Spacery SPACERY spacery !

Pogoda coraz ładniejsza dlatego wracamy do naszego starego zwyczaju i spędzamy każdą wolną chwilę na spacerach w składzie dwa plus jeden. 


Aron na ogół jest bardzo grzeczny, chodzi samodzielnie i bacznie obserwuje otaczający go świat. Buciki nie sprawiają mu już takich problemów jak kiedyś - chyba się do nich przyzwyczaił. 


Niestety czasami zdarza mu się zboczyć z kursu i wejść do przydrożnego rowu lub wbiec wprost w zabłocone pole orne których w naszej okolicy nie brakuje. 


Największą radość sprawiają mu jednak spotkane po drodze zwierzęta. Spacerujemy najczęściej tą samą trasą i wie przy którym domu są kurki, pieski, kotki i bywa, że ich wypatruje z daleka. 



Zabawa kijem jest najlepsza! Tata zawsze ma "super"pomysły. Papranie w błocie jeszcze jakoś jestem w stanie przetrwać pod warunkiem, że nie dostaję paciarą w twarz ale wkładania kija do buzi nie jestem w stanie zaakceptować! 




Powroty bywają trudne. Aron nigdy się nie męczy! Zwykle przy wejściu do domu odgrywają się sceny rodem z dramatu... 

Ubezpieczać czy nie ubezpieczać ? Oto jest pytanie...


Przeczytałam właśnie ciekawy wpis na jednym z maminych blogów dotyczący zabezpieczenia przyszłości dziecka poprzez wykupienie polisy na życie. Przyznam, że nie mam zbyt wielu osobistych doświadczeń z ubezpieczeniami ale historie, które przytrafiły się moim znajomym oraz te, o których wiem z mediów sprawiły, że sceptycznie podchodzę to tych tematów. „Przezorny zawsze ubezpieczony” – mówi stare przysłowie i pewnie jest to prawda a bogata oferta firm ubezpieczeniowych umożliwia wykupienie polisy obejmującej właściwie wszystko – nawet pupę lub nogi ;-). Trzeba jednak pamiętać, że opłacenie polisy nie oznacza automatycznej wypłaty odszkodowania w razie nieszczęścia. To zawsze jest kwestią interpretacji „działu likwidacji szkód”. Sypnę może kilkoma przykładami: kilkanaście dni temu głośno było w mediach o pewnym nieszczęsnym łosiu szwendającym się po Krakowie. Łoś jest raczej poczciwym zwierzęciem ale akurat wyrządził niemałą szkodę – przebiegł po samochodzie stojącego w korku małżeństwa. Szkody w postaci wgniecionej maski i rozbitej szyby nie uznała firma ubezpieczeniowa, która odmówiła wypłaty odszkodowania pomimo wykupionej polisy AC. Kolejny przykład: dwa lata temu nasz kolega uległ wypadkowi samochodowemu. Wina leżała bezsprzecznie po stronie kierowcy drugiego auta. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji wypłata odszkodowania była formalnością. Nic bardziej mylnego! Gdyby nie pomoc znajomej pracującej w firmie zajmującej się uzyskiwaniem odszkodowań powypadkowych http://www.kompensja.pl/, nasz kolega otrzymałby o połowę mniej pieniędzy nie wspominając o gehennie jaką musiałby przejść przy załatwianiu formalności. A propos… czy istnienie firm „załatwiających” odszkodowania nie jest najlepszym dowodem na to, że wykupienie nawet najdroższej polisy niczego nie gwarantuje? Pamiętam, że przed narodzinami Aronka mój facet proponował mi, że dołączy do ubezpieczeń grupowych w jego pracy – obejmowały one m.in. ubezpieczenie na okoliczność urodzenia dziecka. Pomysł został zarzucony bo cyt.: „nie no co Ty… dziecko? My i dziecko… buahahhaha”. Zresztą okres karencji w tym przypadku i tak wynosił 12 miesięcy więc i tak byśmy się nie załapali. Swoją drogą – jeżeli ubezpieczamy się od czegoś w domyśle niespodziewanego to jak można stosować coś takiego jak karencja? Chyba jednak nie zmienię swojego podejścia do tematu ubezpieczeń. 

LIFESTYLE : WESELE // W jakich butach do ślubu?

Na długo zanim udało mi się wybrać suknię ślubną wiedziałam w jakich butach chcę iść do ołtarza a w jakich przetańczyć całą noc. Kupiłam więc dwie pary o których myślałam już od dawna. Pierwsza z nich to szpilki Mel by Melissa w kolorze białym z dużym czerwonym serduszkiem model: Raspberry White/Red.


 Buty są bardzo stabilne. Zdecydowanie nie czuć, że mają  11 cm. Wyglądają pięknie na zdjęciach i są to buty w których pójdę do ołtarza, zatańczę pierwszy taniec i będę pozować na sesji. 


Pomimo że są bardzo wygodne nie nadają się do całonocnego balowania. Są ciężkie w porównaniu do butów wykonanych ze skóry. Rozmiar 38 waży prawie kilogram (dokładnie 900 g). Zapach butów jest wyczuwalny (pachnie malinami). Nie kłóci się z zapachem perfum. Dodatkowym plusem jest to, że po ślubie będzie można dalej je nosić do letnich sukienek, jasnych dżinsów więc nie są to tzw. "buty na raz". Kupiłam je na www.schaffashoes.pl

Druga para szpilek którą założę właściwego dnia to profesjonalne dance shoes produkcji polskiej. Dostępne na stronie www.dance-artis.pl. Mój model to DL-10 w wersji czerwonej (satyna), bez ozdobników z ok. 7,5 cm obcasem (3 cale). 


Na stronie dostępne jest wiele modeli obuwia tanecznego. Wysokość, kolor, materiał/skóra i ozdobniki dobierane są indywidualnie do każdego zamówienia. Można wybrać też rodzaj obcasa. Mój to Flare (kieliszkowy), do wyboru był jeszcze w wersji Slim (szpilka). 


Buty są bardzo dobrze wykonane. Dobrze leżą, podwójny pasek wokół kostki świetnie wygląda ale również utrzymuje piętę na miejscu. Nic się nie ślizga, wysokość nie jest odczuwalna. Są bardzo lekkie, można w nich skakać i tańczyć do woli.  

Pierwszy bunt małego Łobuza.

Chyba byłam naiwna myśląc, że pierwszy bunt pojawi się w okresie nastoletnim - przecież mam takie grzeczne dziecko- myślałam za każdym razem kiedy na niego patrzyłam. Nagle -Bam! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Aron zmienił się w manipulatora który wszystko wymusza płaczem, krzykiem urozmaicanym niekontrolowanymi ruchami rąk i nóg. 


Albo jest tak jak to sobie wymyślił albo nie ma wcale. Zero kompromisu. W nocy budzi się po tysiąc razy. Koniecznie chce iść na ręce - niespełnienie tej prośby grozi wielogodzinnym płaczem (sztucznym i wymuszonym), wrzaskiem oraz wywołuje pozę "na męczennika" (uderza głową o szczeble bo wie, że wtedy szybciej się zlitujemy i spełnimy jego prośbę - oczywiście siła tych uderzeń jest odpowiednio dopracowana tak żeby zrobić wrażenie na rodzicach bez wyrządzania sobie krzywdy). Malowanie sokiem po ścianach za pomocą butelki, walenie zabawkami w kaloryfer, zrywanie listew z drzwi, uderzanie czym popadnie w szklane rzeczy, drapanie ścian za pomocą plastikowego pudełka po kremie, wspinanie się na meble, ucieczki na korytarz, naprzemienne wchodzenie na czworaka i próby schodzenia "jak dorosły" ze schodów (widok tych prób powoduje palpitacje serca), majsterkowanie przy kontakcie w celu jego wyrwania ze ściany - to tylko nieliczne z jego pomysłów. Ręce opadają... pozwolić na te rzeczy nie mogę a zabronić ich to jak skoczyć z szóstego piętra wprost na kamienie. Co robić !? 

Mój walentynkowy makijaż.

Po długiej przerwie makijażowej przychodzę do was z kolejnym wpisem. Dziś mam wam do pokazania "oko" które zrobiłam sobie na tegoroczne walentynki. Jeśli jesteście ciekawi moich innych prac makijażowych zapraszam was na mojego facebook'a [klik] gdzie od czasu do czasu dodaję fotki z sobotnich makijaży na klientkach. 


Twarz:
Podkład Revlon PhotoReady
Puder sypki Glazel 
Bronzer Kobo
Korektor Bourjois Healthy Mix Anticerne Correcteur 


Oczy :
Baza Pierre Rene
Cienie matowe Inglot: czarny 391, cielisty, jasny brąz390
Inglot- Duraline
Cienie sypkie: stare złoto 24, brąz mieniący się na fiolet i zieleń 85
Tusz: Volume Million Lashes Golden Black 
Eyeliner Rimmel Glam Eyes
Kępki rzęs Ardell 

Brwi :
Inglot Duraline + czarny matowy cień Inglot : 391

Całość utrwaliłam odrobiną fixera z Hean [klik]. 


Usta namalowałam w biegu i nie zdążyłam pstryknąć zdjęcia. Użyłam matowej pomadki którą pokazywałam wam ostatnio w zakupach [klik]. 

Zakupy : 20 wosków YC ze strony goodies.pl


Muszę przyznać, że poniosła mnie fantazja gdy robiłam zamówienie na stronie goodies.pl. Znalazłam tam tyle niesamowitych wosków, że nie mogłam się powstrzymać! Uwielbiam gdy w moim domku pięknie pachnie, daje mi to niesamowite poczucie komfortu i bardzo relaksuje. Nie ma nic fajniejszego od posprzątanego domu i unoszącego się zapachu Yankee Candle. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że podzieliłam się tymi cudownościami z babcią, cioteczkami, teściową i zostało mi już tylko 12 sztuk. 







Jakie zapachy należą do waszych ulubionych? 
Wolicie świece, samplery czy woski zapachowe?

Ja praktycznie zawsze wybieram woski. Nigdy nie mogę zdecydować się na jeden zapach i ta opcja wypada najbardziej korzystnie dla mojego portfela. Marzy mi się świeca o zapachu "wedding day" z wiadomych względów ;-)

Kobo i Hean drogeryjne utrwalacze do makijażu.

Od jakiegoś czasu skupiam swoją uwagę na kosmetykach utrwalających. W moich rękach znalazł się już kultowy i bardzo popularny wśród profesjonalnych wizażystów produkt firmy Kryolan, mniej popularny Elf, Inglot, Mary Kay i NYX. Bitwę pomiędzy tymi trudno dostępnymi bez dwóch zdań wygrywa Kryolan ponieważ jest ekstremalnie trwały i świetnie utrzymuje makijaż nawet do 48 godzin. Przyznam, że sama nigdy nie testowałam go tak długo ale wiele czytałam zgłębiając tajemnicę jego doskonałości i wiem, że są osoby godne zaufania które tą informację potwierdzają. Zasadniczym minusem produktu jest jednak cena dlatego pozostawiam go na wielkie wyjścia oraz makijaże ślubne i okolicznościowe które od jakiegoś czasu wykonuję. Sama postanowiłam testować produkty marek drogeryjnych. 


Na pierwszy ogień wybrałam Hean i Kobo ponieważ mają niemalże identyczny skład. Różnica polega jedynie na umieszczeniu "Butane" gazu napędowego w spreju KOBO który według mnie nie przekłada się jakoś specjalnie na jego działanie i jakość.



Oba spreje rozpylają się bardzo dobrze. Nie są "mokre" i nie pozostawiają plam na twarzy. Zastygają równomiernie na całej skórze i nie powodują uczucia ściągnięcia.
Są niedrogie (koszt około 20zł) za 150ml. Można je kupić w wielu drogeriach stacjonarnych (Natura, Heba itd.) ale także internetowych. 


Działają bez zarzutu. Utrwalenie jest dość mocne.Sprawdzają się nawet gdy zaskoczy deszcz. Imprezy, wielogodzinne wyjścia (studniówki, imprezy) to dla nich nic specjalnego. Radzą sobie w każdych warunkach, są odporne na ścieranie. Wydajność jest zadowalająca. Niestety przy codziennym stosowaniu mogę nieco osłabić kondycję skóry a także spowodować niemały wysyp pryszczy. Uważam, że należy się z nimi obchodzić ostrożnie, nie przesadzać z ilością ale także częstotliwością nakładania. Polecam oba te produkty choć moją sympatią od ponad roku darzę zdecydowanie bardziej Hean ale po wypróbowaniu i przetestowaniu obu nie widzę różnicy poza ich opakowaniem. 

Bardzo udany spacer.

Nieoczekiwany atak zimy bardzo nam się spodobał. Mogliśmy wreszcie udać się na wycieczkę po lesie która od dawna nam się marzyła. Było super! Malownicze krajobrazy cieszyły oko a biegające wokół nas pieski rozśmieszały naszego Łobuziaka. Spacer zaliczam do udanych. 





















Taka prosta a zarazem aktywna forma spędzania wolnego czasu w gronie najbliższych należy do moich ulubionych. 

LIFESTYLE : Kobieta kontra mężczyzna.

Dzisiejszy wpis będzie trochę nietypowy ale jak najbardziej na temat. Podejrzewam że opisywana przeze mnie sytuacja w mniej lub bardziej podobnej wersji dotyczy większości z nas. Chodzi mianowicie o tzw. "rewanż”. Dziś mój Mężczyzna wrócił z pracy dziwnie wesoły – patrzył na mnie w taki sposób, że od razu wiedziałam – chce mi coś powiedzieć… Już pierwsze zdania wstępu pozwoliły mi odgadnąć intencje – „chce mnie do czegoś przekonać… czegoś głupiego” – pomyślałam. Oczywiście nie dałam nic znać po sobie i zaciekawionym wyrazem twarzy zachęcałam M. do kontynuowania wywodu. Wkrótce jego pointa mnie załamała… Mój ukochany zapragnął spełnić swoje „noworoczne postanowienie” i kupić nowe felgi do auta! 


Zapytałam czy ze starymi coś nie tak, że trzeba kupić nowe? No… zniszczone są już i stare no i opatrzyły się już – usłyszałam w odpowiedzi. Zapewne mój wyraz twarzy zmusił Faceta do dalszego (czyt. lepszego) uzasadnienia. Reasumując – mój ukochany starał się mnie przekonać, że zakup nowych felg do jego auta jest tożsame z moimi zakupami tych nowych pomadek i cieni tuszy itd. bo przecież co chwile kupuje jakieś nowości, jaram się kolorami „czegoś tam z Inglota” itd. No i on też ma swoją pasję i tak baaaardzo by chciał i tak proooosi… Tutaj padła propozycja mojego uczestnictwa w wyborze tych nieszczęsnych felg. W tym momencie muszę mojego bejbuszka pochwalić – z morza różnego rodzaju sklepów internetowych wybrał adres najlepiej przemawiający do nieświadomej kobiety: http://www.ladnefelgi.pl/ Mistrzowski research! ;)Niestety duma szybko ustąpiła zażenowaniu na widok cen tego „marzenia”. Moje protesty wywołały u mojego faceta coś co można nazwać „rewanżyzmem”. No bo przecież on mi nie liczy ile ja wydaje na te wszystkie kosmetyki, a gdyby to podliczyć (lol!) to przez rok wyjdzie tyle samo co za te felgi… Czułam że rozmowa niebezpiecznie zmierza w stronę kłótni więc zmieniłam taktykę. Pozwoliłam pokazywać sobie kolejne modele a przy typach wybranych przez chłopaka krzywiłam się wytykając różne estetyczne wady. Gdy nie miałam pomysłu stosowałam coś co zawsze działa gdy chcę wybić coś z głowy mojemu M: „kochanie to wygląda wieśniacko…” Na tym wybór nowych felg do samochodu się skończył – mam chwilę spokoju.

Zakupy: Wibo, Organizery z Biedronki, Tołpa, Lovely...

Mam nadzieje, że to ostatnie sprawozdanie z zakupów chociaż wiem, że na dniach będę musiała zaopatrzyć się w nowy puder sypki i cały misterny plan się posypie bo nie wierzę, że wyjdę ze sklepu tylko z pudrem... goddamn it!

W Rosku kupiłam pomadkę z kolekcji limitowanej Wibo. Bardzo spodobał mi się jej kolor. Uwielbiam czerwienie a takiego zgaszonego odcienia nie mam jeszcze w swojej kolekcji. Żal było nie kupić ;-P Jest to moja pierwsza pomadka tej firmy...


Biały perłowy lakier chodził za mną od dłuższego czasu. Niestety ten okazał się być kompletnym niewypałem. 


W Biedronce poniosło mnie gdy zaczęłam wybierać organizery. Chciałam pomieścić wszystkie najczęściej używane pomadki i udało się. Kupiłam dwa stojaczki które przepięknie zdobią moją łazienkę.


 Dobrałam do nich pudełeczko do którego włożyłam moje ulubione pudry, bronzery i róże. Zestaw ten zdecydowanie ułatwia mi poszukiwanie kosmetyków.


Na koniec absolutny smaczek dla wielbicieli Tołpy. Przy zakupie odżywki szampon gratis! Zamiast prawie 57zł płacimy tylko 29,99:)) 


Mam nadzieję, że nie zanudziłam was kolejnym wpisem o zakupach. Obiecuję, że niedługo pojawi się makijaż i bardzo ciekawa recenzja. 


SZABLON BY: PANNA VEJJS.