Nocny alarm...

W nocy z 17 na 18 grudnia położyłam się spać tak jak zwykle... Byłam przygotowana na to, że przed 8 rano trzeba będzie zgłosić się do szpitala na ostatnie przygotowanie do cesarskiego cięcia. Sam fakt operacji wcale mnie nie przerażał. Byłam mega optymistycznie nastawiona. Wiedziałam, że dostanę znieczulenie, wyciągną bobaska później trochę mnie poboli i będę mogła już tylko się cieszyć. Życie zaplanowało jednak dla mnie inny scenariusz... około 2:30 podczas snu odeszły mi wody ! Nigdy nie zapomnę tego uczucia przerażenia bo przecież nie tak miało być!?
W pośpiechu zaczęliśmy się ubierać, ciężko było mi opanować wypływającą ciecz z pomiędzy moich nóg. W samochodzie co 2 minuty miałam skurcze, jak się okazało nie najbardziej bolesne jakie w tym dniu poczułam ale o tym później... Do szpitala dojechałam mokra ale jakoś wcale się tym nie przejmowałam...Przyjęto mnie na oddział, podłączono ktg i około 3-ciej pojawiły się pierwsze skurcze porodowe, które wraz z upływem czasu stawały się coraz silniejsze. Leżałam w pustej sali, co chwilę ktoś do mnie zaglądał sprawdzał parametry na ktg i pytał jak się czuję. Głównie były to pielęgniarki, miłe, serdeczne... pomagały mi wstawać i iść do łazienki. Z wyjątkiem tej jednej która zabroniła mi takich spacerów i pomimo próśb i błagań ignorowała moje potrzeby. Nawet nie wiecie jaka byłam wtedy zła. Pomijając ten fakt i to, że skurcze były tak silne, że miałam ochotę umrzeć czułam się świetnie. Resztę nocy pisałam sms'y do mojego mężczyzny i znajomych których zdążyłam poinformować o całym zajściu... Dopiero około godziny 6:30 ból stał się tak niewyobrażalnie silny i uporczywy, że nie mogłam utrzymać w ręku telefonu. Po godzinie 7 zajrzał do mnie lekarz i zadecydował o cesarskim cięciu które notabene było już dawno zaplanowane - niestety nikt mnie nie słuchał i musiałam męczyć się kilka godzin dłużej. 

Następnie przewieziono mnie na salę. Zapamiętałam ją bardzo dobrze. Jeśli lubicie serial Grey's Anatomy to na pewno będziecie mogli sobie to wyobrazić. Piękna, wręcz błyszcząca i bardzo czysta a w niej masa ludzi w śmiesznych morskich kubraczkach i maskach na twarzy. Później nie było już tak miło, najgorszy moment (nie wliczając skurczy) to wbicie igły w kręgosłup. Lubię igły, nie boję się ich ale ciężko jest zapanować nad odruchem kiedy ktoś majstruje nam w plecach igło-gwoździem a my mamy być zgięci i jeszcze się nie ruszać. Pani anestezjolog nie należała do najmilszych osób i kilka razy podniosła na mnie głos. Poczułam olbrzymi dyskomfort psychiczny ale szybko mi przeszło bo przecież znalazłam się tam w konkretnym celu i na nim musiałam się skupić. 
Znieczulenie zaczęło działać, nogi mi zdrętwiały. Naprawdę dziwne uczucie kiedy nie można poruszyć palcem u stopy, wstać nie mówiąc już o chodzeniu.  

Jeśli chodzi o samo cięcie nawet nie wiem kiedy zostało wykonane. Chwilami widziałam w lusterku swoje wnętrzności i to jak lekarze naciskają mój brzuch. Byłam pewna, że dziecko się wyciąga a nie wyciska z brzucha matki ale widać człowiek uczy się całe życie. W pewnym momencie z boku podeszła do mnie Pani i pokazała mi małego chłopca upapranego od czubka głowy po mały palec u nogi w galaretowatym płynie. Wybiła 8:05 a ja zostałam matką ! Poczułam ogromną radość. Tego nie da się opisać... nawet nie będę próbować... 

Później szycie i przewiezienie na salę.  Czułam się dosłownie jak wieloryb którego przerzucano z łóżka na łóżko. Znieczulenie nadal działało. Stopniowo podawano mi też nowe środki przeciwbólowe i morfinę. Było okej. Wieczorem jednak zaczęły się schody - czas wstać z łóżka. Pierwszy raz był najgorszy. Miałam okropne zawroty głowy. Chciało mi się wymiotować a nogi były jak z waty. Nie miałam siły nawet stać. Noc minęła szybko choć każda podróż do toalety była dla mnie olbrzymim wysiłkiem. Przeżyłam !

    
Obudziłam się i walnęłam dla was pamiątkową fotkę ! 
Zjadłam śniadanie, podawali zupę mleczną - mega niedobrą. Wyglądała jak mleko ze smarko-glutem ale zjadłam. Musiałam....

Po porannej wizycie lekarzy przywieziono mi mojego Arona.
Pamiętam, że odzyskałam wtedy wszystkie siły do działania. 



Mam nadzieje, że usatysfakcjonowała was moja opowieść o pierwszej dobie w szpitalu i o samej akcji porodowej. Jeśli macie jakieś pytania - piszcie w komentarzach postaram się odpowiedzieć... 

Makijaż na pożegnanie roku 2013 !


Dziś kolejny krótki wpis makijażowy. Przyznam, że po raz pierwszy od kilku lat pożegnam stary rok i przywitam nowy we własnym domu... 

Wcale nie żałuję. Pierwsze święta, pierwszy sylwester, wszystko jest takie nowe, magiczne i świeże kiedy spędza się go z ukochaną rodziną. Pewnie nawet się nie pomaluję ale gdyby jednak zaszła taka konieczność z pewnością nie będzie to nic wyrazistego. Staram się używać jak najmniejszej ilości kosmetyków ze względu na mojego świeżo urodzonego synka który powoli oswaja się z zapachem kosmetyków które stosuję.

 Nie jestem w stanie odmówić wam sylwestrowej inspiracji dlatego wcześniej skrobnęłam coś specjalnie na tę okazję.  


Mam nadzieję, że makijaż wam się podoba i zainspiruje was do działania! 


Koniecznie pochwalcie się co zmalowałyście ! Podlinkujcie  w komentarzach jeśli opublikujecie gdzieś swoje dzieła ! 

Mama się chwali !

Witamy Was po wyjątkowych dla naszej rodziny świętach ! Bardzo dziękuję, za wszystkie wiadomości które od was otrzymałam i za życzenia świąteczne. Niestety nie udało mi się odpisać na każdą wiadomość o czasie za co  przepraszam...



 Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam mojego syna Arona który przyszedł na świat 18 grudnia czyli o jeden dzień wcześniej niż to sobie zaplanowałam... Zgodnie z obietnicą w kolejnych postach opowiem jak to wszystko się potoczyło, o moich odczuciach, przemyśleniach związanych z pobytem w szpitalu, porodem itd...  

BingoSpa - Maska do twarzy ze 100% olejem winogronowym .

Moja przygoda z testowaniem produktów BingoSpa dobiega końca. Dziś pokażę wam ostatni z trzech kosmetyków który  otrzymałam do testów. 


Maska do twarzy zawiera 5% czystego oleju winogronowego oraz ujędrniający kompleks algowy. Dostępna jest w sklepie internetowym BingoSpa [klik] w cenie 12 zł za 120g.


Jak podaje producent : "(...) poprawia nawilżenie i elastyczność skóry oraz wspomaga jej regenerację.".


Konsystencja maseczki przypomina mi budyń śmietankowy. Świetnie się rozprowadza i pozostaje niewidoczna na twarzy po rozsmarowaniu. 


Zapach produktu według mnie nie należy do najprzyjemniejszych, jest bardzo delikatny w moim odczuciu przypomina kleik ryżowy który niestety nie kojarzy mi się najlepiej. 

Maska przeznaczona jest do pielęgnacji cery tłustej, mieszanej i zanieczyszczonej. Należy nanieść ją na oczyszczoną twarz na około 15min a następnie spłukać letnią wodą. Przyznam, że na mojej cerze która z natury jest dość sucha sprawdza się równie dobrze.


Podsumowując jestem zadowolona z tego kosmetyku jednakże z wszystkich przetestowanych produktów ten nie uchwycił mojego serca i nie wiem czy zakupię go ponownie. 
Buzia jest po nim niesamowicie miękka i niezwykle gładka ale czegoś mi w niej brakuje... 

Makijaż świąteczny.


Obserwując koleżanki z blogów makijażowych postanowiłam nie robić kolejnego mocnego make upu. Skomponowałam dla was coś klasycznego co każda z was z łatwością wykona w swoim domu w krótkim czasie przy pomocy jak najmniejszej ilości kosmetyków.   


W wykonaniu tego makijażu ważne jest użycie dobrego podkładu który idealnie zakryje nasze niedoskonałości i wszelkiego rodzaju przebarwienia. Należy również pamiętać o utrwaleniu całości pudrem matującym- najlepiej sypkim. 
Kości policzkowe delikatnie muskamy bronzerem aby uwydatnić kości policzkowe. Wewnętrzny kącik oka rozświetlamy białym lub szampańskim satynowym cieniem który aplikujemy także w małej ilości pod łukiem brwiowym. Całość powieki pokrywamy jasnym cielistym cieniem najlepiej na bazę co przedłuży trwałość makijażu. Średnim brązem podkreślamy załamanie powieki i mocno rozcieramy. Na koniec tuszujemy rzęsy naszym ulubionym tuszem i gotowe! Jeśli tak jak ja nie jesteście posiadaczkami pięknych brwi warto pamiętać o skorygowaniu ich kształtu. Jak wykonać makijaż brwi krok po kroku pokazywałam na blogu już wcześniej [klik]. 


Na koniec usta. Jeśli tak jak ja zdecydujecie się na czerwień, polecam wam wybranie produktu Maybelline SuperStay 10H Tint Gloss który pozwoli wam jeść i pić nie martwiąc się o kolor pozostający na waszych ustach przynajmniej przez 3-4 godziny.

Na koniec pokażę wam moje ulubione, mocniejsze wersje makijażu świątecznego prosto z naszego PL youtuba. 





Mam nadzieję, że każda z was znajdzie coś dla siebie! 
Pozdrawiam! 


To już jutro !

Kiedy czytacie tego posta ja pewnie stoję już jedną nogą w szpitalu i czekam na przyjęcie na oddział położnictwa. To będzie długa środa! CC mają wykonać dopiero w czwartek wnioskuję więc, że cały ten dzień będą mnie przygotowywać do tego wielkiego wydarzenia... Trzymajcie kciuki! Obiecałam sobie, że jeśli przetrwam noc, tzn. nie padnę na zawał serca i nie dostanę nerwicy jak usłyszę czyjeś chrapanie to przetrwam już wszystko... ;-) 


Jednak dzisiejszy wpis nie będzie o uczuciach które na chwile obecną mi towarzyszą! Chciałam wam pokazać, że wszystko jest gotowe, że ja jestem gotowa - przynajmniej tak mi się wydaje! Ciuszki wyprane i wyprasowane widzieliście już w poprzednim wpisie - ostatnio jeszcze ich przybyło więc żadna pogoda nam niestraszna... czy słońce czy deszcz damy radę! 


Zaopatrzyliśmy się też w pościel, ciepły i cienki koc, ręczniki z kapturkiem, kombinezon, wanienkę, stojaczki, rożki i wiele innych mniej lub bardziej "dziwnych" rzeczy. 


Zapas kosmetyków też mamy spory. Brakuje nam jeszcze tylko pampersów i szczotki z naturalnego włosia ale to w rękach Tatusia. Mam nadzieję, że zapamięta i zakupi wszystko do naszego powrotu. Jeśli chodzi o butelki i smoczek postawiliśmy na Lovi. Było gorąco ale jak zawsze postawiłam na swoim =] !


Pokój jest prawie gotowy. Brakuje tylko dywanu który stoi zwinięty i czeka na swoją premierę. Przyznam, że dopiero po zrobieniu zdjęć zauważyłam, że czegoś mi tu brakuje... to właśnie dywan!

Do zobaczenia ! 

BingoSpa - mocny peeling błotny.


Dzisiaj chciałam wam zaprezentować drugi produkt który jest owocem mojej współpracy ze sklepem BingoSpa i z którego odkrycia jestem (chyba) na dzień dzisiejszy najbardziej zadowolona. 


Mocny peeling błotny do twarzy z kwasem glikolowym i mlekowym oraz kwasami owocowymi dostępny jest w sklepie internetowym BingoSpa [klik] w bardzo korzystnej cenie 18 zł za 100g produktu. 


Jak podaje producent: "(...) usuwa z twarzy martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 5% mielonych pestek z owoców, kwas glikolowy, kwas mlekowy i pięćdziesięcioprocentowe kwasy owocowe."


Konsystencja przypomina typowy drogeryjny peeling do twarzy. Świetnie się rozprowadza a drobinki zawarte w zielonej mazi zaliczyłabym do dość dużych i średnio ostrych. O dziwo wcale mi to nie przeszkadza, choć jak już wspominałam wielokrotnie na blogu wole te nieco drobniej i ostrzej ścierające. 


Produkt jest bardzo wydajny. Zapach nie należy do najprzyjemniejszych. Rozprowadzam go bezpośrednio opuszkami placów omijając okolice oczu. Delikatnymi ale energicznymi ruchami masuję skórę następnie pozostawiam go na minutę i spłukuję letnią wodą. 

Producent zaleca stosowanie peelingu raz w tygodniu przy cerze suchej i dwa razy w tygodniu przy cerze tłustej lub mieszanej.

Należy pamiętać, że: "(...)w czasie stosowania preparatów zawierających kwasy AHA, kwas glikolowy, kwas mlekowy należy bezwzględnie unikać eksponowania skóry na promieniowanie UV.".


Podsumowując, produkt bardzo przypadł mi do gustu i oprócz ulubionego peelingu drobnoziarnistego z perfecty (który stosuję od kilku dobrych lat) jest moim ulubieńcem roku. 

Skóra po nim jest niezwykle miękka i gładka w dotyku a jednocześnie bardzo mocno oczyszczona. Odkąd stosuję ten produkt zauważyłam znaczna poprawę stanu mojej skóry. Zniknęły rozszerzone pory wokół nosa i te niewielkie na brodzie. Na nosie zostało ich sporo ale myślę , że to tylko kwestia czasu... 

5 DNI !


Kochani dziękuję za zainteresowanie i wsparcie z waszej strony ! Jest mi niezwykle miło, że oczekujecie ze mną tego wielkiego dnia i wciąż dopytujecie się o szczegóły. 
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem nasz synek przyjdzie na świat 19 grudnia czyli już za 5 dni ! 

W środę rano przed zgłoszeniem się do szpitala mam zamiar dodać ostatni post w którym pokażę wam co udało nam się przygotować dla maluszka a po powrocie ze szpitala na pewno podzielę się wrażeniami i opowiem jak było! 
Trzymajcie kciuki !

Ulubione zapachy...


Rzadko dzielę się z wami moimi niekosmetycznymi fascynacjami. Staram się uzewnętrzniać poza blogiem głównie na instagramie lub na facebook'u gdzie gromadzą się osoby szerzej zainteresowane tym co lubię i co się u mnie dzieje a bloga pozostawiam tematowi który go dotyczy. 

 Dziś jednak, dla odmiany pokażę moje ulubione zapachy Yankee Candle które miałam okazję wypróbować w ciągu bieżącego roku. Zdradzę wam, że moim ulubieńcem jesienno-zimowym jest niedostępny już zapach cinnamon & sugar którego resztki właśnie wypalam i strasznie nad tym ubolewam.  


Inne zapachy które podbiły moje serce to:

*Clean Cotton
* Sparkling Lemon
*Midsummer's Night
*French Lavender
*Mango Peach Salsa
 *Sweet Strawberry
* Warm Spice
 *True Rose

oraz ponadczasowy Soft Blanket który polecam w szczególności dla osób które dopiero zaczynają swoją przygodę z produktami YC lub chcą komuś sprawdzić miły prezent. 

Co jak co ale "misiowy" zapach na pewno  spodoba się każdemu!
Jakie zapachy YC należą do waszych ulubieńców? 
 Gdzie najchętniej kupujecie woski, samplery i świece online? 

Wykończeni - listopad .


Pomimo ogromnego lenistwa które ogarnęło mnie w listopadzie udało mi się wykończyć kilka produktów. Sama nie wiem czy cieszyć się czy płakać. Lubię zużywać kosmetyki ale ciężko mi się z nimi rozstać zwłaszcza jeżeli dobrze mi służą... W tym miesiącu nie mam na co narzekać. Wszystkie produkty są dobre i używanie ich to czysta przyjemność. 


Johnson's nawilżający żel pod prysznic z gliceryną to świetny produkt bezzapachowy który polecałabym kobietom w ciąży z bardzo silnie wyczulonym węchem lub wszystkim tym którzy nie lubię intensywnych zapachów i mają bardzo wrażliwą skórę. ( nie pieni się )

Borowinowy żel BingoSpa miałam okazję recenzować niedawno na blogu. [klik] Polecam każdemu kto lubi "męskie" zapachy. (nie pieni się )


Ultra nawilżający żel do mycia twarzy AA to mój faworyt i choć nie kupiłam 3-go opakowania z pewnością do niego powrócę. [klik

Kilka saszetek od perfecty z moimi ulubionymi maskami i peelingami. Polecam wszystkie co do jednej!



Emolium krem barierowy to produkt który stosuję w okresie gdy moje dłonie są bardzo przesuszone, wręcz zaczynają pękać. Szybko radzi sobie z problemem i pozostawia dłonie piękne i gładkie. Kupić go można  w każdej dobrej aptece.

Produkty od Scholl to najlepsze co według mnie można podarować stopom. Niestety nie jest to najtańszy kosmetyk i dość szybko się kończy jednak na popękane pięty to jedyne lekarstwo !


Mgiełka do włosów Jantar zalicza się do moich osobistych odkryć tego roku. Produkt świetnie działa na włosy dodatkowo chroni je przed szkodliwym promieniowaniem UV. Świetny na wakacje! Na pewno do niego powrócę. [klik

Rexona Crystal to moja ulubiona seria dezodorantów w kulce tej firmy. Na mnie działa w sam raz. Nie wymagam od niej cudów gdyż obecnie nie uprawiam żadnych sportów a na co dzień sprawdza się idealnie. Nie zawiodła mnie nigdy. 


Swój owocny żywot (jak widać na zdjęciu) zakończyła czarna kredka Avon którą codziennie malowałam swoje brwi. [klik] Chyba najsmutniejsze wykończenie w listopadzie. Już od wielu lat nie miałam żadnej innej czarnej kredki gdyż ta jest moim numerem jeden. Niestety nie miałam jej u kogo zamówić i musiałam kupić coś w drogerii. Wymieniłam ją na kredkę Lovely. Jest dobra ale szału nie ma. 

Golden Rose Maxim Eyes Mascara należy do tych produktów do których na pewno wrócę. Byłam z niej zadowolona i jeśli nadarzy się okazja kupię ją ponownie. [klik]

Maybelline Colossal Volum Cat Eyes Mascara jest równie miło przeze mnie wspominana. Daje całkowicie inny efekt jak ta od Golden Rose dlatego polecam wam wrócić do moich wcześniejszych wpisów i zobaczyć jak obydwie wyglądają na zdjęciach. Do tej maskary również wrócę z przyjemnością. [klik]

Purple Royal Make Up


Najwięcej radości w prowadzeniu bloga daje mi możliwość prezentowania makijaży. Od zawsze uwielbiałam malować siebie i innych dlatego za każdym razem kiedy tylko mam okazję, fotografuję swoje "dzieła" aby pokazać wam je właśnie tutaj, na moim blogu. 


Okres ciąży nie sprzyja rozwijaniu mojej pasji ale przyznam, że wytrwale gromadzę efekty swojej pracy.
W czasie gdy nie będę mogła zaglądać tutaj tak często nie chcę zostawiać was z niczym dlatego najbliższy czas poświęcę głównie na pisanie "zapasowych" postów. Będą one dość krótkie i dotyczące raczej spraw bieżących takich jak projekt denko, ulubieńcy ostatnich miesięcy itd. 


Jeśli chodzi o makijaż wybrałam kolejny raz kolor fioletowy. Uważam, że świetnie pasuje do zielonej tęczówki takiej jak moja ale sprawdzi się również w przypadku brązowej. Ten sam makijaż można wykonać bazując na kolorze turkusowym lub royal blue i daję wam słowo,że będzie wyglądał równie efektownie. 


 Pewnie zastanawia was widok fioletowych uszu i plam na moim czole... cóż... nic dziwnego bo wygląda to co najmniej dziwnie ale jest to efekt nieudanego zabiegu z szamponem koloryzującym o którym pisałam wcześniej. (klik

 

Mam nadzieję, że makijaż przypadł wam do gustu. Zapraszam was również na mojego facebook'a i instagram gdzie będziecie mogli śledzić moje poczynania na bieżąco. 



SZABLON BY: PANNA VEJJS.