Karmienie piersią.

Część z was szybko poradziła sobie z zagadką którą przygotowałam dla was w jednym z przednich postów. Karmienie piersią było i w sumie nadal jest moim codziennym koszmarem. Dlaczego ? O tym w dalszej części wpisu...


Zaczęło się zupełnie niewinnie w szpitalu. Zawsze wydawało mi się, że to takie naturalne i proste nakarmić własne dziecko. Niestety kompletnie się rozczarowałam. 
Pokarm pomimo cesarki przyszedł bardzo szybko bo już następnego dnia po zabiegu moje piersi były wręcz obolałe z nadmiaru mleka. Przystawianie rozpoczęłam od pozycji klasycznej która okazała się najgorszą z możliwych gdyż nie mogłam ogarnąć własnej piersi. Nie wiem jak radzą sobie inne właścicielki pokaźnego biustu ale w tej chwili stał się on moim przekleństwem. Pierś nie mieściła mi się w dłoni a kiedy udało mi się ją jakoś złapać tak by dziecko mogło chwycić sutek i odpowiednio się przyssać cierpły mi najpierw palce a następnie cała dłoń. Sam proces przystawienia kosztował mnie wiele nerwów i stresu. Nie radziłam sobie kompletnie ani z prawą ani z lewą piersią. Oczywiście w szpitalu nikt nie zasugerował mi innej pozycji do wszystkiego doszłam już sama w domu ale zanim to nastąpiło przeżyłam mnóstwo stresu i nabawiłam się guzków z nadmiaru mleka które okropnie bolały. Poszukiwania laktatora również nie były łatwe. Zdesperowana, godzinę przed zamknięciem aptek (dzień przed wigilią) zupełnie spontanicznie zakupiłam ręczny laktator firmy Lovi. 



Odciąganie nadmiaru pokarmu było dla mnie ogromnym ukojeniem i przyniosło ulgę. Niestety nie zastąpiło ono w zupełności karmienia nad czym bardzo ubolewam gdyż uważam to za 1000 razy bardziej wygodną sprawę. 

Próba karmienia na leżąco i w pozycji klasycznej pozostaje dla mnie do dziś totalną abstrakcją. Nie ogarniam tematu i nie mam już siły na podejmowanie kolejnych prób. 
Obecnie opanowałam pozycję spod pachy, która jest dla mnie najwygodniejsza. Karmienie nie jest już takie stresujące jak było na początku ale nadal nie należy do moich ulubionych zajęć. Ciężko jest się wygodnie ustawić, zajmuje to chwilę czasu a mój synek bardzo ale to bardzo nie lubi czekać. Strasznie się wtedy złości i wygina co znacznie utrudnia zadanie. Czas który spędzam na karmieniu piersią bywa dość długi. Rekord to prawie cztery godziny. Pupy po takim czasie dosłownie nie czuję, nie mówiąc już o ręce którą trzymałam Arona. Czasem nie ma czasu wygodnie się usadowić, wtedy do całej reszty dołącza również ból pleców. W najlepszym wypadku taka posiadówka trwa 20-30 min. przy jednej piersi. Z czasem przekonałam się również do używania osłonki na pierś Lovi (moja jest w rozmiarze S) która znacznie zmniejszyła dyskomfort odczuwalny podczas intensywnego ssania. 


Obecnie mój plan zakłada, że będę karmić syna przez trzy pierwsze miesiące. Nie wykluczam, że będzie to dłużej jednak na obecną chwilę wolałabym zakończyć tą przygodę jak najszybciej. Opracowałam bardzo prosty plan który pozwala mi nie marnować nocy na dwu godzinne przesiadywanie z piersią na wierzchu. W ciągu dnia kiedy czasu i siły jest więcej karmię syna naturalnie przystawiając do piersi , nadmiar pokarmu odciągam tak aby zapełnić 3 butelki 150 ml każda aby w nocy móc podać odciągnięty pokarm i zaoszczędzić trochę czasu na sen. Pierwszą butelkę podajemy zazwyczaj już po kąpieli. W zależności od tego jak Aron śpi w nocy, wstajemy różnie czasem jest to 8 rano czasem śpimy sobie do 10 - oczywiście z przerwą na butelkę i zmianę pieluszek. 


Podsumowując karmienie nie sprawia mi przyjemności i nie jest ani trochę relaksujące jak twierdzą wszystkie broszury i książki które miałam okazję trzymać w ręku. Robię to bo bardzo kocham moje dziecko i chcę dla niego wszystkiego co najlepsze. Skoro mój pokarm, jest dla niego najlepszy to oczywiste że chcę mu go dawać jak najwięcej mimo że niejednokrotnie kosztuje mnie to mnóstwo nerwów...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



SZABLON BY: PANNA VEJJS.