Zakupy : Inglot, Pierre Rene, Kobo, Tołpa, Catrice, Marion, Garnier, Essence, My Secret

Wczoraj udało mi się odwiedzić stoisko Inglota w Rzeszowie. Przyznam, że nie często robię tam zakupy ale jak już się dorwę do porządnie wyposażonej wyspy lub sklepu to wyjść z pustymi rękami nie mogę. Tak też było tym razem. Zaplanowałam więc, że dokupię granatowy cień - najlepiej satynowy bo brakuje mi takiego w palecie. 


Plan oczywiście został zrealizowany. Wybrałam ten o wykończeniu perłowym nr 428. Do niego dobrałam sobie jeszcze satynowy nr 121 i 160 który od razu przykuł moją uwagę. 


Do tego duraline bo mój stary się przeterminował. Karnawał rządzi się swoimi prawami więc na pewno się nie zmarnuje. 


Na tym miałam stanowczo zakończyć zakupy w Inglocie ale coś mnie podkusiło i wychodząc wróciłam na stanowisko i dokupiłam dwa cienie sypkie nr 85 i 24. 


Prezentują się genialnie. Pierwszy to brąz mieniący się na lekki fiolet i połyskujący na lazurowy odcień zieleni a drugi to klasyczny odcień starego złota bardzo modny w tym sezonie. 



W Naturze spotkałam promocję na podkład Skin Balance od Pierre Rene który ma dość dobre opinie i postanowiłam go wypróbować. Do tego brzoskwiniowy cień Kobo który również był na promocji i konturówka Catrice. 


Kupiłam też dwa lakiery. Jeden bezbarwny z Essence i My Secret z serii Nail Art do zdobień.  


Do tego zapas szamponu (mój ulubieniec Balea niestety dobija dna) i farba do włosów którą się używam najczęściej. 


Na koniec absolutny hicior od firmy Tołpa. Krem na dzień o lekkiej formule który świetnie nawilża suchą i wrażliwą skórę. 


Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem konsystencji i przyjemnego uczucia które daje na twarzy. Mam przeczucie, że będzie moim ulubieńcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.