Żadna ze mnie modelka ale...

Obiecałam więc publikuję kolejną stylizację weselną. Żadna ze mnie modelka czy fashion blogger. Nie znam się na tym więc wcale się nie zdziwię gdy zacznę królować na niemodnej polce... Mam nadzieje jednak, że los oszczędzi mi tej "popularności" i pozwoli żyć w spokoju. Opinie są skrajne. Mój narzeczony uważa, że jest piękna i bardzo do mnie pasuje, mama natomiast nazywa ją fartuchem....


Historia kupna jest dość skomplikowana. Podejrzewam, że jest to dobrze zachowany vintage który wygrzebałam w lumpeksie (za złotówkę) . Miała metkę, była do kostek i z długim rękawem. Wyglądała jak płaszcz/fartuch/podomka amisza- daję słowo! Ciągle żałuję, że nie pstryknęłam jej fotki... Miała jednak coś w sobie co sprawiło, że postanowiłam ją kupić. Wyprałam, zaniosłam do krawcowej która obcięła rękawy i skróciła nieco z długości. Reszta pozostała bez zmian. Koszt całej usługi krawieckiej to 18 zł. Tak też za niecałe dwie dyszki miałam super kreację na wesele znajomych. 


Buty które zestawiłam widzieliście na blogu w jednym z postów poświęconych tematyce ślubnej. Kupiłam je sobie jako awaryjne/buty do tańca. Postanowiłam je przetestować i  nie żałuje bo okazało się, że są tak bardzo niewygodne i obcierają stopy, że nigdy już ich nie założę. Do tego kolczyki i torebka z Zary upolowana na tegorocznych wyprzedażach. Elegancka o średniej wielkości która z łatwością pomieściła wszystkie potrzebne gadżety, kosmetyki i oczywiście aparat.
Całość może nie była cukierkowo-weselna i nie wpisywała się w tegoroczne trendy ale cóż... Z takim dupskiem można sobie jedynie pomarzyć o kreacjach z pianki od stroju nurka czy innych zwiewnych koronkach. 



Niemodna ale szczęśliwa żegnam się z wami ;-) Do zobaczenia niebawem ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.