Zużycia kosmetyczne.

Przeprowadzka dała mi wielką motywację aby na nowo zacząć recenzować dla was zużyte produkty. Odkładanie śmieci ostatnio szło mi na tyle dobrze, że dorobiłam się dwóch wielkich pudeł. Niestety podczas przeprowadzki mąż, pozbył się mojego dorobku i nie mogę pokazać wam ile cudowności udało mi się wykończyć przez ostatnie dwa miesiące.  


Byłam tak zła, że powiedziałam sobie, że już nigdy nic nie odłożę pustych opakowań ale pech chciał, że akurat mniej więcej w tym czasie niektóre produkty zaczęły sięgać dna i oto jestem z nowym wpisem z serii denko.


Pilomax Wax Daily- Szampon codzienny do włosów ciemnych podobnie jak odżywka (z tej serii) nie przypadł mi do gustu choć podchodziłam do niego wiele razy. Zapach w prawdzie jest przyjemny, pieni się umiarkowanie, wydajność jest super ale wydaje mi się, ze obciąża moje włosy. Długo się z nim męczyłam ale w ostateczności w zużyciu pomógł mi Mąż który bardzo polubił się z tym szamponem. Wymienił go nawet na inny szampon tej marki. Ja mam mieszane uczucia i nie wiem do jakiej kategorii go zaliczyć bo chyba nie zasłużył na miano bubla...


Pozostając w temacie włosów. Marion "7 olejków" znam już od bardzo dawna. Jest to jeden z najlepszych olejków które miałam w swoim życiu (a było ich naprawdę sporo), kosztuje niewiele i jest łatwo dostępny bo kupić go możemy w wielu supermarketach i drogeriach kosmetycznych. Jego największą zaletą oczywiście poza natychmiastowym działaniem pielęgnacyjnym, regeneracyjnym, wygładzającym i nabłyszczającym jest fakt, że można go używać zarówno na sucho jak i na mokro. Zużyłam już kilkanaście buteleczek i z pewnością kupię kolejną. 


Największym kitem będzie dziś Colgate Max White One. Pasta która już po kilku zastosowaniach doprowadza moje zęby do okropnego stanu i sprawia, że są MAKSYMALNIE podrażnione. Nie jestem w stanie jej używać jej częściej niż raz- dwa razy w tygodniu więc o widoczności efektów też nie mogę się przekonać. Nigdy więcej jej nie kupię.


Zawsze miałam słabość do maseczek. Tym razem jednak ilość zużytych opakowań zmienia swoja liczebność bo coraz częściej sięgam po maseczki w większej pojemności z zakrętką lub w tubkach które wystarczają na znacznie dłużej. Jest to również duża oszczędność pieniędzy i czasu bo zamiast 5 czy 10 saszetek kupujemy jedną a konkretną. Łatwiej jest się zdecydować. Są jednak takie jednorazówki do których wracam z utęsknieniem jak np. żelowa maseczka nawilżająca od Bielendy. Nie brudzi twarzy,  wystarczy zmyć ją letnią wodą a w dodatku nawilża skórę i nie ściąga podczas zastygania. Uwielbiam i na pewno jeszcze ją kupię.


Płyn Micelarny Garnier kupuję bardzo często. Przydaje mi się nie tylko w codziennej pielęgnacji ale również w pracy. Świetnie domywa makijaż, radzi sobie nawet z trwałymi tuszami do rzęs. Nie podrażnia skóry, jest delikatny dla oczu. Polecam kupować na promocji w dwupaku.


Pianka Nivea Silk musse miała swoje 5min na moim blogu. Podobnie jak dezodorant protect&care który zużywam w ilości hurtowej (klik). Bardzo żałuję, że nie mogę wam pokazać tych wszystkich pustych opakowań które byłaby najlepszym dowodem na to jak bardzo sobie cenię te dwa wynalazki. Jeśli lubicie pianki koniecznie sprawdźcie ten kosmetyk! Fenomenalnie otula ciało jak puszysta chmurka.  

xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.