Trzy doby.


W szpitalu spędziłam trzy doby czyli względne minimum po cesarce z czego bardzo się cieszę bo nie wytrzymałabym tam ani jednego dnia dłużej. 

Pierwsza doba o której wspominałam w poprzednim poście nie zapowiadała się tak źle... nic mnie nie bolało bo wlewali we mnie coraz to nowsze środki przeciwbólowe. Jedyne co czułam to lekkie zmęczenie, dopiero pod wieczór kiedy po raz pierwszy ściągnięto mnie z łóżka miałam ochotę umierać. Na szczęście szybko mi przeszło. Bardzo miła pielęgniarka pomogła mi się ubrać i ogarnąć. Towarzyszyła mi od samego początku kiedy tylko przywieziono mnie na stół operacyjny. Każdy kolejny raz bolał znacznie mniej a do rana opanowałam sztukę "bezbolesnego" wstawania. Fakt faktem zmiana pielęgniarek które trafiła mi się od 19 do 7 rano była co najmniej KIEPSKA. O pomoc szkoda było się upominać. Leki przeciwbólowe podawane z mega opóźnieniem bo w TV leciał akurat jakiś serial a o samej nocy lepiej już nawet nie wspominać bo przeciwbólowego nie dostałam. Pielęgniarki chrapały sobie w najlepsze- najgłośniej na całym oddziale... 
Z bólu dostałam mega drgawek i było mi niewyobrażalnie zimno... dopiero nad ranem dostały olśnienia i przypomniały sobie o wszystkich swoich niedopatrzeniach. 


Zaczął się nowy dzień. Po śniadaniu (zupa mleczna) i wizycie lekarza a właściwie lekarzy bo było ich chyba z dziesięciu nadszedł długo wyczekiwany moment. Przywieziono mi mojego synka. Od tej pory jesteśmy nierozłączni. Przyznam, że ciężko mi było się nim zajmować w pierwszej chwili. Był taki malutki niczym okruszek a mi trzęsły się ręce na samą myśl, że mam go podnieść. Nie było jednak tak źle szybko nabrałam wprawy. Kłopot sprawiał mi jedynie wózek w którym leżał. Aby bezpiecznie go wyciągnąć lub włożyć musiałam stać na palcach co było dość trudne po zabiegu który przeszłam, ale do tego też z czasem zdążyłam się przyzwyczaić. Noc mały spędził ze mną w łóżku. Było nam cieplej we dwójkę i zdecydowanie wygodniej. Szybciej mogłam zareagować na jego potrzeby. 
Warto wspomnieć również, że zanim pojawił się pokarm w moich piersiach dokarmiałam synka mlekiem modyfikowanym. Najpierw był to Bebilon zdecydowanie mu nie smakował. Pił mało, zwracał, często mu się ulewało... Później spróbowaliśmy mleka NAN H.A 1 z którym poszło nieco lepiej . 

Ta noc nie była najgorsza. Dziewczyny z którymi dzieliłam salę mocno chrapały. Przyznam, że mega mnie to denerwowało. Nie lubię tego odgłosu ale musiałam się uspokoić i jakoś zasnąć. Udało mi się z wielkim trudem prawie nad ranem. Byłam tak wyczerpana, że nie zauważyłam nawet kiedy pobierano mi krew do badania...


Kolejny dzień był super. Doszłam już do kompletnej wprawy. Odwiedził mnie mój lekarz który prowadził całą moją ciążę, przyjaciółka i mój najwspanialszy mężczyzna który był ze mną każdego dnia. Sama nie wiem jak mogłam o tym nie wspomnieć wcześniej ! Był dla mnie mega wsparciem. Gdyby nie on to sama nie wiem co by ze mną było. Zmiana pielęgniarek trafiła się super. Udzielono mi instrukcji w sprawie karmienia. Nagromadziłam dużo pokarmu... fakt faktem pozycja której mnie uczono niewiele ma wspólnego z tym co jest teraz ale najważniejsze, że się udało i mamy mleko! W nocy nowa zmiana pielęgniarek - ta bardziej gburowata i opryskliwa - po cichu liczyliśmy, że będzie to nasza ostatnia noc w szpitalu i mieliśmy rację. 

Rano, po wizycie wykonano ostatnie badania. Koło południa pojawiły się wyniki i mój wypis. Chwilę później wpisano też Arona - decyzja zapadła ! Jedziemy do domu !!!!! Oczekiwanie na tatusia który miał nas odebrać niesamowicie się dłużyło i przeciągało. Przyznam, że spakowałam torbę w pięć minut i przez kolejne dwie godziny nerwowo spoglądałam na zegarek ! Najdłuższe dwie godziny w moim życiu ever! 




Kiedy dotarliśmy do domu, pochowaliśmy się wszystkim zgromadzonym jacy to jesteśmy piękni i wspaniali i zrobiliśmy nasze pierwsze zdjęcie w domu... 



O szpitalnych perypetiach koniec opowieści... czas nadrobić pierwsze dwa tygodnie życia i opowiedzieć o dość nielubianej przeze mnie czynności którą wykonuję bo kocham najbardziej w świecie mojego synka i wiem, że jest ona konieczna. Kto zgadnie co mam na myśli? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.