Bańki mydlane.

Aron przeżywa ostatnio ogromną fascynację wszelkiego typu pojazdami. Uwielbia podróżować ale to nigdy nie sprawiało nam problemów. Na spacerach wypatruje wszystkiego co wydaje dźwięki "bruuuum- brumm" itp. Zaczął też pokazywać samoloty i inne rzeczy na które do tej pory nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Jako kobieta średnio  odnajduję się w tym męskim świecie. Tata lepiej pokazuje kierownicę, koło i tego typu sprawy. Musiałam znaleźć więc coś co pozwoli mi bawić się z nim inaczej. Wpadłam pewnego dnia na pomysł - kupię bańki mydlane... może mu się spodobają... Bingo! To był strzał w dziesiątkę! Poza placem zabaw, spacerami, piaskownicą, kopaniem piłki- dmuchamy bańki.


Mały łobuziak to uwielbia. Łapie rękami, nogami a nawet buzią - wygląda wtedy jak mała rybka. 







Od dwóch tygodni zrobiliśmy już chyba ponad milion kolorowych baniek. Najlepsze robi się na płynie do naczyń Pur w proporcji pół na pół. Mega zabawa! Dajcie znać jakie zabawy sprawdzają się u was - jestem bardzo ciekawa;-)

Yankee Candle - Mango Peach Salsa

Podczas porządków odnalazłam dawno zaginioną resztkę wosku Mango Peach Salsa którą kupiłam w sklepie Goodies. 


Wosk należy do owocowej linii zapachów Classic i jest mieszanką aromatu mango, brzoskwini i różowego pieprzu. Jest średnio intensywny więc nadaje się również do mniejszych pomieszczeń. Palę go w kuchni i jadalni z samego rana gdyż świetnie pobudza umysł i ciało przy czym nie gryzie się z aromatem świeżo zaparzonej kawy. Prawdziwie kubański zapach... ;-)


Dodatkowo muszę przyznać, że uwielbiam wszystko co pachnie lub smakuje mango podobnie jak znana vlogerka Glam Paula której filmik raz na jakiś czas oglądam na youtube. 


Więcej wosków znajdziecie tutaj w sklepie Goodies który z ręką na sercu mogę wam polecić --> KLIK

Ćwiczę ślubny!

Jak już wiecie ćwiczę swój makijaż ślubny bo niestety koleżanka na która bardzo liczyłam wyjechała do Anglii. Cóż poradzić... czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty.


 Próbuję różnych opcji. Wybrałam kilka sprawdzonych kosmetyków na które wiem, że mogę postawić np. pomadkę ze smashboxa, cienie ze smashboxa, inglota i sleeka, rzęsy ardell, farbkę do brwi make up forever, bazę z benefitu i smashboxa, podkład estelauder i obecnie zastanawiam się tylko nad pudrem i zestawem do konturowania. 


Nie mogę się zdecydować czy makijaż ma być całkiem matowy czy postawić na lekkie satynowe wykończenie. Chętnie dodałabym również kreskę ale boje się, że w dniu ślubu będę zdenerwowana i bardzo wymagająca i zniszczę sobie makijaż ciągłymi poprawkami.


Zapuszczam również brwi od ponad roku- niestety pomimo odżywek nie chcą rosnąć przy nosie dlatego nie wiem jak rozwiązać sprawę ich wewnętrznej części... Może macie jakieś pomysły?

Postępy remontowe.


Cegła już prawie gotowa. Dla zainteresowanych polecam zakup online bezpośrednio od producenta. Wychodzi dużo taniej i można się załapać na darmową dostawę. Na suficie pojawił się baranek. Niestety aparat jest gdzieś głęboko zakopany więc nie jestem w stanie go sfotografować a telefon nie uchwycił efektu. Pozostało dopracować szczegóły, nałożyć drugą warstwę na sufit i pomalować kolorem ściany! 


Tapeta którą zamówiłam ostatnio wylądowała u rodziców w garderobie bo mi niekoniecznie przypadła do gustu. Przemalowali ja na satynowy złoty kolor i są bardzo zadowoleni. Teraz czekam na inne próbki między innymi na tapety z włókna szklanego które mam nadzieje okażą się być lepszym wyborem jeśli chodzi o moje ściany. 

Nowości Yankee Candle.

Na początku maja uzupełniłam moje zapasy Yankee Candle. Jak zawsze skusiłam się na zestaw- 20 wosków w sklepie Goodies


10 wosków podarowałam babci i nie jestem w stanie wam ich pokazać ale były to głównie te zapachy które już testowałam. Jedyną nowością wśród tych wosków był "słodki groszek" - podobno pachnie obłędnie. Trochę żałuję, że nie zamówiłam go również dla siebie.  Wkrótce możecie się spodziewać kilku zaległych wpisów na temat wosków. 

Shine & Vitality Beer Hair Shampoo with Grain Extracts

Uwielbiam zapach piwa dlatego gdy dokopałam się w moich zapasach kosmetycznych do tego Czeskiego szamponu byłam w siódmym niebie. Uwielbiam go za konsystencję, bardzo wygodne opakowanie ale najbardziej za słodko-gorzki zapach


 Zawiera ekstrakt z ziarna, torfu i lanoliny  co sprawia, że włosy są mocniejsze. Zmniejsza kruchość, daje świeże uczucie dzięki aromatowi który pozostaje na włosach przez dobrych kilka godzin. Chmiel wspomaga wzrost włosów i daje ukojenie podrażnionej skórze głowy dzięki czemu pozbyłam się swędzenia które ostatnio mi doskwierało. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości odwiedzę też Łaźnie Piwne i skorzystam z aromatycznej kąpieli w suszu piwnym którą mają w swojej ofercie. To musi być całkiem przyjemne doznanie! ;-) 

Konturowanie twarzy.

Gdybym miała kilka(naście ;) zer więcej na koncie chciałabym zaszaleć i zrobić coś tylko dla siebie. Coś co sprawiłoby, że poczułabym się świetnie sama ze sobą! Jak wiadomo każdy ma jakieś kompleksy. U jednych będzie to garbaty nos,  blizna, zmarszczki lub znamię na twarzy.  Ja akceptuję siebie w pełni  z każdym kilogramem na plus czy na minus ale jest coś co zmieniłabym gdyby tylko było to możliwe . Nie mam jakiegoś ogromnego parcia na te sprawy ale chciałabym spróbować drobnego zabiegu jaki oferuje medycyna estetyczna. Wszystko jest dla ludzi należy znać umiar i wyznaczać sobie twardo granice których za żadne skarby świata nie będzie nam wolno przekroczyć.
Ostatnio przeczytałam gdzieś, że za 4 tysiące złotych można wykonturować sobie twarz własnym… tłuszczem! (którego notabene mi nie brakuje) czyli np. uwydatnić policzki, zlikwidować lub zminimalizować zapadnięcie policzków, żuchwy i ogólnie poprawić owal twarzy. Byłam w szoku! Codziennie gimnastykuję się i majstruję coś z kosmetykami używając przeróżnych bronzerów i rozświetlaczy a przecież mogłabym to załatwić jednym, nieco ponad półgodzinnym zabiegiem. Kuszące- pomyślałam i zagłębiłam się w temacie. Szukając informacji na ten temat trafiłam na stronę https://www.tourmedica.pl/kliniki/modelowanie-twarzy-wlasnym-tluszczem/ z której dowiedziałam się, że zabieg jest bardzo skuteczny i bezpieczny dla naszego zdrowia. Tłuszcz pobiera się najczęściej z wewnętrznej powierzchni ud oraz okolicy nadłonowej co może nie brzmi zbyt zachęcająco ale efekt wydaje mi się, że jest wart poświęcenia i minimalnego bólu jaki na pewno pojawi się bezpośrednio po zabiegu. Po cesarce dowiedziałam się, że jestem wzorowym pacjentem , szybko dochodzę do zdrowia i z łatwością radzę sobie z bólem więc może powinnam przyoszczędzić troszkę gotówki i zafundować sobie taką przyjemność?  Ostateczny efekt jest widoczny kilka dni po zbiegu,  jest trwały a ubytek wszczepionych komórek związany jest jedynie z naturalnymi procesami starzenia się organizmu . Do tego minimalne naciągnięcie skóry by zlikwidować opadającą powiekę, powiększenie ust i byłabym chodzącym ideałem.

Jak już pewnie się domyślacie jestem zwolenniczką drobnych poprawek zarówno u osób które potrzebują zlikwidować oznaki starzenia, blizny powypadkowe jak i osób które zrobią to dla lepszego samopoczucia.  "LIPOFILLING" czyli "wypełnienie tłuszczem jest na pewno bezpieczniejsze od zapikowania implantów i kusi mnie z minuty na minuty coraz bardziej. Zabieg jest na tyle przyjazny, że nie zostawia na twarzy żadnych blizn i można go powtarzać wedle upodobań i efektu który chcemy osiągnąć. Patrząc z finansowego punku widzenia najbardziej opłacalny jest dla nas modelarz całej twarzy wraz z wypełnieniem zmarszczek i drobnych blizn ale także najpopularniejsze wypełnianie cieni pod oczami które przeszkadzają niejednej kobiecie w codziennym funkcjonowaniu. W Polsce podchodzi się jeszcze z dużym dystansem do medycyny estetycznej choć z roku na rok zainteresowanych przybywa. Pewnie wielu z was czytając ten tekst pomyśli, że upadłam na głowę bo jestem „piękna” taka jaka jestem i nie powinnam nić zmieniać skoro akceptuję siebie i swoje ciało i wyzwie mnie od wariatek ale co zrobię taka już jestem. Lubię próbować nowych rzeczy i chętnie skuszę się na coś co może jeszcze bardziej mnie udoskonalić. Jestem z tych które chętnie udoskonalają po równi swoją duszę umysł i ciało co pozwala na osiągnięcie pełni szczęścia w życiu codziennym. 
Zastanawiam się jakie jest wasze zdanie na temat tego typu zabiegów i czy korzystacie lub chciałybyście skorzystać  gdyby było was na to stać? 

Do przodu....

Praca idzie powoli do przodu. Poprawione zostały już w większym stopniu ściany, teraz czas na cegłę i zrobienie osłonek na rurki od centralnego ogrzewania. 


Jestem tak podekscytowana tym remontem, że postanowiłam zmienić coś w innych pomieszczeniach. Kupiłam naklejki na ścianę do sypialni, pokrowce na krzesła i kilka ramek różnej wielkości bo zamierzam zrobić wielka galerię naszych zdjęć na jednej z pustych ścian przy wejściu. Mam tyle pomysłów a tak mało czasu i pieniędzy.... Chyba zacznę grać w lotka może kiedyś mi się poszczęści ;-) 

OYALELITE Mini kombajn kosmetyczny 2w1

W poście o ochronie przed kleszczami gdzie pojawiała się też obroża obroża antyszczekowa która wywołała sporo kontrowersji  podlinkowałam wam adres sklepu gdzie między innymi znajdziemy tez kombajny i mini kombajny kosmetyczne. Od dłuższego czasu nosze się z zakupem takiego sprzętu i zastanawiam się czy warto. Cena jest bardzo atrakcyjna. 

Sprzęt który mnie obecnie interesuje to ROYALELITE Mini kombajn kosmetyczny 2w1 (RE-H05) który ma funkcję:
- Mezoterapia bezigłowa (ultradźwięki)
- Terapia fotonowa (światłoterapia)

Jeśli posiadacie taki sprzęt w domu dajcie znać czy często z niego korzystacie, jak szybko widoczne są efekty i czy koszt się zwraca czy może lepiej umawiać się na takie zabiegi w gabinecie kosmetycznym niż próbować w domu. Jestem bardzo ciekawa waszych opinii. 

Drobne zakupy + sposób na "pozbycie się faceta" ;)


Rossmann ostatnio bardzo miło mnie zaskakuje. Promocje są coraz to korzystniejsze dla naszego portfela. Często tam zaglądam gdy tylko czegoś braknie w mojej łazience. Tak też było i tym razem. Kupiłam same najpotrzebniejsze rzeczy takie jak pianka do golenia, antyperspirant żel i dwa kremy tołpy z super promocji które na pewno zużyję w najbliższym czasie.  




Jako, że mam zadatki na bycie żoną idealną postanowiłam zakupić coś mojemu facetowi żeby nie czuł się taki "zaniedbany". Wybrałam kilka kosmetyków do pielęgnacji samochodu. Ochrona lakieru dla mojego faceta jest (mam czasem wrażenie) najważniejsza. Przeżywa każdą najmniejszą rysę a ja lubię mu sprawiać przyjemność. Do tego zestawu szmatki do polerowania i mam go z głowy na całą sobotę ;-) ;-P mogę iść na kolejne zakupy... 

Bourjois Rogue Edition Velvet 07 Nude -ist - pierwsze wrażenie.

Przyszedł czas aby pokazać wam kolejny produkt który zakupiłam na promocji w Rossmannie. Wybrałam dość nietypowy jak dla mnie kolor. Zwykle kupuję jaskrawe lub ciemne odcienie czerwieni i różu. Tym razem postanowiłam skusić się na mniej rzucający się w oczy odcień. 


Nude-ist wygląda bardzo naturalnie. Określiłabym go jako brudny, ciemny, pudrowy róż. Wygląda z pozoru skromnie, elegancko ale zarazem szykownie dzięki czemu będzie pasował na każdą okazję i myślę, że jest to jeden z bardziej uniwersalnych kosmetyków który mam w swojej podręcznej kosmetyczce.


Jeśli chodzi o trwałość tych pomadek to nadal utrzymuję, że są najlepsze. Do tej pory nie znalazłam nic równie dobrego co trzymałoby się w stanie nienaruszonym przez kilka godzin i nie wymagałoby większych poprawek.


Jestem pod ogromnym wrażeniem! Gdyby nie fakt, że już dawno zaplanowałam sobie czerwień do ślubu z pewnością skusiłabym się na Nude-ist. 

DLA MNIE HICIOR!
- A DLA WAS?

Kolejna wizyta u fryzjera.

Dawno nie było nas na blogu ale odkąd pogoda rozpieszcza nie mamy czasu na udzielanie się w sieci. Aron uwielbia biegać po podwórku i łapać pszczoły, mrówki i inne owady. Często też gra w piłkę, bawi się w piasku, majsterkuje przy samochodzie i bryka po placu zabaw ale o tym może następnym razem. Dziś przychodzimy z metamorfozą mojego małego Rozbójnika.


We wtorek byliśmy w Strefie Fryzur. Aron odstawił taką szopkę, że aż wstyd się będzie tam pokazać następnym razem. Krzyczał wniebogłosy, bił, kopał, wyrywał się i tarzał po ziemi. Scena jak z komedii. Dobrze, że nie było klientów bo cała scena wyglądała tak jakby ktoś robił mu krzywdę.... Spocił się do tego stopnia w złości, że musiałam czekać jeszcze ponad 20 minut po całym zajściu aż ochłonie. Sama byłam tak wyczerpana, że myślałam tylko o tym żeby się wyspać ale niestety On miał inny plan na resztę popołudnia i wyjątkowo nie uciął poobiedniej drzemki. 


Metamorfozę uważam za udaną choć po pozbyciu się nadmiaru włosów z głowy wygląda nieco okrągłej...  

REMONT - CZAS START!

Najważniejsze rzeczy potrzebne do naszego remontu czyli kleje, gipsy i biała cegła niedawno przyjechały. Czas ruszać pełną parą dlatego, może być ciężko z dodawaniem postów ale musicie mi to wybaczyć. Do ślubu pozostało raptem 100dni!


 Czekam jeszcze na tapety flizelinowe i farbę ale akurat te rzeczy będą nam potrzebne na samym końcu. Dużo pracy przed nami więc kończę i mam nadzieję, że uda mi się pokazać wam w sierpniu efekt końcowy tej niewielkiej metamorfozy. 

Pierwsze wrażenie- podkład Lambre Make up 35+ kolor #1

Nareszcie mam chwilę czasu i mogę zaprezentować podkład marki Lambre który otrzymałam niedawno w prezencie. Według mnie wygląda na bardzo luksusowy więc od początku sprawiał pozytywne wrażenie i nie mogłam się doczekać aż go wypróbuję. 


Buteleczka z kosmetykiem w tradycyjnym rozmiarze (plastikowa ale myślę, że ma to znaczenie jedynie dla mnie ponieważ moją osobistą preferencją są szklane buteleczki) umieszczona jest w złotym kartoniku. 

Ogromnym plusem jest wygodna pompka z tłoczkiem która nie pozwoli na zmarnowanie ani jednego mililitra produktu. Uważam, że większość firm powinna brać przykład z Lambre i wprowadzić takie opakowania z tłoczkiem do swoich podkładów! 


Na pokrycie całej twarzy wystarcza 1-2 pompki a efekt jest na tyle zadowalający, że nie potrzeba używać korektora. Do aplikacji używam beautyblendera pro ale myślę, że nie ma to większego wpływu na jego wygląd . 


Jak widać na załączonym obrazku podkład świetnie wtapia się w skórę dzięki czemu jest praktycznie niewidoczny. Świetnie wyrównuje przebarwienia i wygładza skórę a nawet drobne zmarszczki dzięki zawartości żywicy i silikonu. Utrzymuje się cały dzień i nie wyciera. Jest niewyczuwalny a skóra czuje się w nim rewelacyjnie dzięki zawartości kwasu hialuronowego który odpowiedzialny jest za nawilżanie. Dopasowuje się  także do koloru skóry, nie zatyka porów, sprawia, że makijaż pozostaje świeży i elegancki. Cena 57zł.
7zł

Znacie kosmetyki Lambre?
Przyznam, że to pierwszy raz kiedy spotkałam się z produktami tej firmy. 

I co dalej?


W dalszym ciągu dostaję wiele zapytań odnośnie wpisów z serii "Kartka z pamiętnika" które jeszcze pół roku temu dodawałam regularnie. Niestety z dietą u mnie kiepsko- właściwie to zapomniałam co to słowo oznacza. Od ponad miesiąca nie byłam też na siłowni/spiningu- lenistwo, brak kasy, organizacji a może czasu dobija mnie kompletnie. Najtrudniej jest postawić pierwszy krok po dłużej przerwie, dlatego zamówiłam sobie Thermo speed który zawsze chętnie stosuję gdy brak mi sił i energii do działania.  

  Kupuję go już od bardzo dawna w sklepie http://www.body4you.pl/ i jeśli macie zamiar korzystać ze suplementów to ten bardo serdecznie wam polecam- według mnie jest najlepszy. 

Jeśli macie jakiś pomysł jak się zmotywować i ruszyć z miejsca koniecznie dajcie znać w komentarzu. Chętnie przyjrzę się waszym sposobom na pozbycie się lenia ;-)



Koniec miłości z Love me Green.

Na spotkaniu blogerek w Rzeszowie dostałam podobnie jak inne dziewczyny dwa kosmetyki firmy "Love me Green".


Normalnie skakałabym z radości pod samo niebo...Niestety jak się okazało na spotkaniu wszystkie peelingi które nam podarowano były przeterminowane. Na odwrocie drugiego kosmetyku (w moim przypadku jest to krem do ciała) nie ma daty ważności. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że mogło być to wynikiem pomyłki lub niedopatrzenia które dałoby się wybaczyć ale odpowiedź którą dziewczyny dostały od firmy ja osobiście określam mianem "strzału w stopę". Firma doskonale wiedziała, że produkty są po terminie a na domiar złego wycofano je ze sprzedaży ze względu na wadliwe opakowanie. Dziwna sprawa...


Uważam, że potraktowano nas  w sposób chamski i lekceważący. Czy naprawdę uważają nas za pazerne istoty które w zamian za darmowe pudełko kosmetyku zrobią wszystko?!

Jeśli czytacie ten post to domyślacie się, że ja nie należę do osób które machną na całe zajście ręką. Nie rozumiem takiego podejścia do sprawy i w głowie mi się nie mieści, że można coś takiego zrobić. 

"(...)Prosimy o nie zamieszczanie recenzji natemat peelingów ponieważ tego produktu w chwili obecnej nie mamy w sprzedaży i nie ma potrzeby go promować – tylko spowodowało by to więcej nieporozumień.
Jeśli panie są tak zniesmaczone (a my chcieliśmy tylko dobrze) to proszę odesłać ( na nasz koszt ) zarówno peelingi jak i pozostałe produkty. Trudno. Chcieliśmy paniom zrobić prezent dodatkowym upominkiem, a wyszło jak wyszło. "

Mam zamiar dostosować się do zalecenia. Recenzji nie zobaczycie. Przyznam, że poczułam się urażona i zniesmaczona podejściem firmy. Wiele sklepów oferuje nam super promocje na kosmetyki z terminem ważności na kilka tygodni w przód, wiele z nich dodaje takie kosmetyki jako gratisy do zakupów, nie ma nic w tym złego i dziwnego bo data choć krótsza nadal aktualna. Jednak nikt nie sprzedaje i nie rozdaje produktów za darmo a tym bardziej nie daje ich w prezencie gdy są już PRZETERMINOWANE. Chcąc zrobić komuś prezent często stajemy na głowie by znaleźć odpowiedni upominek a nie ofiarowujemy niepotrzebne odpady i oczekujemy, że ktoś będzie skakał z radości bo przecież dostał to za darmoszkę. 

Porządna, szanująca się firma traktuje spotkania blogerek poważnie, jako element kampanii reklamowej lub wizerunkowej. W takim przypadku pozytywna opinia jest na wagę złota. Nie chodzi o zadęcie i zadzieranie nosa w stylu "Jestę blogerę" jednak jeżeli producent stawia na tego typu marketing powinien szanować blogerki które są w bezpośrednim kontakcie z klientem (który szuka informacji i szczerej opinii na temat danego produktu). Nie rozumiem po co bawić się w "sponsorowanie" spotkań blogerek skoro uważa się je za "tępe dzidy" niepotrafiące przeczytać daty ważności i smarujące się każdym darmowym kosmetykiem jaki wpadnie im ręce. 

Akwarium czy krewetkarium ?

Coraz częściej myślę, że chciałabym mieć akwarium. Niestety nie mam pomysłu i wyobraźni aby to wszystko zaplanować by zachwycało oko i było ozdobą łączącą salon z kuchnią. W dzieciństwie największe akwarium które miałam miało około 10 litrów i nie  mogę powiedzieć by prezentowało się efektownie. 


Póki co postanowiłam, że skompletuje potrzebne akcesoria a sklep akwarystyczny w którym poczyniłam pierwsze zakupy spisał się na medal. Znalazłam tam wiele cennych informacji i już mniej więcej wiem jak chciałabym żeby to wyglądało. Niestety nie wiem czy zdecydować się na rybki czy krewetki z którymi moje doświadczenie jest zerowe a wiadomo, że najtańsze nie są. 

Vita Liberata- samoopalacz w musie

Pianka znalazła się w moich rękach już jakiś czas temu. Niestety jako zwolenniczka długotrwałej opalenizny wolałam "podsmażyć się" w solarium niż wcierać jakiekolwiek samoopalacze z którymi nigdy się nie lubiłam.


Kilka lat temu próbowałam przeróżnych mgiełek, pianek i kremów samoopalających niestety wiele z nich zbierało się brzydko na łokciach, kolanach w zagięciach nadgarstka, pod kolanami itd. tworząc nieestetycznie wyglądające pomarańczowe "ciapki". Pojawiały się również smugi, zacieki których przed pierwsze 2-3dni nie mogłam się pozbyć. Ostatni raz użyłam wtedy produktu samoopalającego przed weselem. Efekt był na tyle koszmarny, że w ostatniej chwili musiałam zrezygnować z imprezy. Miałam pomarańczowe placki i nie byłam w stanie się ich pozbyć. 

Tak jak wspominałam od prawie 3 lat jestem wielką miłośniczką wygrzewania się w solarium. Niestety jak to u mnie bywa wystarczy, że raz wybiję się z rytmu i opuszczam tą przyjemność na kilka miesięcy. Tak było również teraz. Od 2 miesięcy moja opalenizna zdążyła wyblaknąć. Powodem są tutaj chyba częste peelingi całego ciała które uwielbiam wykonywać, dlatego.... postanowiłam, że wypróbuję produkt i dam wam znać jak się sprawuje! 

Natarłam jedną nogę dokładne za pomocą musu i specjalnej rękawicy Vita Libereta. Efekt po 3 godzinach okazał się bardzo zadowalający.


Postanowiłam więc, że szybko natrę drugą nogę a po kąpieli dołożę jeszcze jedną warstwę na obie. Takim oto sposobem jestem posiadaczką pięknej opalenizny rodem z solarium. 


Według mnie efekt jest zadowalający i gorąco polecam wam stosowanie tego musu. Na pewno jest on dużo zdrowszy dla naszej skóry niż lampy a nawet promienie słoneczne. Produkty Vita Liberata możecie kupić w perfumerii SEPHORA. Koszt musu (zapomniałam dodać, że mój jest w kolorze medium) to 169zł za 125ml. 

Jeśli znacie inne samoopalacze warte zainteresowania koniecznie dajcie znać w komentarzach- chyba poczułam chęci do dalszych testów ;-)

Luxure - TEMPTATION

Podobnie jak pozostałe zapachy Luxure ten również trafił do mnie po jednym z blogerskich spotkań. Bardzo się ucieszyłam bo wiedziałam, że i on może stać się moim ulubionym. 


Jak widać na załączonym obrazku, perfumy są przepięknie zapakowane w różowy kartonik i przyozdobione piórkiem. Producent zadbał w każdym calu o przyjemność klienta który ma radość już z samego odpakowywania produktu. Szklany flakonik przepięknie się prezentuje i będzie świetną ozdobą każdej kobiecej toaletki.


Zapach zbliżony jest do Chanel Chance eau Tendre i należy do grupy kwiatowo-owocowej. Znajdziemy w nim woń pigwy, grejpfruta, jaśminu, hiacyntu, irysa, żywicy, cedru i piżma więc nawet jeśli macie minimalne pojęcie o zapachach wiecie, że to nie może się nie spodobać!

Luxure Preludium klik
Luxure Entirety klik

Baleriny kontra Mokasyny.


Moje stopy zawsze należały do problematycznych! Nie dość, że są szerokie przez co buty często  brzydko wyglądają to jeszcze mam olbrzymi problem z otarciami. Najczęściej wybieram buty zabudowane w których czuję się nieco pewniej bo wiem, że stopa nie wypadnie mi z każdej możliwej strony. 

Stoję przed dylematem. Musze zainwestować w jedną parę codziennych butów- koniecznie skórzanych które pozwolą mi wygodnie poruszać się na spacerach z dzieckiem i załatwiać wszystkie codzienne sprawy. Będą uniwersalne, ładne a co najważniejsze będą pasować zarówno do leginsów, spodni jak i sukienki. Chcę zamówić mokasyny lub baleriny gabor które niestety są masakrycznie drogie i nie chciałabym popełnić tutaj jakiejś gafy i wydać kilka stów na marne...

 Jeśli macie jakieś doświadczenie z tymi butami koniecznie znać czy warto tak inwestować czy może skusić się na coś innego. Jakie buty ze skóry naturalnej lub zamszu polecacie? 

Czy myślicie, że Melissy sprawdziłby się równie dobrze w codziennym użytkowaniu ponieważ od początku biorę je pod uwagę ale nie jestem do końca przekonana. 

Upominki z Majówki blogerskiej!

Tym razem to nie zakupy a cała masa prezentów które przywiozłam z Rzeszowa. Organizatorki się napracowały trzeba to przyznać! Wszystko dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Dziękuję im z całego serca za włożoną energię i czas poświęcony umileniu nam tego dnia! Jesteście boskie ;-*


Jak zawsze był ze mną Jarek. Mój (prawie) mąż który zaniósł wszystko do samochodu - ja bym nie podołała. Tak sobie myślę jak na to patrzę- co ja zrobię z tą stertą cudowności. Szafki ledwo się domykają i nie pomieszczą już kolejnych opakowań peelingów, kremików i balsamów. Może jakoś to upchnę jak wymyślę specjalną konstrukcję w której zaoszczędzę nieco miejsca ale jak wszystko się zawali i wysypie to chyba się popłaczę ;-)

 W niedługim czasie możecie spodziewać się testów, recenzji i prezentacji następujących kosmetyków: 






















































DZIĘKUJĘ wszystkim sponsorom za tak hojne obdarowanie nas kosmetykami i innymi prezentami. Dzięki waszej uprzejmości ten dzień stał się jeszcze bardziej wyjątkowy i na pewno pozostanie w naszej pamięci jeszcze długi czas.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.