Estee Lauder Double Wear Maximum Cover - recenzja i test na żywo.


Myślę, że nadszedł czas na wydanie ostatecznej opinii na temat podkładu do zadań specjalnych który mam w swojej kosmetyczce. Kupiłam go wiosną tego roku i miałam niejedną okazję aby go wnikliwie przetestować. Jego formuła jest nietypowa. Przypomina bardzo gęsty krem który dość ciężko się rozsmarowuje i szybko zastyga na skórze więc trzeba bardzo szybko i dokładnie go rozprowadzić. Krycie jest bardzo mocne i należy nakładać kosmetyk w bardzo małej ilości , ewentualnie dokładać warstwami. Przyznam jednak, że nawet w przypadku dużych zmian na skórze w postaci pryszczy nie wymaga on poprawek. Kryje wszelkie niedoskonałości, blizny, przebarwienia i widoczne naczynka ale nie należy nakładać go pod oczy ponieważ ze względu na swoje matowe wykończenie może wysuszyć wrażliwą skórę. Nie zatyka porów i nie powoduje nadmiernego przesuszenia niemniej jednak nie polecałabym go do codziennego stosowania na całą twarz. Świetnie sprawdzi się jako korektor dla osób z trądzikiem i bliznami. Kryje absolutnie wszystko i jest bardzo długotrwały. 


Gama kolorystyczna w której występuje to 6 odcieni. Ten który ja wybrałam to 1N3 Creamy Vanilla. Idealnie komponuje się z moją skórą ale nie jest najjaśniejszy więc u "bledziochów" się nie sprawdzi. Cena choć zwala z nóg (170zł za 30ml) przekłada się na jego wydajność i super niezawodne działanie. Nie szkoda mi na niego pieniędzy i nie wyobrażam sobie by mogło go zabraknąć. Poniżej przedstawiam wam efekt przed i po nałożeniu cieniutkiej warstwy podkładu (zaznaczam, że nie nakładałam go pod oczy). 


Jak widać nie mam w tej chwili ogromnych problemów ze skórą ale na niewielkich wypryskach które ostatnio pojawiły się na mojej skórze mogę w jakiś sposób zaprezentować jego działanie. 


Jak już wcześniej wspominałam ma matowe wykończenie które świetnie prezentuje się na zdjęciach. Na mojej normalnej skórze nie wymaga pudrowania gdyż trzyma się niezmiennie przez kilka godzin nawet podczas upałów. 

Podsumowując jestem z niego bardzo zadowolona i daje mu szóstkę z plusem a nawet mianuję go moim podkładem ślubnym bo jest tego wart i nie zmienię go na żaden inny! 

Mini zakupy urodzinowe.

Jak już wiecie niedawno miałam urodziny. Wpadło mi trochę gotówki od rodziny która nie mogła zdecydować się na konkretny upominek. Oczywiście wielkie oszczędzanie nadal trwa więc nie wydałam wszystkiego ale... Nie mogłam jednak obyć się bez kilku nowości i rzeczy które akurat mi się skończyły dlatego wybrałam się na mały shopping. 


Jeśli chodzi o kolorówkę skusiłam się na trochę więcej niż potrzebowałam bo w naturze była lub nadal jest promocja -40% na kosmetyki do makijażu oczu. Tak też w moje ręce trafił tusz z limitowanki Catrice i baza pod cienie z KOBO. 


Dodatkowo zakupiłam pustą paletkę magnetyczną również z firmy KOBO a żeby nie leżała samotnie to za jednym zamachem zakupiłam do niej 4 cienie które pokażę wam już niedługo. Na koniec kierując się już do kasy zobaczyłam, że Pani uzupełnia towar w szafie My Secret i od razu rzuciłam się na rozświetlasz który w sekundę podbił moje serce. 


Cała reszta kosmetyków pochodzi z Rossmanna i w większości są to moi ulubieńcy których mogliście już widzieć więc nie będę zanudzać was opowieściami na ich temat.



Wśród nielicznych nowości pojawiły się bawełniane skarpety które notabene po jednym użyciu już gdzieś zgubiłam i nie mogę ich znaleźć... oraz krem do stóp evree bardzo reklamowany wśród blogerek i kilka maseczek i peelingów których również jeszcze nigdy nie miałam. 



Koniecznie dajcie znać co wy ostatnio kupiliście i co polecacie do testowania z nowości. Czekam na wasze komentarze ;-) 

Natłok wydarzeń.

Lipiec to bardzo intensywny miesiąc dla całej naszej rodziny. Skończyliśmy remont mieszkania, podjęliśmy decyzję o szybkiej przeprowadzce, zaliczyliśmy jedno wesele znajomych, krótki urlop, rezerwacje autobusu, znalezienie niani, ustalenie dekoracji, wybranie ciast i ciasteczek i całą masę innych rzeczy związanych ze ślubem... już prawie wkroczyliśmy uśmiechnięci w nowy nadchodzący miesiąc aż tu nagle Bang! Bang! 


Oczywiście pech chciał, że zmierzając na jedno ze spotkań mieliśmy mini kolizję nie z naszej winy ale jak to w życiu bywa firma ubezpieczeniowa miga się od wypłacenia odszkodowania. Jesteśmy ponownie zmuszeni rozpocząć walkę o odszkodowanie. Wiosną pisałam wam o podobnym zdarzeniu na blogu i serdecznie polecałam usługi firmy http://www.polisolokaty.com/polisy-na-zycie/ubezpieczenia-inwestycyjne/z-funduszem-inwestycyjnym/. Mam nadzieję, że i tym razem sprawa skończy się dla nas pomyślnie. Więcej dowiecie się we wpisie który pojawi się na początku sierpnia...

Sylveco wygładzający peeling do twarzy.

Niedawno udało mi się odkryć świetny peeling dla cery suchej marki Sylveco. Już dawno nie miałam tak "innego" a zarazem dobrego kosmetyku do twarzy.


Jak napisał producent: Peeling z korundem stworzony jest  na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.


Zgadzam się w stu procentach z tymi słowami. Fakt faktem ciężko przyzwyczaić się do uczucia które pozostawia na skórze (tłusta warstwa, nie lepka sprawiające wrażenie nawoskowanej skóry)  ale efekty które można uzyskać przy regularnym stosowaniu są tego warte.


Składniki / INCI
Olej palmowy,  Korund,  Wosk pszczeli,  Glukozyd laurylowy,  Skrobia kukurydziana,  Olej słonecznikowy,  Witamina E,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy,  Olejek z werbeny egzotycznej 

Biustonosze Dalia.


Od dawna noszę się z zamiarem polecenia wam wyjątkowej firmy bieliźniarskiej którą odkryłam już kilka lat temu. Zawsze lubiłam dbać o swój biust i starałam się zawsze dobierać odpowiedni rozmiar stanika. Szerokim łukiem omijam wszelkie bazary gdzie jakość bielizny jest kiepska. Zdecydowanie stawiam pod tym względem na jakość nie ilość. Wolę mieć kilka porządnych "cycników" niż dwie szuflady różnokolorowych które nie dość, że nie podtrzymują mojego dużego biustu to po kilku praniach nadają się do wyrzucenia.  


Podczas małej przechadzki po Rzeszowie natknęłam się na sklep firmowy Dalia i oszalałam z radości. Oczywiście biorąc pod uwagę mój duży rozmiar nie miałam zbyt dużego wyboru ale nie przeszkodziło mi to w zrobieniu małych zakupów. 


Zdecydowałam się na zakup semi-soft model K28 z kolekcji Anna. Według mnie wygląda bajecznie i bardzo seksownie. (Z dostępnej kolekcji posiadam również semi-soft Ellen K28 i jestem równie zadowolona). 


Semi-soft to rodzaj biustonoszy pół usztywnianych w których usztywniona jest dolna część miseczek, dla zwiększenia stabilności biustu. Odpowiednio dobrane fiszbiny doskonale podtrzymują i kształtują biust.


Dbałość o detale, odpowiedni dobór materiałów z których wykonano stanik jest kluczowa. Bez obaw można go prać i suszyć nic się z nim nie dzieje. Charakteryzuje je wytrzymałość. Nie rozciągają się podczas noszenia i nie tracą kształtu. 


Ja jestem bardzo zadowolona i gorąco polecam wam firmę oraz jej produkty. Jeśli zapiszecie się do NEWSLETTER lub klubu możecie liczyć zniżki i promocje dla stałych klientów. Gdzie wy najchętniej robicie zakupy bieliźniarskie? Wolicie mieć wybór i kupujecie dużo tańszej kolorowej bielizny czy stawiacie na klasyczne drogie modele ze salonów firmowych?

ZAKUPY: Uzupełnienie kosmetyczne Rossmann

 Z tygodnia na tydzień (przed weselem) budżet coraz bardziej się uszczupla dlatego kupuję to czego akurat w danej chwili mi brakuje i bez czego nie mogę się obyć. Jedynym odstępstwem była w tym miesiącu promocja na jeden z moich ulubionych zapachów Calvin Klein "Eternity Momnet" która bardzo się opłacała i musiałam z niej skorzystać.


Niedługo pojawi się również recenzja kultowych już rajstop w spreju Sally Hansen które używam namiętnie tego lata. To moje kolejne opakowanie i nie wyobrażam sobie aby mogło ich zabraknąć w mojej kosmetyczce. 


Kolejne cztery rzeczy to łazienkowy niezbędnik dla naszej trójki. Żele pod prysznic, mydło i płyn do kąpieli. Hitem tych zakupów jest żel pod prysznic Dove z serii Go Fresh o zapachu ogórka. Niesamowicie orzeźwiający i świetny na upalne lato. Pozostanę mu wierna na dłużej! 


Na koniec "nowości" do włosów. Turkusowa wersja Gliss Kur  polecana była niejednokrotnie przez jedną z moich ulubionych vlogerek. Postanowiłam wypróbować ją na sobie. Póki co jestem zadowolona.


Na koniec coś niesamowicie pachnącego. Maska Alterra swego czasu była produktem kultowym który ciężko było zdobyć. Ostatnio coraz częściej widzę ją na półkach dlatego postanowiłam, ją wypróbować. Szampon z tej serii spisywał się rewelacyjnie więc zobaczymy ;-) 

Wielki debiut Jarka.


Słowo się rzekło więc pora pokazać jak prezentował się mój przystojniak w muszce jedwabnej ze wzorkiem paisley.
Wpis z prezentacją muchy pojawił się na blogu w poniedziałek więc jeśli go nie widzieliście koniecznie zajrzyjcie -> tutaj


Jestem oczarowana tym lookiem i od dawna przekonuję mojego lubego do wymienienia krawatów na muchy. Według mnie wyglądają o wiele bardziej stylowo i chciałabym aby nosił je także na inne okazje niż wesela a nawet na co dzień. 


 Chyba nie muszę mówić, że Jaro zwany przez znajomych Jelonkiem jest bardzo zestresowany do tej pory niechętnie pokazywał się w Internecie ale udało mi się go namówić do zrobienia kilku fotek. 



Na koniec przypominam o konkursie w którym do wygrania jest dowolna mucha ze strony http://manufakturamuch.pl/
Więcej informacji znajdziecie->tutaj  

Powiększamy mieszkanie.

Im bliżej do przeprowadzki do "naszego" nowego domu tym trudniej oswoić mi się z myślą o małej przestrzeni. Całe swoje życie mieszkałam w ogromnym domu jednorodzinnym z ogrodem. Kiedy pomyślę sobie, że całe mieszkanie nie jest nawet w połowie tak duże jak nasz salon ogarnia mnie panika. Zastanawiam się jak mogłabym optycznie powiększyć przestrzeń i dochodzę do jednego wniosku! Fototapeta z głębią. Upatrzyłam sobie nawet kilka wzorów na stronie http://fototapetynawymiar.com/ ale nie zdecydowałam się jeszcze na konkretny wzór. 


Myślałam też o dużym lustrze na całą ścianę ale niestety po wstawieniu mebli nie będzie wyglądało to najkorzystniej. Jeśli znacie jeszcze jakieś triki na optyczne powiększenie przestrzeni koniecznie dajcie znać w komentarzach! Liczę na was ;-) 

W temacie marzeń.


Pisałam kiedyś o wymarzonym pomyśle na biznes tzn. o niebiańskim życiu rentiera żyjącego z wynajmu mieszkań. Okazuje się, że za pieniądze można wynajmować nie tylko mieszkanie ale nawet kawałek w miarę poziomego gruntu ;-) Jest tylko jeden warunek - trzeba aby ten grunt znajdował się jak najbliżej lotniska. Przejeżdżałam niedawno przez Jasionkę tj. miejscowość, w której znajduje się Port lotniczy Rzeszów- Jasionka. Dosłownie co kawałek mijałam banery i plakaty informujące o usłudze płatnego parkingu. Z tego co zauważyłam nie wszystkie te place były utwardzone! Ot zwykły kawałek łąki i już - parking jak się patrzy. Biznes to jednak biznes więc wszystko jest kwestią znalezienia odpowiedniego klienta. Z ciekawości poszperałam w Internecie żeby dowiedzieć się ile można zarobić będąc właścicielem takiego biznesu. Trafiłam na to: http://modlinparking.pl/. Przyznam, że lektura zamieszczonego tam cennika nieco mnie zawiodła. Co prawda tylko w czerwcu 2015 r. z lotniska w Jasionce skorzystało ponad 60000 osób ale przecież nie wszyscy przyjechali tam własnym samochodem. Żeby zarabiać na parkingu godne pieniądze trzeba by mieć co najmniej kilkaset miejsc postojowych... a na to potrzeba pewnie z hektar równego placu, najlepiej utwardzonego... Wygląda na to, że pomysł na taki biznes jest nie dla mnie ;-) Chociaż gdybym gdzieś wyjeżdżała na wakacje np. na 14 dni z chęcią skorzystałabym z oferty takiego przy-lotniskowego parkingu - powrót własnym samochodem z urlopu jakoś bardziej mi pasuje niż wleczenie się autobusem lub pociągiem.

MANUFAKTURA MUCH Prezentacja i rozdanie dla was.


Dziś chciałam wam zaprezentować ręcznie wykonaną muchę męską którą otrzymałam od POLSKIEJ firmy MANUFAKTURA MUCH. W jej asortymencie znajdziecie również muchy dla kobiet i dzieci. Wszystkie są tak samo ładne więc ciężko zdecydować się na konkretny model. Po godzinie namysłu wybrałam muchę jedwabną czerwoną z granatowo-czarnymi łezkami paisley. Nie muszę chyba mówić, że podarowałam ją narzeczonemu. To chyba oczywista sprawa- zwłaszcza, że akurat wybieraliśmy się na wesele do znajomych. Wkrótce na moim blogu będziecie mogli zobaczyć jak prezentuje się w pełnej stylizacji. 


Dla modowych freaków istnieje oferta specjalna która daje możliwość stworzenia unikatowej i wyjątkowej muchy własnego projektu będącej nie tylko świetnym dodatkiem do codziennych lub wieczorowych stylizacji a także mogącej stać się wyjątkowym prezentem dla bliskiej osoby. 


Z informacji które wyczytałam na stronie w głowie utkwiła mi krótka ale jakże treściwa historia tworzona przez Ojca i Syna... zamieszczę ja na końcu wpisu i mam nadzieje, że się z nią zapoznacie. Według mnie warto czytać o ludziach z pasją - zwłaszcza jeśli lubią dzielić się tym co robią z innymi! 


Dzięki uprzejmości Pana Grzegorza będziecie mogli również stać się testerami muchy i sprawdzić jej jakość na sobie lub sprawić komuś wyjątkowy prezent. 

Na moim Facebooku właśnie pojawiła się mała rozdawajka w której do wygrania będzie dowolna mucha! Zwycięzca sam wybiera model który mu się najbardziej podoba ;-) 



"Zaczęło się od Tadeusza. W latach 80-tych i 90-tych XX wieku szył wielowarstwowe, wzmacniane rękawice robocze. Potem był Kazimierz, syn Tadeusza. Kazimierz wnikliwie obserwował Tadeusza, by następnie aktywnie pomagać schorowanemu ojcu w pracy. Korygował też koszule i sukienki, projektował i szył pościele i poduszki. W latach 90-tych Kazimierz uszył pierwszą muchę. Dla siebie. Rok temu Grzegorz, syn Kazimierza, poszukując muchy dla siebie, natrafił na muchę Kazimierza. I temat powrócił. Grzegorz nigdy nie kupił muchy. Zaprojektował własną i przekazał projekt Kazimierzowi. I powstała Manufaktura Much. Ojciec i Syn. I muchy." 

Rozdanie kosmetyczne Balea, Eveline, Yankee Candle 20.07-10.08.2015r.

Zgodnie z obietnicą nadszedł czas na małe rozdanie kosmetyczne z okazji moich urodzin! 


Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy, że:
-Polubisz moją stronę Facebook KLIK 
-Udostępnisz i polubisz zdjęcie konkursowe + napiszesz dowolny komentarz pod zdjęciem KLIK

Jeśli chcesz zwiększyć swoją szansę na wygraną udostępnij baner konkursowy na swoim blogu lub zaproś do rozdania kilku znajomych.


Dodatkowo będzie mi bardzo miło jeśli zaobserwujesz mnie na INSTAGRAMIE KLIK i zostaniesz PUBLICZNYM obserwatorem mojego bloga ale nie jest to warunek konieczny.  

Nagrodą dla wylosowanej przez generator liczb osoby która spełni warunki rozdania będzie prezent w postaci zestawu kosmetyków w skład którego wchodzi:
-Szampon i odżywka do włosów Balea Professional
-krem do depilacji Eveline 
- krem łagodzący po depilacji Eveline 
-krem do rąk Eveline 
- guma do stylizacji włosów Eveline 
-wosk Yankee Candle "stony cove"
Rozdanie trwa od dziś tj. 20.07.2015 do 10.08.2015r. (do godziny 23:59). Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni od zakończenia rozdania. Zwycięzca zostanie poinformowany o wygranej i będzie miał 7 dni na wysłanie swojego adresu pod który będę mogła przesłać nagrodę. Pozdrawiam:*

KARDASHIAN BEAUTY BLACK SEED DRY OIL 15ml Nowość na rynku Polskim !


Jakiś czas temu dotarła do mnie niewielka paczuszka od AmbasadaPiekna.com . Znalazłam w niej między innymi olejek do włosów zaprojektowany przez Siostry Kardashian we współpracy z Farouk Systems USA. 


Na pewno kojarzycie je z telewizji, gazet czy też portali plotkarskich i wiecie, że są posiadaczkami wyjątkowo ładnych i zadbanych włosów. Musiałam spróbować! Zawsze marzyło mi się by moje włosy były lśniące i wygładzone.
 Niestety do tej pory żaden z testowanych kosmetyków nie dał rady.

To co wyróżnia ten produkt to jego skład. Z
awartość  naturalnego jedwabiu powoduje regenerację włosów i domknięcie łusek dzięki czemu matowe włosy odzyskują blask i łatwo się rozczesują. Z pewnością doceni to każda posiadaczka włosów długich ze skłonnością do plątania. Olej z czarnuszki który również wyróżnia się na tle innych składów powoduje, że włosy zyskują niezbędny poziom nawilżenia dzięki czemu są miękkie i elastyczne. Ponadto ma właściwości przeciwłupieżowe i łagodzące podrażnienia skóry ale to musicie sami wypróbować gdyż ja na tego typu podrażnienia jestem zawsze odporna i ciężko mi stwierdzić czy faktycznie tak jest. 


Po pierwszym użyciu zauważyłam ogromną różnicę. Włosy były pełne blasku i nie wyglądały na przetłuszczone. Bardzo ładnie i delikatnie pachniały przez cały dzień ale nie był to zapach inwazyjny który mógłby komuś przeszkadzać. W dotyku włosy były zdecydowanie miększe niż po nałożeniu najlepszej odżywki. Jedynym minusem dla mnie jest jego wydajność i brak pompki. Jako posiadaczka bardzo gęstych  długich włosów śmiem twierdzić, że wystarczy mi jedynie na 4-5 aplikacji. 

Produkt do kupienia tutaj : AmbasadaPiękna.com a dla moich czytelników z wyjątkową zniżką -35% ! 
Kod rabatowy : KARD35 

Moje pierwsze wakacje.

Niedawno mój brat szukał wśród domowników osoby towarzyszącej podczas wakacyjnego wyjazdu do... Sandomierza. Chętnych nie było. Ok. ja wiem że to piękne, stare miasto ale... za bardzo  kojarzy mi się z "Ojcem Mateuszem" a za mało z wakacyjnymi szaleństwami. Ja w wieku mojego brata po raz pierwszy wyjechałam na kolonie nad Bałtyk. 

http://tubylem.fotowyprawy.com/media/contest/IMG_6351a.jpg

Pierwsze, samodzielne, wolne wakacje! Potem wyjeżdżałam jeszcze 2 razy i zawsze było tak samo superowo. Najlepiej wspominam przeróżne zabawy np. Neptunalia czyli "chrzest kolonijny" dla świeżaków (bieg po pokrzywach, jedzenie zupy błotnej, czołganie po piasku na czas itd.) Oczywiście ja nigdy takiego chrztu nie przechodziłam bo zawsze ściemniałam że już raz go kiedyś miałam xD Fajne były też śluby kolonijne, w których też nie brałam udziału bo wolałam przygotowywać dla koleżanek makijaże i suknie ślubne z prześcieradeł. Ponadto spędzaliśmy czas na ogniskach i zawodach sportowych. Piękne wspomnienia!



 A mój brat? Cóż... dopiero niedawno zaczął jeździć rowerem na samodzielne zakupy do pobliskiego spożywczaka ;-) Nie ma mowy żeby sam przejechał się autobusem! Niby świat idzie do przodu, rozwój techniki pozwala na szybki kontakt itd. a jednak okazuje się że nie zawsze te udogodnienia sprzyjają usamodzielnianiu się dzieciaków. Poza tym czasem mam wrażenie, że "dzięki" Internetowi mojego młodszego brata ciężko czymś zaskoczyć, zainteresować. Można powiedzieć, że wszystko co go zaciekawiło lub zaciekawi już widział, albo może zobaczyć na ekranie swojego komputera. Nie zmierzam do tego, żeby dzieci odciąć całkowicie od sieci (chyba to nawet nie możliwe) myślę jednak, że okoliczności bardziej niż kiedyś sprzyjają... leniom. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie lenistwo (a ściślej wygodnictwo) jest głównym powodem, dla którego ani mój kochany braciszek ani moi rodzice nawet nie myślą o wysłaniu go na prawdziwe wakacyjne kolonie. Ta przypadłość dotyczy też wychowawców szkolnych, którzy owszem organizują wycieczki szkolne ale tylko do... oddalonego o 20 km Krosna. Nie twierdzę, że nie ma w tym mieście nic ciekawego do zobaczenia ale przecież można tam w każdej wolnej chwili jechać z rodzicami! Moje wyjazdy kolonijne organizował zakład pracy mojego Taty. Wciąż je organizuje! To naprawdę rzadkość w dzisiejszych czasach, żeby firma dopłacało do wakacyjnego wypoczynku dzieci swoich pracowników. Uważam, że tym bardziej trzeba to wykorzystać. Ciekawe, że jakby na przekór czasom komputerowych leniuchów powstaje coraz więcej firm, które zajmują się organizacją dziecięcych "urlopów" np. ta: http://naferie.pl/. Myślę, że jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnych kolonii. No ale żeby z niej skorzystać trzeba ruszyć cztery litery! Wracamy więc do punktu wyjścia...

Wyprzedaże w Empiku.

Podążając tropem GlamPaulaTv trafiłam do sklepu Empik na "wielkie" wyprzedaże. Oczywiście Jasło to nie Warszawa więc większość rzeczy nie była jakoś znacznie przeceniona i trzeba było nieźle pogrzebać  by znaleźć coś fajnego co nie dość, że się przyda to jeszcze będzie ładnie wyglądać. 
  

Pierwsze w moje dłonie trafiły krasnale (komplet za 3zł). Uważam, że są śmieszną i oryginalną alternatywą dla tradycyjnej solniczki i pieprzniczki. Zdecydowanie mój ulubiony zakup z tegorocznych wyprzedaży. 


Udało mi się dorwać też noże do pieczywa w dwóch różnych wielkościach. Jeszcze ich nie używałam więc nie wiem czy się sprawdzą ale pokładam w nich nadzieje bo póki co innych nie mam a wyprowadzka do nowego mieszkania tuż, tuż... 


Najdroższą rzeczą jaką kupiłam jest szejker do sosów sałatkowych. Zawsze taki chciałam bo uwielbiam jeść sałatki i nigdy nie miałam praktycznego naczynia w którym mogłabym mieszać i przechowywać sosy. 


Miarka do kawy kosztowała tylko złotówkę więc stwierdziłam, że również może trafić do mojej nowej kuchni i na pewno mi się przyda.  


Jarek wypatrzył dla nas super ramkę na zdjęcia która zostanie prawdopodobnie przyozdobiona zdjęciami całej naszej trójki. 


Na romantyczne wieczory w nowym miejscu koniecznie przyda nam się otwieracz do wina w świetnie zakamuflowanym opakowaniu. Prawda, że niepozornie wygląda? 


Na koniec rękawice kuchenne w świetnych kolorach. Chciałam wybrać dwie jednakowe ale Jarek stwierdził, że dwie różne wyglądają lepiej a ja jak zwykle go posłuchałam.
Podsumowując w regularnej cenie za te wszystkie rzeczy zapłaciłabym 157zł a dzięki wyprzedażom są w moim posiadaniu za 1/3 ceny. Lubicie akcesoria z Empiku? 
Ja uważam, że w regularnej cenie są zdecydowanie za drogie w stosunku do jakości ale za mniej niż dyszkę większość z nich kupiłabym ponownie.  


SZABLON BY: PANNA VEJJS.