SEPHORA The Mascara Volume, Length & definiction Ultra Black.

Przyznam szczerze, że nie chętnie sięgałam po kosmetyki marki SEPHORA gdyż na blogach które chętnie odwiedzam przed zakupami kosmetycznymi w poszukiwaniu nowych perełek nie docenia się ich i często pomijane są w recenzjach.
Do tej pory testowałam jedynie kredki do oczu z których byłam zadowolona ale nie na tyle aby zachęciły mnie do dalszych eksperymentów. Jako, że rozpoczynam swoją przygodę z perfumerią postanowiłam rozpocząć testowanie aby lepiej wczuć się w powierzone mi zadania.


Ostatnio w moje łapki wpadł tusz do rzęs Volume, length & definiction. Wizualnie bardzo spodobało mi się opakowanie więc podekscytowana jeszcze tego samego dnia postanowiłam go wypróbować. I tu pojawił się pierwszy problem.


Szczoteczka- klasyczna, średniej wielkości- jak wiecie nie bardzo lubię się z takimi wytworami. Zdecydowanie bardziej pasją mi silikonowe nawet te największe gdyż nie zbierają tak dużo produktu i lepiej wyczesują włoski. Całe szczęście przemogłam się i już po pierwszym pociągnięciu znów wróciłam do zachwytów.



Mascara świetnie wyczesuje i rozdziela włoski, docierając nawet do tych najmniejszych dzięki czemu mamy bardzo mocno widoczny efekt zagęszczenia bez niepotrzebnego sklejenia. Formułę tuszu wzbogacono woskiem karnauba dzięki czemu świetnie nakłada się nawet w kilku warstwach (ja mam dwie) uzyskując stopniowa objętość. Nie tworzy grudek, nie osypuje się i nie kruszy w ciągu dnia. Rzęsy są delikatne i sprężyste jak po dobrej hennie. Niestety nie sprawdzi się na łzawiących od alergii oczach gdyż szybko rozmazuje się pod wpływem kontaktu ze łzą czy inną wodnistą konsystencją. Tusz można zakupić w dwóch wielkościach 9ml za 59zł i 4ml za 25zł. Do dyspozycji mamy również dwa kolory : Black i Ultra Black.



Kosmetyk jak widać ma swoje plusy i minusy. Mnie zdecydowanie kupił zarówno swoim eleganckim i klasycznym opakowanie jak i efektem który uzyskałam na rzęsach. Już dawno nie testowałam produktu do makijażu który tak mocno by mnie zachwycił.

xoxo

Yankee Candle - Egyptian Musk

Upalne lato to czas w którym królują u mnie zapachy cytrusowe, świeże i orzeźwiające. Egyptian Musk choć swoim przytłaczającym brązowym kolorem nie wpisuje się w klimat kolorowych wakacji również należy do rześkich zapachów które idealnie nadają się na upalne dni.  Nuta piżma, drzewa cedrowego i słodkiej wanilii może niektórym wydawać się lekko przytłaczająca ale dla mnie to jeden z tych nieoczywistych zapachów który zaskoczy nie jeden nos;-).


Świeca którą dziś pokazuję jest w najmniejszej pojemności i zakupiłam ją już dawno w sklepie Goodies.pl . Jak pewnie zauważyliście większość moich świec, wosków i innych zapachów pochodzi właśnie z tego sklepu. Znajdziemy tam bowiem bardzo bogatą ofertę świec i wosków YC ale również inne firmy jak Kringle Candle i Woodwick.



Nawet mała pojemność świecy starcza na bardzo długo. Plusem jest szklane wieko którym z łatwością  zgasimy płomień bez zadymiania pomieszczenia. Uwielbiam "Egipskie Piżmo " i jestem pewna, że jeszcze nie jeden słoik lub wosk przygarnę podczas kolejnych zakupów. Jeśli macie jakieś konkretne sugestie co do nowych zapachów YC które ostatnio wąchałyście piszcie śmiało. Mam zamiar zrobić naprawdę spore zamówienie! Czekam na wasze polecenia...

xoxo


SZABLON BY: PANNA VEJJS.