Kultowy Soft Blanket w mojej kolekcji.

Pamiętam gdy pierwszy raz usłyszałam o wosku Soft Blanket. Pragnęłam go, idealizowałam i wyobrażałam sobie ten zapach. Niestety długo był wyprzedawany zarówno online jak i stacjonarnie. Później poznałam całe mnóstwo innych i trochę o nim zapomniałam...aż tu nagle...


przywędrował do mnie za sprawą prezentu ślubnego. Nie mogłam się doczekać aby go odpalić. 

Początkowo byłam zachwycona. Niestety już po chwili zaczęłam mocno wyczuwać aromat wanilii który jest dla mnie nie do zniesienia. Sama nie wiem dlaczego tak mocno nie toleruję tego zapachu. Niby jest w nim nutka czegoś pięknego a z drugiej strony mdli mnie od niego a przy dłuższym użytkowaniu zaczyna boleć mnie głowa.


Misiowi zapach podoba się większości. Ja jednak mam mieszane uczucia i nie wiem czy do niego powrócę. Niedługo planuję kolejne zamówienie w sklepie goodies.pl jaki zapach polecacie? 

ZAKUPY: wszystko dla dłoni i stóp .

Przekonałam się do manicure hybrydowego dlatego postanowiłam, że zamówię sobie zestaw i podziałam sama w domu. Nigdy nie wiadomo czy nie odkryję w sobie nowego talentu, pasji... Coraz bardziej myślę nad zrobieniem kursu chociażby aby nauczyć się tego dla samej siebie. Wizyty u kosmetyczki pochłaniają bowiem masę pieniędzy. W Jaśle koszt zrobienia manicure 2x w miesiącu 80zł do tego pedicure 60zł. Można było to jeszcze przeboleć i jakoś wysupłać dla siebie trochę w grosza ale w Rzeszowie stawki są już wyższe. Cena za dłonie to plus minus 100 zł za 1 zabieg. Przy dwóch wizytach to już prawie 200zł. A pedicure to koszt prawie 120zł. Więc sami rozumiecie... po co przepłacać!



Miesięczny koszt zabiegów (2xmanicure i 1x pedicure) w Jaśle: 140zł

Miesięczny koszt zabiegów (2xmanicure i 1x pedicure) w Rzeszowie: 320zł

Jak widać na załączonym obrazku daleko mi do bycia perfekcyjną ale jak na pierwszy raz i stan płytki paznokcia uważam, że nie wyszło najgorzej. ;-) I nie mam zamiaru rezygnować!


W zestawie który zamówiłam (klik) oprócz potrzebnych akcesoriów typu blok polerski, waciki bezpyłowe, pilniki, patyczki itd. Znalazły się dwie miniatury produktów Semilac w postaci odtłuszczacza i acetonu, baza i top oraz trzy kolory lakierów (26, 68, 42) oraz najważniejsze czyli lampa. 


Kiedy tak czekałam na mój zakup i wygladałam kuriera przez okno musiałam jakoś zadbać o stan moich dłoni. Kupiłam więc krem do rąk i intensywnie smarowałam się w każdej wolnej chwili. Na paznokcie nakładałam też lakier Rimmel ale bez zmywacza się nie obyło. Odpryski pojawiały się już po kilku godzinach gdyż paznokcie zwijały mi się w rulonik. 


Dokupiłam też wycinacz do skórek, pilnik i płyn zmiękczający. Niedługo pojawi się recenzja tych produktów, gdyż muszę przyznać, że ich jakoś okazała się zaskakująca. 


Na koniec jak zawsze dorzuciłam kilka maseczek. Ostatnio mam prawdziwą manię i nie potrafię wyjść z rossmanna bez chociażby jednej. 


Jakie produkty do stóp i dłoni polecacie? 
Gdzie zamawiacie swoje lakiery hybrydowe? 

Ulubione Smoothie.

Zawsze lubiłam koktajle owocowe dlatego gdy w moim domu pojawił się nutribullet zaczęłam codziennie przygotowywać pyszne smoothie owocowe. 


Moje ulubione jest na bazie mleka kokosowego, bananów, malin i borówek z dodatkiem chia i siemienia lnianego. Mąż za nim nie przepada. Woli te bez nasion. 

Przygotowuje je zawsze na świeżo, czasem w większej ilości abym mogła zabrać ze sobą na spacer który nie raz trwa trzy- cztery godziny. To świetna alternatywa dla słodkich przekąsek. Kubki które dołączone były do zestawu z nutribulletem są zdecydowanie za duże dlatego ostatnio zainwestowałam w takie oto przesłodkie słoiczki w Auchan. Niestety nie było bezbarwnych ale te zielone są też niczego sobie. 


Lubicie smoothie? A może wolicie koktajle owocowo-warzywne? Jeśli tak koniecznie dajcie jakieś sprawdzone przepisy. Chętnie wypróbuję ;-)

Strefa Urody Instytut Kosmetologii i Medycyny Estetycznej w Rzeszowie- spotkanie maseczkowe.

Początek września pomimo ciężkiej przeprawy ze zmianą miejsca zamieszkania okazał się dla mnie łaskawy. Wraz z Mariolą (klik) miałyśmy okazję uczestniczyć w maseczkowych warsztatach które odbyły się 12 września w Instytucie Kosmetologii i Medycyny Estetycznej w Rzeszowie. 


Atmosfera była bardzo kameralna. Spotkanie poprowadziła Pani Wioleta Czerwonka która dość obszernie zagłębiła się w temat związany z pielęgnacją skóry. Oprócz nas zaproszono też kilka innych kobiet które na własnej skórze mogły przekonać się o dobroczynnym działaniu maseczki i kosmetyków Forever. 


Jeśli chodzi o moje przemyślenia na temat zabiegu to są bardzo pozytywne. Uczucie nawilżenia które otrzymała moja skóra po peelingu i maseczce określam na 100% ze 100 możliwych. Skóra była miękka, gładka, bez widocznych oznak zmęczenia niczym napompowana wodą. Działanie było widoczne już po pierwszym użyciu co mnie bardzo zaskoczyło gdyż nawet na efekt po serum estee lauder night repair musiałam zaczekać. 




Bardzo chciałabym napisać wam coś więcej ale niestety większość informacji uleciała gdzieś w przestrzeń. Gdybym tylko miała wtedy internet spisałabym wam wszystko a tak... musicie zadowolić się krótką fotorelacją.


Polecam gabinet Strefa Urody myślę, że warto spróbować pielęgnacji z kosmetykami Forever. 

Mój makijaż codzienny. Inspiracja na jesień 2015.

Dopadło mnie jesienne zmęczenie. Nie mam ochoty na skomplikowane cieniowania na powiece, kreski itd.  Wykonuję więc mało wyszukany makijaż który opiera się głównie na rozświetleniu twarzy, mocnym tuszowaniu rzęs i ciemno czerwonych ustach idealnych na tą porę roku.  


Obecnie najbardziej utożsamiam się z takimi subtelnymi makijażami które podkreślają jedynie naturalne piękno. Jeśli mam jeszcze mniej czasu niż zwykle zamiast pomadki używam błyszczyka i jestem gotowa do wyjścia. 

Podkład: L`Oreal, True Match, Puder : Bourjois- Loose Powder, rozświetlacz: My Secret-Princess Dream, korektor: Smashbox High Definition liquid, Tusz: PUPA Diva's Lashes,  Farbka do brwi: Make Up For Ever- Aqua Brow, Cień : my secret, pomadka: Kobo 


Macie swój ulubiony makijaż? Jeśli tak dajcie znać czego używacie. Chętnie dowiem się jakie u was panują trendy i po co najczęściej sięgacie. 

Moje odkrycie - PUPA Diva's Lashes.

Na początku września skończył się mój stary tusz więc postanowiłam, że tym razem skuszę się na coś nowego. Będąc w Rossmannie zauważyłam, że firma PUPA ma bardzo fajną promocję. Opłacało się z niej skorzystać bo kosmetyk który widzicie na zdjęciu kosztował mnie zaledwie 19,99 a jego regularna cena to 69,99zł.


 Opakowanie wydało mi się trochę tandetne jak na tak drogi tusz(w cenie regularnej) ale postanowiłam, że i tak go wypróbuję. Z Rossmana wyszłam więc z dwoma takimi tuszami- czułam, że między nami może pojawić się jakaś chemia. Nie myliłam się ! Jeden powędrował w świat jako prezent a z drugim obecnie się nie rozstaję. Przebija wszystkie inne tusze które testowałam.  


Oczywiście posiada też kilka minusów. Do najważniejszych należy cena, jakoś opakowania i ogólny design który zbytnio do mnie nie przemawia. Po rozpakowaniu zobaczymy coś jeszcze bardziej przerażającego zwłaszcza jeśli lubimy silikonowe szczoteczki bo ta zdecydowanie do nich nie należy. Kolejnym minusem jest zapach który jest bardzo mocno wyczuwalny i nie przyjemny gdyż cuchnie chińczykiem na kilometr... ale uwierzcie to wszystko jest nie ważne! Efekt który możemy nim uzyskać jest piorunujący i wart każdej złotówki. Dla porównania pomalowałam jedno oko co możecie zobaczyć na fotografii poniżej. 


Trzyma się i nie osypuje od wczesnego poranka do późnych godzin wieczornych ale zaznaczam, że nie jest to tusz wodoodporny. Przepięknie pogrubia bez efektu pajęczych nóżek, wydłuża i zwiększa objętość rzęs. Nazwa bardzo adekwatna. Diva's Lashes to mój ulubiony tusz. Jestem w nim zakochana i nie zamienię go na nic innego! Serdecznie polecam.

Nadrabiamy. Zakupy jeszcze sierpniowe.


W sierpniu miałam prawdziwy szał na maseczki. Kupowałam je tonami i wcierałam w skórę licząc na poprawę i brak przesuszonych miejsc w dniu ślubu. Udało się ! Na zdjęciu prezentuję wam te które są godne zakupu i które warto mieć w swoim łazienkowym koszyczku.


Dodatkowo zainwestowałam w "nowy"- stary podkład marki L'Oreal. Przyznam szczerze, że poza opakowaniem nie widzę różnicy na mojej skórze choć w sieci naczytałam się całą masę negatywnych "pierwszych wrażeń" po zastosowaniu nowej formuły. Opakowanie troszkę mnie zawiodło. Według mnie plastik z którego wykonana jest pompka to jakaś totalna porażka (tandeta). Mam wrażenie, że zaraz się rozwali...

Hipoalergiczna zielona baza to prezent dla mamy która boryka się z licznymi zaczerwienieniami. Chciałam aby mogła samodzielnie zamaskować sobie czerwone "placki" na policzkach i nie musiała się przy tym napracować.To był dobry wybór bo jest zadowolona i często po nią sięga. Jest niedroga i w przyszłości będzie mogła sobie sama ją odkupić.


Invisi Bobble kusiło mnie od dłuższego czasu ale musiałam dojrzeć. Wydawało mi się, że kawałek sprężynki nie jest w stanie poradzić sobie z moimi gęstymi włosami. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam! Do tego moja ulubiona maszynka i błyskawiczna maska Dove która również jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Lubię jej używać zawsze wtedy kiedy mam ogromnego lenia i nie chce mi się trzymać innych cudeniek 15-20min. Działa błyskawicznie. 


 Na koniec serum regeneracyjne Perfecta to obecnie moja ulubiona maseczka po imprezowa. Użyłam jej po własnym weselu i czułam się jak nowo narodzona choć nie spałam ani minuty i ulubione farby do włosów od Marion o których wspominałam już tysiąc razy.

A wam co udało się kupić w ostatnim czasie? 

Wyszłam za mąż, zaraz wracam.


29 sierpnia wyszłam za mąż. Za sprawą tego wydarzenia mój blog musi przejść małą metamorfozę bowiem nie jestem już panną Myśliwiec. Spodziewajcie się więc nowego baneru... oczywiście nie będą to cuda na kiju gdyż nie jestem w tej kwestii specjalnie uzdolniona... i nie wiem nawet czy znam kogoś kto mógłby mi pomóc... Nie planowałam zmiany nazwiska do ostatniej chwili ale cóż... raz się żyje! Posty odnośnie ślubu na pewno się pojawią jak tylko otrzymam zdjęcia i naganie od fotografa. Bądźcie cierpliwi;-) 

Jak to się mówi: Wyszłam za mąż, zaraz wracam! 

Podróż poślubna Bahama Breeze z Yanke Candle.

Nie dane będzie nam w tym roku wyjechać w podróż poślubną dlatego radzimy sobie w inny sposób. Wieczorem przy lampce schłodzonego winka kiedy Aronek słodko pochrapuje odpalamy woski zapachowe. Najczęściej wybieramy te słodkie tropikalne. Do tego pyszna kolacja i dobra komedia romantyczna... jest błogo!



Dziś pora na nowość w mojej kolekcji. Bahama Breeze kupiłam przypadkiem robiąc zakupy w moim ulubionym sklepie goodies.pl. Nie sądziłam, że zaprzyjaźnię się z tym zapachem ale muszę wam powiedzieć, że jest fenomenalny. 


Jeśli lubicie słodkie owocowe zapachy to ten zdecydowanie można przypaść wam do gustu. Pachnie jak drink zrobiony na bazie świeżo wyciskanego soku mango i ananasa. Polecam! 

Mini zakupy z ostatnich dni.

Powoli życie wraca do normy dlatego dziś czas na pierwszą partię zakupów które udało mi się zrobić jeszcze w sierpniu.  Na promocji KOBO kupiłam kredki w kolorze Deep Black i Mocca. 


Następnie uzupełniłam dwa produkty które akurat mi się skończyły i powróciłam do jednego z moich ulubionych żeli do mycia twarzy od L'Oreal. Krem Acerin mam po raz pierwszy i z pewnością dam wam znać jak się sprawdza. Skład wygląda bardzo zachęcająco. Już nie mogę się doczekać aż go przetestuję. 


Peeling Celia leżał bezpańsko przy kasie. Tak się do mnie uśmiechał, że postanowiłam go wypróbować więc wylądował w moim koszyku.


Jak widzicie nie ma tego dużo ;-) Koniecznie dajcie znać co kupiliście ostatnio i czy skorzystaliście z promocji -40% w szafie Kobo.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.