i zdrowo zaróżowione. Naturalne substancje pomogą pozostawić usta miękkie i nawilżone na dłużej. Dla uzyskania jeszcze lepszego efektu, po wykonanym peelingu warto nanieść na usta ulubiony balsam. Peeling Tisane Crystal Scrub, który pomoże Ci uwydatnić naturalne piękno Twoich ust. Przy pomocy jednej małej saszetki uzyskasz idealne wygładzenie, poprawę jędrności i wyrównanie koloru ust.

W skład peelingu Tisane Scrystal Scrub wchodzi: olejek ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, olejek z oliwek, masło shea, sylimaryna, miód, wosk pszczeli i witamina E.

Opakowanie zawiera 2g/ ok. 2zł.

Dobrze nawilżający balsam do Tisane Fresh i cukrowy peeling wygładzający Tisane Crystal Scrub

Moja opinia:

Zacznę od peelingu który niesamowicie mnie zaskoczył. Ma bardzo przyjemną konsystencję i fajnie sprawdza się przy codziennej pielęgnacji. Usta są przyjemnie spulchnione i wygładzone po zabiegu.  Jedynym minusem jest dla mnie fakt, że mieści się on w saszetce a nie w słoiczku. Bardzo żałuję, że wybrano taką formę sprzedaży bo to naprawdę super kosmetyk który mógłby zastąpić mój ulubiony peeling pat&rub który na chwile obecna jest nieuchwytny.

Balsam do ust z serii Fresh wpasował się w mój gust. Uwielbiam produkty chłodzące bo dają przyjemne poczucie komfortu. Stosuję go głównie na noc grubszą warstwą i zawsze wtedy kiedy zachodzi taka potrzeba. Podoba mi się jego lekka i miękka konsystencja którą łatwo się wydobywa i rozsmarowuje na ustach. Mam nadzieje, że kiedyś pojawi się również wersja w sztyfcie która będę mogła zabierać ze sobą wszędzie.

xoxo

Perfekcyjna kreska na górnej powiece.

L'Oreal Super Liner Perfect Slim w kolorze Intense Black to moje ostatnie odkrycie. Chciałam spróbować czegoś nowego czym łatwo byłoby stworzyć idealną linię. Dawno nie miałam pisaka więc pod wpływem chwili skusiłam się i postanowiłam go przetestować.

Perfekcyjna kreska na górnej powiece L'Oreal Perfect Slim Line

Okazał się strzałem w 10! Przyznam, że od dawna nie miałam tak dobrego kosmetyku który w zaledwie kilka sekund pozwoliłby mi namalować porządną w danym momencie linię.


Aplikator.


Jak wyczytałam na stronie producenta końcówka ma średnicę zaledwie 0.4mm dzięki czemu idealnie nadaje się do malowania cienkich jak i grubszych kresek. W zależności od siły nacisku możemy bowiem uzyskać różnej grubości linie.


Perfekcyjna kreska na górnej powiece L'Oreal Super Liner Perfect Slim Intense Black

Forma pisaka i ekstremalnie cienkie zakończenie zostało zaprojektowane tak aby idealnie pokryć nawet najbardziej nierówną powiekę i wyrysować na niej perfekcyjny kształt o którym do tej pory mogliśmy tylko pomarzyć.
Perfekcyjna kreska na górnej powiece. Jaki eyeliner wybrać?

Ogólne informacje.


Pisak należy trzymać w pozycji pionowej w której aplikator będzie zawsze na dole. Dzięki temu kosmetyk będzie zawsze spływał do końcówki i nie będziemy mieć problemów z malowaniem.
Podczas wykonywania makijażu również należy o tym pamiętać. - po kilku aplikacjach dochodzimy do pełnej wprawy i robimy to odruchowo, bez większego zastanowienia. Warto wyrobić w sobie ten nawyk. Przyda się on również w przypadku innych płynnych eyelinerów.

Perfekcyjna kreska na górnej powiece . Eyeliner w pisaku łatwy w obsłudze i bardzo trwały

Opakowanie póki co jest bez zarzutu. Ładne, eleganckie ze złotymi nadrukami które póki co się nie zdzierają. Zatyczka domyka szczelnie więc produkt działa bez zarzutu i zawsze jest gotowy do pracy. Nie zasycha na aplikatorze. Formuła kosmetyku jest odpowiednia. Nie wchodzi w załamania skóry, jest intensywnie czarna, łatwo się rozprowadza i szybko wysycha. Nie odbija się w ciągu dnia. Dosłownie bezproblemowy kosmetyk. Do kupienia w drogeriach stacjonarnych za ok. 35-40zł lub online np. na e-zebra.pl za niespełna 19zł (7g).
Perfekcyjna kreska na górnej powiece to moja codzienność. Jeśli chcesz wiedzieć jaki kosmetyk wybrać zapraszam na mojego bloga.

Perfekcyjna kreska na górnej powiece L'Oreal

Efekt który możemy uzyskać już za "jednym" (nie dosłownie) pociągnięciem dla mnie jest zadowalający.

Podsumowanie.


Wiadomo jednak, że można byłoby to zrobić lepiej, dokładniej. Moim celem było pokazać wam taką wersję na szybko, na już (!) którą przy odrobinie wprawy możemy uzyskać w domowym zaciszu bez względu na to czy jesteśmy profesjonalistami czy stoimy na początku swojej ścieżki makijażowej.
Kosmetyk godny polecenia, łatwy w obsłudze, trwały (nie jest wodoodporny ale utrzymuje się bardzo dobrze i nie kruszy). Cena moim zdaniem przystępna, adekwatna do jakości. Warto wypróbować a nóź się sprawdzi i zostanie również waszym ulubieńcem :-)

xoxo

Zakupy: puder, tusz, podkład, eyeliner, korektor.

Dawno nie robiłam zakupów. Postanowiłam więc, że skuszę się na kilka rzeczy które od dawna chciałam przetestować i których mi brakuje. Skupiłam się głównie na kolorówce którą podzielę na dwie kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co znalazło się w moim posiadaniu zapraszam do dalszej części wpisu.


OCZY:

Jestem prawdziwym maniakiem jeśli chodzi o kupowanie tuszy do rzęs. Wydawało mi się do tej pory, że łatwo mnie zadowolić bo moje rzęsy są dość gęste, długie i nie są szczególnie wymagające. Nic bardziej mylnego! Pierwszy z nich jest moim wielkim rozczarowaniem. Sexy Pulp Yves Rocher noł, noł, noł! Nigdy więcej...Trzeba się napracować aby efekt okazał się w miarę przyzwoity- no chyba, że ktoś lubi godzinami dłubać przy oku to proszę bardzo! Śmiało możecie go wypróbować.

Miss Sporty Studio Lash to pewniaki na które postawiłam nie pierwszy raz i które miały uratować mnie po wielkim rozczarowaniu. Na blogu pojawiła się też recenzja (bardzo dawno temu). Arcydzieło- w dodatku tanie! (klik). Biegnijcie na zakupy! Naprawdę warto. Poleciłam go wielu osobom i każda z nich była bardzo zadowolona.


Eyeliner w kałamarzu kupuję odkąd moje nogi pierwszy raz zatrzymały się przed szafą Wibo. Nie jest może to najbardziej trwały produkt ale nadaje się na szybkie akcje w stylu "makijaż po bułki" lub szybki "wypad na kawe" z przyjaciółką. Spokojnie trzyma się na moich oczach około 6h. Więc na codzienne malunki w zupełności wystarcza. Nowością będzie jednak L'Oreal Super Liner (Perfect Slim). Skusiłam się bo dawno nie testowałam żadnego kosmetyku w pisaku. Póki co jestem zadowolona i z pewnością pojawi się oddzielny wpis na jego temat.


TWARZ:


Catrice HD Liquid Coverage był na samym szczycie mojej listy pożądanych kosmetyków. Niestety ciągle był wyprzedany ale udało mi się go wychwycić ostatniego dnia promocji -40% w Naturze. Niebawem przetestuję i dam znać co o nim myślę. Zapowiada się obiecująco.

Zakupy początkowo miały zakończyć się na tym etapie jednak skuszona zniżka dałam się ponieść chwili i wybrałam dla siebie również dwa korektory których jeszcze nigdy nie testowałam.


Catrice Liquid Camouflage jest chyba największym hitem tego roku. Ma go dosłownie każda blogerka i vlogerka ugodowa a drugi wcale nie gorszy Astor Perfect Stay również ma swoich zwolenników w strefie beauty.


Na koniec do koszyka wrzuciłam jeszcze My Secret Face Matt Powder bo wyczytałam na blogach, że jest to idealny mat dla posiadaczek suchej skóry.


xoxo

VICTORIA VYNN- 004 Midnight Pearl + opinia Baza, Top i Pure Alco Remover

Niestety... nie udało mi się uratować paznokci po jednorazowej przygodzie z żelami. Musiałam ściąć je maksymalnie i dać im rosnąć na nowo. Z tej okazji na poprawę humoru postanowiłam sobie zrobić nowy jaśniejszy manicure który nie będzie aż tak rzucał się w oczy. Oprócz tego udało mi się też wdrożyć nową pielęgnację dłoni o której napisze niebawem.
Moja stylizacjia VICTORIA VYNN- 004 Midnight Pearl lakier hybrydowy

Wybrałam lakier hybrydowy VICTORIA VYNN - 004  Midnight Pearl czyli lekka różowa -brzoskwinka o perłowym wykończeniu. Idealnie współgra z kolorem moich dłoni. Dodatkowo dołożyłam sobie naklejki wodne aby urozmaicić całość stylizacji.

Baza, top i lakier hybrydowy VICTORIA VYNN- 004 Midnight Pearl
Moim zdaniem wyszło bardzo uroczo i schludnie a co najważniejsze dłonie wyglądają na zadbane i krótkie paznokcie nie rzucają się aż tak w oczy na czym mi zależało.

Hybrydowa stylizacja z VICTORIA VYNN- 004 Midnight Pearl

BAZA I TOP VICTORIA VYNN bardzo miło mnie zaskoczyły. Początkowo obawiałam, się że seria delikatniejszych produktów hybrydowych nie sprawdzi się na tak kapryśnej płytce jak moja. Nic bardziej mylnego! Baza świetnie wiąże ze sobą wszystkie warstwy , które nie zlewają się po skórkach i nie tworzą nieestetycznych zacieków. Top pięknie nabłyszcza i utwardza całość. Efekt utrzymuj się bardzo długo u mnie było to 2 tyg. Dodam jeszcze, że w pracach domowych nie stosuje rękawiczek ochronnych i moje dłonie narażone są na ciągły kontakt z środkami chemicznymi.

Delikatny nie inwazyjny płyn do usuwania hybrydy VICTORIA VYNN

PURE ALCO REMOVER bez acetonu o pojemności 1000ml wprawdzie nie stał się moim ulubionym produktem ze względu na wydłużony czas który musimy poświęcić usuwaniu lakieru ale z pewnością warto będzie się z nim zaprzyjaźnić. Jest delikatniejszy i mniej inwazyjny. Zauważyłam jednak, że sprawdza się tylko przy lakierach VICTORIA VYNN.

xoxo

5 ulubionych herbat na jesienne wieczory.

Ostatnio we wpisie wspomniałam wam, że jesienią lubię sięgać po ciepłe aromatyczne herbaty i tak zrodził się pomysł na wpis o moim zdaniem najlepszych napojach do picia na zimne dni.
Większość jest ze mną od ponad roku ale pojawiły się też dwa nowe smaki które absolutnie mi przypasowały.

5 ulubionych herbat na jesienne wieczory 

Zacznę od dwóch nowości które przywędrowały do mnie za sprawą jednego ze spotkań blogerek. Firma Top-Natura chcąc umilić nam godziny spędzone nad produkcją nowych wpisów obdarowała nas pysznymi herbatkami.
prawdziwy naturalny eliksir młodości

Pierwszą z nich jest "Eliksir Młodości" czyli mieszkanka ziołowa.  Idealna do przyrządzenia po ciężkim dniu, kiedy chcemy odpocząć, przywrócić wewnętrzną harmonię i nabrać pozytywnej energii, rozkoszując się zapachem kwiatowej łąki. Wśród składników kompozycji znajdują się płatki: róży, jaśminu, słonecznika, nagietka, chabru, kwiat głogu ziele mniszka oraz ziele pokrzywy.
Oprócz wybornego smaku i wspaniałego aromatu, herbatka pozytywnie wpłynie na organizm. Każdy ze składników posiada unikalne bogactwo dobroczynnych składników.


herbata zatrzymaj czas z płatków dzikiej róży

Druga którą zaprezentuję nosi nazwę "Zatrzymaj Czas". Stworzona jest z płatków kwiatów dzikiej róży. Pomaga w walce z przeziębieniami i grypą. Zawiera estrogeny, które powodują, .ze się nie starzejemy. Podobno działa przeciw rakowo a barwniki zawarte w kwiatach odmładzają. Spożywanie naparów przygotowanych na bazie różanych płatków poprawia odporność organizmu i pomaga zwalczyć ogólne osłabienie, zapewnią nam energię i radość. Oprócz naparu, możemy z płatków róży przygotować nalewki, musy a nawet toniki do przemywania twarzy. Wprawdzie jeszcze nie próbowałam ale myślę, że na dniach uda mi się znaleźć na to odrobinę czasu.


W obu przypadkach poza tradycyjnym naparem do picia (herbatką) możemy również wykorzystać pozostałe na dnie szklanki składniki i dodać je do płatków z mlekiem, kefiru czy też jogurtu. Pycha!

herbata królewska , najleosza mieszanka ziołowa

Herbaty Ziołowe EcoBlik są zdecydowanie moimi ulubionymi. Najbardziej posmakowała mi mieszanka "Mistrzowska", "Ziemiańska" ale "Królewska" którą piję obecnie jest równie dobra, intensywna w smaku i aromacie. Zawiera w sobie liście pokrzywy, kwiaty krwawnika, babki lancetowatej, liście mniszka, kwiaty nagietka w różnych proporcjach. Często sięgam po nią przy śniadaniu lub popijam na zimno w ciągu dnia.

KLIK

herbata smakowa jabłkowy sad idealna do ciast i deserów

"Jabłkowy Sad" (oraz inne herbatki z serii "Magiczne Krajobrazy") to jedna z tych herbat która zdecydowanie nadaje się do picia głównie jesienią i zimą ze względu na zawartość cynamonu który jest dość mocno wyczuwalny zarówno w smaku jak i aromacie który pięknie unosi się po pomieszczeniu. Herbatka idealna do ciasta z jabłkami i innych deserów oraz do popijania w chłodne wieczory.


Teekanne winterzeit herbata zimowa

"Teekanne winterzeit" to kolejna sezonowa a zarazem ostatnia z moich ulubionych herbat. Mocno smakowa i mocno aromatyczna. Idealna do popijania w ciągu dnia, wieczorem kiedy chcemy się rozgrzać. Najlepiej smakuje na ciepło, choć na zimno nie traci zbyt wiele na jakości. Szybko uwalnia aromat który długo unosi się po pomieszczeniu ale niektórym słodko cynamonowo-piernikowy posmak może nie przypaść do gustu.
ulubiona herbata ziołowa, smakowa

To już cała 5 ulubionych herbat. Jak widać cenię sobie wybór, w mojej szafce zawsze znajdzie się kilka opcji smakowych. Koniecznie napiszcie jakie należą do waszych ulubionych i które najczęściej kupujecie;-) Czekam z niecierpliwością na komentarze bo mam chęć wypróbować coś nowego!

Clarins Skin Illusion nr 110 Honey.

Od ponad roku moim ulubionym podkładem na co dzień jest Clarins Skin Illusion z SPF 10.  Świetnie nadaje się do skóry normalnej i suchej czyli takiej jak moja. Ma ładne rozjaśniające wykończenie a jego krycie jest wystarczające na moje codzienne potrzeby.

Clarins Skin Illusion podkład jak druga skóra nr 110 Honey

Podkład przyciągnął mnie do siebie bardzo eleganckim opakowaniem i nienagannymi opiniami na stronie douglas. Postanowiłam go wypróbować i zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Buteleczka jest szklana, ciężka posiada wygodną pompkę która dozuje idealną ilość produktu. Zakrętka jest bardzo elegancka i metalowa. Wszystko to sprawia, że kosmetyk wygląda bardzo elegancko i wiemy za co płacimy. Zapach jest przyjemny lekko ogórkowy ale nie przeszkadza nam w codziennym noszeniu. Konsystencja Clarins Skin Illusion jest bardzo lekka, wręcz niewyczuwalna na skórze. Jest bogata w ekstrakty roślinne i koktajle minerałów które świetnie pielęgnują skórę. Za  30ml zapłacimy w cenie regularnej 175zł .

Clarins Skin Illusion nr 110 Honey przed i po użyciu podkładu. Prawda, że wygląda jak druga skóra?
Jeśli chodzi o efekty na mojej buzi spełnia moje oczekiwania. Spokojnie utrzymuje się w nienaruszonym stanie 8 godzin. Jest bardzo komfortowy bo nie czujemy go w ciągu dnia. Zgodnie z tym co obiecuje producent jest jak druga skóra. Po chwili staje się wręcz niezauważalny. Nadaje się również dla dojrzałej cery która potrzebuje bardziej nawilżających i rozświetlających podkładów.
Moim zdaniem za jego jedyny minus możemy uważać wysoką cenę ale warto polować na rabaty które często pojawiają się w sklepie, Internecie czy też gazetach. Clarins Skin Illusion  to zdecydowanie mój ulubiony fluid dzienny.

xoxo

Zużycia kosmetyczne.

Przeprowadzka dała mi wielką motywację aby na nowo zacząć recenzować dla was zużyte produkty. Odkładanie śmieci ostatnio szło mi na tyle dobrze, że dorobiłam się dwóch wielkich pudeł. Niestety podczas przeprowadzki mąż, pozbył się mojego dorobku i nie mogę pokazać wam ile cudowności udało mi się wykończyć przez ostatnie dwa miesiące.  


Byłam tak zła, że powiedziałam sobie, że już nigdy nic nie odłożę pustych opakowań ale pech chciał, że akurat mniej więcej w tym czasie niektóre produkty zaczęły sięgać dna i oto jestem z nowym wpisem z serii denko.


Pilomax Wax Daily- Szampon codzienny do włosów ciemnych podobnie jak odżywka (z tej serii) nie przypadł mi do gustu choć podchodziłam do niego wiele razy. Zapach w prawdzie jest przyjemny, pieni się umiarkowanie, wydajność jest super ale wydaje mi się, ze obciąża moje włosy. Długo się z nim męczyłam ale w ostateczności w zużyciu pomógł mi Mąż który bardzo polubił się z tym szamponem. Wymienił go nawet na inny szampon tej marki. Ja mam mieszane uczucia i nie wiem do jakiej kategorii go zaliczyć bo chyba nie zasłużył na miano bubla...


Pozostając w temacie włosów. Marion "7 olejków" znam już od bardzo dawna. Jest to jeden z najlepszych olejków które miałam w swoim życiu (a było ich naprawdę sporo), kosztuje niewiele i jest łatwo dostępny bo kupić go możemy w wielu supermarketach i drogeriach kosmetycznych. Jego największą zaletą oczywiście poza natychmiastowym działaniem pielęgnacyjnym, regeneracyjnym, wygładzającym i nabłyszczającym jest fakt, że można go używać zarówno na sucho jak i na mokro. Zużyłam już kilkanaście buteleczek i z pewnością kupię kolejną. 


Największym kitem będzie dziś Colgate Max White One. Pasta która już po kilku zastosowaniach doprowadza moje zęby do okropnego stanu i sprawia, że są MAKSYMALNIE podrażnione. Nie jestem w stanie jej używać jej częściej niż raz- dwa razy w tygodniu więc o widoczności efektów też nie mogę się przekonać. Nigdy więcej jej nie kupię.


Zawsze miałam słabość do maseczek. Tym razem jednak ilość zużytych opakowań zmienia swoja liczebność bo coraz częściej sięgam po maseczki w większej pojemności z zakrętką lub w tubkach które wystarczają na znacznie dłużej. Jest to również duża oszczędność pieniędzy i czasu bo zamiast 5 czy 10 saszetek kupujemy jedną a konkretną. Łatwiej jest się zdecydować. Są jednak takie jednorazówki do których wracam z utęsknieniem jak np. żelowa maseczka nawilżająca od Bielendy. Nie brudzi twarzy,  wystarczy zmyć ją letnią wodą a w dodatku nawilża skórę i nie ściąga podczas zastygania. Uwielbiam i na pewno jeszcze ją kupię.


Płyn Micelarny Garnier kupuję bardzo często. Przydaje mi się nie tylko w codziennej pielęgnacji ale również w pracy. Świetnie domywa makijaż, radzi sobie nawet z trwałymi tuszami do rzęs. Nie podrażnia skóry, jest delikatny dla oczu. Polecam kupować na promocji w dwupaku.


Pianka Nivea Silk musse miała swoje 5min na moim blogu. Podobnie jak dezodorant protect&care który zużywam w ilości hurtowej (klik). Bardzo żałuję, że nie mogę wam pokazać tych wszystkich pustych opakowań które byłaby najlepszym dowodem na to jak bardzo sobie cenię te dwa wynalazki. Jeśli lubicie pianki koniecznie sprawdźcie ten kosmetyk! Fenomenalnie otula ciało jak puszysta chmurka.  

xoxo

5 Rzeczy które lubię jesienią.

Tegoroczna jesień nie rozpieszcza nas jeśli chodzi o pogodę ale nawet pomiędzy deszczowymi dniami da się wyłapać odrobinę złocistych promieni. Zainspirowana dzisiejszym dniem powiem wam za co kocham naszą polską jesień i co cenię w niej najbardziej.


SPACERY
Złote, pomarańczowe liście opadające z drzew mają swój urok. Uwielbiam spacery, przechadzki po ogrodzie, parku, lesie... Zauważyłam też, że nic nie poprawia mojemu Szkrabowi tak apetytu jak aktywny wypoczynek pośród drzew. Grabnie liści i prace w ogrodzie mogą być niezłą frajdą dla małego ogrodnika.

SMAKOŁYKI
Uwielbiam orzechy które w tym roku wyjątkowo obrodziły. Zbieranie ich, łupanie sprawia mi wiele przyjemności i są zdrowym i smacznym zamiennikiem wszelkiej maści chipsów i przekąsek po które zdarza mi się sięgać. Nie pogardzę też winogronem, świeżymi pachnącymi jabłkami i gruszkami od których unosi się słodko, kwaśny zapach...


 GORĄCA HERBATA/KAKAO
Wraz z nadejściem chłodniejszych dni zamieniam zimne napoje, wodę oraz soki na gorące kakao lub herbatę. Do moich lubionych należą mieszanki EcoBlik oraz Top-Natura. Uwielbiam też wszystkie białe herbaty z dodatkiem suszonych owoców i zwykłą czarną z miodem i cytryną. Kakao to świetny dodatek do śniadania i tostów z dżemem.. omomo... czuję, że zgłodniałam ;-)



NASTRÓJ

Świeczki zapachowe goszczą w moim domu cały rok ale dopiero w sezonie jesienno-zimowym czuje w pełni ich klimat. Uwielbiam odpalać wszelkie ciężkie dymno-drzewne zapachy których unikałam latem. Tworzę kompozycje. Często robię też dekoracje z szyszek i jarzębiny. Wystarczy do tego słoik lub przezroczysty wazon w środek wkładamy to co akurat mamy pod ręką i gotowe.

ZUPA DYNIOWA/PIECZONA DYNIA
Jesień to także czas w którym jest łatwy dostęp do pysznej dyni którą uwielbiam zapiekać w piekarniku. Przyprawiam ją ziołami i kropię ostrą oliwą. Smakuje wybornie. Zjadam ją na ciepło jak i na zimno. Często w towarzystwie serka feta który rozkruszam po wierzchu. Dodaję również pomidorki koktajlowe. Jeśli jednak mam ochotę na cos bardziej rozgrzewającego przygotowuje sobie zupę krem z dyni. Dodaję gałkę muszkatołową i ostrą papryczkę. Wsypuję prażone pestki dyni i mam najlepszy obiad na świecie <3

xoxo

Fireside - WoodWick.

Jesień i zima to idealny czas na odpalenie świeczek, wosków i aromatycznych kadzidełek. Przyznam, że nie jestem największą fanką piernikowych aromatów i stronię od słodkich babeczek ale zapachy rozgrzewające, dymne które otulają nas niczym ciepły kocyk są zdecydowanie moimi ulubionymi.


Fireside marki WoodWick to niesamowita kompozycja ambry, wetywerii i piżma. Dla mnie pachnie paloną sosną, ogniskiem rozpalonym nieopodal lasu i świeżo znalezionym chrustem.

Intensywna woń rozchodzi się stopniowo po pomieszczeniu. Najpierw delikatnie wkrada się w każdy kąt a po chwili zaczyna dominować. Należy zdecydowanie do tych ciężkich ale nie duszących. Nadaje się do dużych pomieszczeń. Idealna na prezent dla facetów i dla wszystkich którzy uwielbiają leśne, dymne klimaty. Serdecznie polecam wypróbowanie "Fireside" bo jestem pewna, że spodoba się zdecydowanej większości.


Uwielbiam "rozpalać" go w moim domowym "kominku" gdy siedzę pod kocem w ciepłej piżamie i popijam łyk grzanego wina, ciepłej herbaty lub kakao. Zapach choć w opowieści może wydawać się pospolity należy do tych "Oryginalnych" i z pewnością trudno będzie znaleźć jego odpowiednik.

Choć na mojej klimatycznej tacy (pepco) znajduje się wiele pozycji po ten sięgam ostatnio najczęściej. Koniecznie dajcie znać czym u was pachną jesienne wieczory.


Wosk do kupienia między innymi tutaj -> klik

xoxo

Test. Krem do depilacji. Czy to działa?!

Stojąc przed wyborem produktu do depilacji sięgam po maszynki. Nie jestem fanką depilatorów. Po dwóch nieudanych inwestycjach przestałam próbować tego rodzaju domowego usuwania owłosienia. Zawsze jednak moją uwagę przyciągały kremy. Nie byłam jednak pewna czy działają i jaka jest wydajność przeciętnego produktu który możemy zakupić w drogerii. Bielenda Vanity wpadła w moje ręce na spotkaniu blogerek. Początkowo wylądowała na półce z kosmetykami oczekującymi. Musiałam zapuścić niewielki odrost by można było potraktować go kremem i usunąć za pomocą szpatułki... ale zaraz... gdzie jest szpatułka?! Niestety nie znalazłam jej w zestawie więc musiałam poradzić sobie w inny sposób ale o tym za chwilkę*.

Zapraszam was na pierwszy tak "intymny" wpis na moim blogu w którym ogolę sobie publicznie nogi. Zanim to nastąpi przybliżę wam kilka "specyfikacji" tego kosmetyku.



Zapach kremu jest wstrętny kojarzy mi się z produktami do rozjaśniania włosów i trwałej ondulacji. Konsystencja przypomina mleczko lub rzadszy krem. (Pojemność 200ml. )Nakłada się bardzo dobrze i równomiernie. Niestety po aplikacji na dwie nogi wydaje mi się, że kosmetyk nie będzie szalenie wydajny ale być może mam zbyt "duże" (czytaj pulchne) nogi ;-)


Jeśli chodzi o sposób użycia kierowałam się dokładnie tym co zalecił nam producent czyli nałożyłam niewielką warstwę kremu i pozostawiłam na  10min gdyż wiem, ze moje włoski są dość grube i twarde a przede wszystkim bardzo krótkie. (Obawiałam się, że pięć minut może nie wystarczyć.) Jak widać na załączonym powyżej obrazku wyszło genialnie i mogę teraz cieszyć się super gładkimi nogami. Jestem dwa ni po zabiegu i nie widać jeszcze żadnych odrostów co bardzo mnie zaskoczyło. Zastanawiam się jak długo utrzyma się efekt? Może macie jakieś doświadczenia w tej kwestii którymi zechcielibyście się ze mną podzielić ??
Przyznam szczerze, że nie wierzyłam w pomyślność tego eksperymentu ale jestem miło zaskoczona. Nie wiem czy wymienię moje maszynki na depilację kremami od razu ale na pewno będę się z nią oswajać. Być może jeśli efekt utrzyma się około tygodnia rozważę całkowitą zamianę jednorazówek na ten właśnie kosmetyk. Byłaby to spora oszczędność czasu.

*szpatułkę zrobiłam z wieczka od opakowania do patyczków kosmetycznych.

xoxo


SZABLON BY: PANNA VEJJS.