Tołpa Green Regeneracja i Bielenda Happy End - krem do stóp i pięt- moi ulubieńcy !

W tym sezonie udało mi się przetestować 4 kremy do stóp z czego dwa z nich okazały się być naprawdę dobre a dwa powędrowały do śmieci. 


Oczywiście nie mam zamiaru tracić czasu na pisanie o bublach dlatego od razu przejdę do konkretów. 
Na wstępie opowiem wam o moich stopach które od zawsze przysparzały mi wiele problemów i były źródłem moich kompleksów.


Kilka lat temu nie nosiłam wcale butów które odkrywały stopy. Jedynie japonki ale to tylko po domu lub w ogrodzie. Oczywiście gdy przychodzili goście szybko zakładałam baletki/balerinki. Bałam się, że ktoś mógłby je zobaczyć i skomentować na głos ich niechlujny wygląd który oczywiście nie wynikał z tego, że były zaniedbane czy brudne... po prostu były przesuszone i pękały ponad miarę. Wstydziłam się ich bardzo. Nie potrafiłam systematycznie przyłożyć się do ich pielęgnacji i robiłam to bez planu kiedy tylko sobie przypomniałam. Oczywiście nie przynosiło to żadnych efektów i nawet najdroższe kremy nie dawały rady. Pewnego dnia postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić i wziąć sprawy w swoje ręce! Kupiłam peeling, krem i tarkę. Postanowiłam systematycznie złuszczać moje stopy i kremować je przynajmniej raz w ciągu doby -wieczorem. Od tego czasu kiedy działam systematycznie moje stopy są w lepszej kondycji i bez wstydu mogę nosić klapki, sandałki czy szpilki na cienkich paskach. Wierzę więc głęboko w dobroczynne działanie kosmetycznych specyfików i stawiam na systematyczność i intensywna pielęgnację która polega na złuszczaniu, ścieraniu i nawilżaniu. 


Wśród perełek które udało mi się odkryć znalazł się krem Bielenda Happy End - krem do stóp i pięt z mocznikiem. Działa bardzo szybko, ma tłustą ale zarazem lekką konsystencję która w miarę szybko się wchłania. Używam głównie wieczorem. Nawilżenie jest odczuwalne niemalże natychmiast. Po kilku dniach widać znaczną różnicę która daje motywację i chęć do dalszego smarowania. 
Zapach znośny jak na krem do stóp ale szału nie ma... 


Jedyny minus daje za opakowanie- ogromne i nieadekwatne do zawartości kremu który znajduje się w środku. Kupując taką wielką tubkę nie spodziewałam się, że będzie go tyle samo co w innym kremie do stóp z o połowę mniejszym opakowaniem. 


Tołpa Green - regeneracja to najlepszy krem do pięt na dzień jaki spotkałam do tej pory. Wysycha w mniej niż minutę jednocześnie pozostawiając skórę nawilżoną i przyjemną w dotyku. Nie bieli skóry i nie pozostawia nieprzyjemnej lepkości. Ma ładny odświeżający zapach i stosuję go zawsze przed wyjściem z domu. Dla mnie to prawdziwy hit tego lata.


W tym przypadku opakowanie jest idealne. Nie za duże, nie za małe a co najlepsze widać ile kremu zostało jeszcze w opakowaniu. Jest miękkie i łatwo się wyciska. 

Oba te kremy znajdziecie w Rossmannie i Naturze za cenę poniżej 20zł. Jeśli znacie coś co mógłby jeszcze bardziej mnie zachwycić dajcie koniecznie znać - chętnie wypróbuję. Wydaje mi się, że jestem freakiem w tej dziedzinie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.