Moje pierwsze wakacje.

Niedawno mój brat szukał wśród domowników osoby towarzyszącej podczas wakacyjnego wyjazdu do... Sandomierza. Chętnych nie było. Ok. ja wiem że to piękne, stare miasto ale... za bardzo  kojarzy mi się z "Ojcem Mateuszem" a za mało z wakacyjnymi szaleństwami. Ja w wieku mojego brata po raz pierwszy wyjechałam na kolonie nad Bałtyk. 

http://tubylem.fotowyprawy.com/media/contest/IMG_6351a.jpg

Pierwsze, samodzielne, wolne wakacje! Potem wyjeżdżałam jeszcze 2 razy i zawsze było tak samo superowo. Najlepiej wspominam przeróżne zabawy np. Neptunalia czyli "chrzest kolonijny" dla świeżaków (bieg po pokrzywach, jedzenie zupy błotnej, czołganie po piasku na czas itd.) Oczywiście ja nigdy takiego chrztu nie przechodziłam bo zawsze ściemniałam że już raz go kiedyś miałam xD Fajne były też śluby kolonijne, w których też nie brałam udziału bo wolałam przygotowywać dla koleżanek makijaże i suknie ślubne z prześcieradeł. Ponadto spędzaliśmy czas na ogniskach i zawodach sportowych. Piękne wspomnienia!



 A mój brat? Cóż... dopiero niedawno zaczął jeździć rowerem na samodzielne zakupy do pobliskiego spożywczaka ;-) Nie ma mowy żeby sam przejechał się autobusem! Niby świat idzie do przodu, rozwój techniki pozwala na szybki kontakt itd. a jednak okazuje się że nie zawsze te udogodnienia sprzyjają usamodzielnianiu się dzieciaków. Poza tym czasem mam wrażenie, że "dzięki" Internetowi mojego młodszego brata ciężko czymś zaskoczyć, zainteresować. Można powiedzieć, że wszystko co go zaciekawiło lub zaciekawi już widział, albo może zobaczyć na ekranie swojego komputera. Nie zmierzam do tego, żeby dzieci odciąć całkowicie od sieci (chyba to nawet nie możliwe) myślę jednak, że okoliczności bardziej niż kiedyś sprzyjają... leniom. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie lenistwo (a ściślej wygodnictwo) jest głównym powodem, dla którego ani mój kochany braciszek ani moi rodzice nawet nie myślą o wysłaniu go na prawdziwe wakacyjne kolonie. Ta przypadłość dotyczy też wychowawców szkolnych, którzy owszem organizują wycieczki szkolne ale tylko do... oddalonego o 20 km Krosna. Nie twierdzę, że nie ma w tym mieście nic ciekawego do zobaczenia ale przecież można tam w każdej wolnej chwili jechać z rodzicami! Moje wyjazdy kolonijne organizował zakład pracy mojego Taty. Wciąż je organizuje! To naprawdę rzadkość w dzisiejszych czasach, żeby firma dopłacało do wakacyjnego wypoczynku dzieci swoich pracowników. Uważam, że tym bardziej trzeba to wykorzystać. Ciekawe, że jakby na przekór czasom komputerowych leniuchów powstaje coraz więcej firm, które zajmują się organizacją dziecięcych "urlopów" np. ta: http://naferie.pl/. Myślę, że jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnych kolonii. No ale żeby z niej skorzystać trzeba ruszyć cztery litery! Wracamy więc do punktu wyjścia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.