Makijaż inspirowany książką " UPADŁE DAMY II RZECZPOSPOLITEJ "

Jakiś czas temu trafiła do mnie książka pt. "Upadłe damy II Rzeczpospolitej Prawdziwe Historie" do której zobowiązałam się wykonać makijaż inspirowany okresem historycznym i postaciami z losowo wybranego fragmentu. Uwielbiam takie wyzwania, dlatego już pierwszego dnia zabrałam się za czytanie. Lubię lata dwudzieste XX wieku, w których rozgrywa się akcja książki dlatego jej przeczytanie nie zajęło mi zbyt wiele czasu i bardzo miło wspominam chwile spędzone nad tą lekturą. 


Fragment który wylosowała dla mnie Ewa z bloga "Malinowy Świat" nie przedstawia stricte zbrodniarki ani jej losów. Wprowadza nas jednak w tajemniczą historię pewnego morderstwa... 


Fragment: "Charlotta Gierszewska umówiła się z mężem przez telefon na obiad. Wprawdzie nie mieszkali już razem, ale często spotykali się na neutralnym gruncie, w restauracjach lub kawiarniach. Godzina tej rozmowy nie jest jasna. Charlotta stwierdzi, że prawdopodobnie toczyła się około południa, ale głowy za to nie da.
Z różnorodnego szmeru telefonicznych dyskusji Marynie zapadło w pamięć jedno, urwane zdanie, które Gierszewski rzucił około godziny dziesiątej. Nie wiedziała, z kim toczyła się rozmowa. Być może z Charlottą, choć służąca typowała raczej Kucharską, z którą pan inżynier był umówiony. W tym momencie zresztą nie przywiązywała do tego większej wagi. Do jej uszu dotarło: 
– To już idziesz, więc tak za kwadrans będziesz…
Pewnie od razu zapomniałaby te słowa, gdyby nie dziwne zachowanie pracodawcy. Gierszewski bezpośrednio po telefonie wyszedł z gabinetu i poprosił ją, by zamiast sprzątać pokoje, poszła do kuchni. Zarazem jednak podkreślił, że życzy sobie, aby zostawiła wszystkie drzwi otwarte.
Przez kolejną godzinę – wbrew telefonicznej zapowiedzi – na pewno nikt do domu nie przyszedł. Jeśli inżynier spodziewał się, że nastąpi coś, co Maryna ewentualnie powinna usłyszeć, to musiał być w błędzie. Dopiero przed jedenastą nieco zirytowany – a na pewno zniecierpliwiony – Gierszewski wparował do kuchni, narzekając na ostry zapach smażonej cebuli. Smród tak bardzo wiercił go w nosie, że sam pozamykał wszystkie drzwi, które wcześniej kazał zostawić otwarte. Dopiero za kilka dni Maryna uświadomi sobie, że w ten oto sposób smażona cebula zaważyła na jego życiu.
Teraz przez ciężkie kuchenne wrota służąca już nic nie słyszała. Od blatu, na którym przygotowywała obiad, oderwał ją dopiero dzwonek do głównych drzwi. Odruchowo spojrzała na zegar – była dwunasta w południe.
Przed wejściem stał Spaczyński, młody chłopak pracujący w banku jako posłaniec. Przyniósł ze sobą zawiadomienie o płatności weksla, wymagające pisemnego poświadczenia przez adresata. Młodzieniec już nieraz przychodził do nich z przesyłkami, więc służąca bez wahania wpuściła go do środka. Sama podeszła do drzwi gabinetu i delikatnie zapukała. Nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Spróbowała zapukać raz jeszcze, tym razem głośniej. Z wnętrza wciąż dochodziła tylko cisza. Wyjaśniła na głos, o co chodzi, ale nawet na to Gierszewski nic jej nie odpowiedział. Wreszcie poddała się, przekonana, że pan inżynier musi być czymś bardzo zajęty albo zasnął nad papierami. Przeszło jej także przez myśl, że po prostu gdzieś wyszedł, kiedy ona była w kuchni, ale gdy pociągnęła za klamkę, drzwi stawiły opór. Były zamknięte na klucz, a Gierszewski nigdy ich przecież nie zamykał, wychodząc z domu. Musiał więc być w środku.
Maryna przeprosiła gońca za problem i zaproponowała, że sama pokwituje odbiór listu. Następnie, niewiele myśląc o całej sprawie, poszła z powrotem do kuchni. Niedługo ze spaceru wróciła matka Gierszewskiego, Stanisława. Ona także próbowała dostać się do gabinetu, by zapytać, czy spotkanie z wyrodną córką w ogóle doszło do skutku, a jeśli tak, to jak bardzo opłakane były jego rezultaty. Niczego się jednak nie dowiedziała, bo drzwi nadal były zamknięte. Zdziwiło ją to, ale wzruszyła ramionami i poszła się odświeżyć.
O czternastej Maryna podała obiad. Pan inżynier nie przyszedł do jadalni, więc raz jeszcze postanowiła zapukać do drzwi gabinetu. Tym razem głośno i energicznie, jakby się w domu paliło. Znów bez skutku. Tak długi brak odpowiedzi zaczął ją wreszcie niepokoić. O czym jak o czym, ale o obiedzie pan inżynier nigdy nie zapominał! Stanęła na palcach i z trudem zajrzała przez szybkę umieszczoną u góry drzwi. Po drugiej stronie zobaczyła Gierszewskiego – siedział nieruchomo za biurkiem, nieco pochylony. Trzymał w ręku pióro, ale nie pisał. Oczy miał lekko przymknięte, ale nie spał. Nagle Marynę przeszył zimny dreszcz.
Czy on… nie żyje? "


Co kryje się za sprawą tajemniczej śmierci pana Gierszewskiego? O tym dowiecie się czytając rozdział "Pogoda dla bogaczek". Zdradzę wam jednak, że książka zawiera jeszcze ciekawsze historie od tej przedstawionej we fragmencie i naprawdę warto poświęcić jej czas.

Bestsellerowa seria książek "PRAWDZIWE HISTORIE" przedstawia :
Bezwzględne, zdecydowane i zabójczo niebezpieczne
Największe zbrodniarki II Rzeczpospolitej!

Pierwsze Damy II RP, Kobiety dyktatorów, Kobiety dyktatorów 2, Dziewczyny wojenne.


KILKASET TYSIĘCY SPRZEDANYCH EGZEMPLARZY
mówi samo za siebie. 

Kim jest upadła dama? Jak potoczyły się jej losy?


Czy można coś wywnioskować patrząc na załączone fotografie inspirowane postacią?? 


Na koniec dodam, że kamienica w której rozgrywa się akcja przetrwała jako jedna z niewielu nienaruszonych zabytków przedwojennej Warszawy i wygląda dokładnie tak jak opisuje ją autor: 


"(...) robi wrażenie swoją chłodną bryłą i do dziś nosi swoje dawne imię: kamienica Gierszewskich."

Bubel roku ! Ryana-szampon koloryzujący.

Koniec roku tuż, tuż... byłam wręcz pewna, że nic mnie już nie zaskoczy... aż tu nagle w moje ręce trafił szampon koloryzujący marki Verona. Piekło i masakra w jednym.


Pierwszy raz zdecydowałam się na tego typu koloryzację gdyż stwierdziłam, że w końcowym etapie ciąży sposób zmywania i nakładania produktu będzie dla mnie nieco wygodniejszy a przede wszystkim szybszy.  Niestety pomyliłam się...  Nałożenie produktu na długie gęste włosy w sposób dokładny graniczy z cudem a najgorsze jest to, że nie przynosi żadnych efektów.  Zmarnowałam dużo siły i czasu a jedyny efekt którym mogę się pochwalić to zabarwione ręce, uszy i skóra głowy. Włosy niestety nie uchwyciły ani grama koloru... Jestem rozczarowana i nigdy nie skuszę się już na tego typu tanie produkty...

Moja wersja Shades of Grey.


Korzystając z okazji, że mam niewiele siły na sprzątanie i inne codzienne obowiązki postanowiłam spożytkować wolny czas w kreatywny sposób i zrobić to co sprawia mi prawdziwą przyjemność.


Oprócz przeglądania blogów i oglądania ulubionych seriali "poświęcam się" czytaniu bardzo ciekawego zbioru opowiadań kryminalnych. Zainspirowały mnie one do stworzenia makijaży które już wkrótce będzie można zobaczyć na moim blogu. 


Makijaż który prezentuję dzisiaj skupia swoją uwagę głównie na oczach. Tworząc go wykorzystałam tylko 3 kolory cieni : czarny matowy, ciemny szary i srebrny metaliczny. Wyjątkowo zrezygnowałam z czarnej kreski eyelinerem i postanowiłam zagęścić lekko linię rzęs czarą kredką. 


Kości policzkowe jak zwykle mocno podkreśliłam bronzerem a na usta nałożyłam pomadkę w lekkim brzoskwiniowym odcieniu który idealnie pasuje do koloru policzków. Jeśli chodzi o brwi wciąż stosuję tą samą metodę ich wyrysowywania [klik] którą prezentowałam jakiś czas temu na moim blogu. 

Na koniec pytanie: 
Jakich kolorów najchętniej używacie w makijażu wieczorowym? 

Rozgrzewający balsam do rąk - Pat&Rub


Z produktami marki Pat&Rub zapoznałam się jeszcze w pierwszym kwartale bieżącego roku. W moje ręce trafił wtedy między innymi rozgrzewający balsam do rąk o zmysłowym zapachu cynamonu, imbiru i pomarańczy który od pierwszego dnia bardzo przypadł mi do gustu.

Nie jestem freakiem eko-kosmetycznym. Do niedawna nie zdecydowałabym się o zakup balsamu do rąk za 39 zł tylko dlatego, że jest w 100% naturalny, ale dziś śmiało mogę powiedzieć, że wpadłam jak śliwka w kompot !
O rozgrzewającym cacku przypomniałam sobie dwa tygodnie temu. Wraz z gwałtowną zmianą pogody stan mojej skóry na dłoniach nieco się pogorszył a krem którego używałam nie wystarczył aby utrzymać odpowiednie nawilżenie. Sięgnęłam więc po resztkę z tego co zostało mi z wiosny i na nowo się zakochałam.


Balsam ma pojemność 200 ml, zawiera naturalne filtry UV oraz bogatą kompozycję składników takich jak : olejki z cynamonu, imbiru, goździka i szałwii które pobudzają krążenie i odkażają; masło awokado natłuszcza i regeneruje skórę oraz chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi w tym także promieniami UV; masło z oliwek i wyciąg z rumianku wygładza, koi i łagodzi podrażnienia; ekstrakt z cytryny o działaniu rozjaśniającym i odkażającym; kwas hialuronowy nawilża i chroni; alantoina działająca zmiękczająco; prowitamina B5 zmniejszająca pigmentację i odpowiedzialna za uelastycznianie; naturalna witamina E która wygładza, ujędrnia i natłuszcza oraz inne substancje natłuszczjące i nawilżające. 

Skład : Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, D-Panthenol, Allantoin, Cymbopogon Citratus Herb Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Parfum, Cinnamonum Ceylanicum Bark Oil, Salvia Officinalis (Sage) Oil, Eugenia Caryophyllata Bud Oil, Eugenol, Isoeugenol, Limonene, Linalool, Cinnamal, Citral, Geraniol, Benzyl Benzoate


Kosmetyk działa błyskawicznie. Już po pierwszym zastosowaniu widać znaczną poprawę. Dłonie są gładkie i miłe w dotyku. Warto jednak przed zakupem sprawdzić czy odpowiada nam zapach który jest bardzo mocno wyczuwalny i wielu osobom z mojego otoczenia nie przypadł do gustu. 


Olbrzymim plusem tego produktu jest opakowanie wyposażone w pompkę. Dzięki niej możemy zyskać pewność, że nie zmarnuje się ani kropla balsamu co często ma miejsce w przypadku kremów umieszczonych w tubkach. Dla mnie wzorcowy ideał a dla was może świetny pomysł na prezent pod choinkę dla bliskiej osoby. Ja byłabym zachwycona gdyby pod moim drzewkiem znalazł się balsam od Kingi Rusin o super rozgrzewającym działaniu. 

35 tydzień.


Coraz trudniej zebrać myśli. W zeszły wtorek zaliczyłam być może ostatnią wizytę u ginekologa. Dostałam skierowanie na ostatnie badania których wyniki mam zabrać ze sobą do szpitala. Czuję coraz większy stres i napięcie. Z niecierpliwością i wielką obawą spoglądam w stronę kalendarza. Jeszcze jakiś czas temu tak strasznie narzekałam na ciągnące się tygodnie a teraz bardzo chciałabym aby to wszystko zwolniło przynajmniej o połowę.

Jeśli jednak jakimś cudem w ciągu najbliższych 3 tygodni nic się nie wydarzy a maluszek dalej będzie ułożony główką do góry 12 grudnia czeka mnie kolejna wizyta na której umówimy się na cesarskie cięcie. 


Imię które wybraliśmy dla naszego synka wzbudza wiele kontrowersji. Uważam jednak, że podjęliśmy właściwą decyzję i w żaden sposób nikogo w ten sposób nie krzywdzimy. 

Olejek do masażu - Green Pharmacy


Jakiś czas temu w moje ręce trafił antycellulitowy olejek do masażu. Dostałam go w marcu na rzeszowskim spotkaniu blogerek i całkowicie o nim zapomniałam. 
Porządkując kosmetyki odkryłam go na nowo i czuję się nim absolutnie oczarowana dlatego postanowiłam podzielić się z wami moim odkryciem.

Zgodnie z tym co możemy dowiedzieć się od producenta kosmetyk przeznaczony jest do każdego typu masażu ze szczególnym wyróżnieniem miejsc narażonych na powstawanie "skórki pomarańczowej ".

Posiada składniki aktywne: olejek migdałowy, olejki eteryczne limonki, lawendy, jałowca i  cyprysu. 

[kliknij aby powiększyć]

Olejek migdałowy zapewnia idealny poślizg dłoni w trakcie całego zabiegu masażu co pozwala na głęboką penetrację składników aktywnych. 

Olejek eteryczny cyprysu regulując gospodarkę płynami oraz poprawiając krążenie krwi wspomaga walkę z cellulitem. 

Olejek eteryczny jałowca aktywizuje mikro krążenie krwi i trofikę tkanek co przyspiesza wygładzenie powierzchni skóry. 

Olejki eteryczne lawendy i limonki sprzyjają regulacji przemiany materii, stymulują procesy zamiany tłuszczu w energię przez co polepszają kształt sylwetki.

Skład: Paraffinum Liquidum, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Aurantofilia Essential Oil, Lavendula Angustifolia Essential Oil, Juniperus Communis Essential Oil, Cupressus Sempervirens Essential Oil.


Moim zdaniem produkt jak najbardziej godny uwagi. Świetnie nadaje się do masażu ud, pupy, pleców, ramion i brzucha. Posiada świetną oleistą konsystencję która zapewnia idealny poślizg na skórze. Nie wchłania się zbyt szybko, ale chyba oto właśnie chodzi w produktach do masażu. Zapach jest bardzo intensywny więc jeśli macie silnie wyczulone noski na tego typu nuty zapachowe ten może nie przypaść wam do gustu. Działania antycellulitowego do tej pory nie zauważyłam być może dlatego, że obecnie nie stosuję żadnej diety i ćwiczeń ale może również dlatego że nie ma aż tak magicznego działania. Nie mniej jednak jeśli lubicie wieczorne masaże musicie koniecznie spróbować. Na chwile obecną dopatrzyłam się tylko jednego minusika - olbrzymi otwór z którego wylewa się produkt. Warto przelać go do innego opakowania np. po oliwce, zdecydowanie ułatwi to sprawę. 

Pojemność 200 ml 
Cena 12 zł 

Nie wszystko złoto co się świeci.


Dzisiaj kolejny klasyk na moim blogu. 
Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że popadłam w monotonię, zaczęłam się robić nudna i cały czas pokazuję to samo? Coraz częściej łapie się na tej myśli i wyznam wam szczerze, że trochę mnie to niepokoi. 


Nie wiem czy to efekt stanu błogosławionego, czy kompletnego lenistwa ale nie pamiętam już dnia w którym udało mi się poszaleć i stworzyć coś ciekawszego od czarnej kreski na górnej powiece. 


Mam nadzieje, że mi wybaczycie te wszystkie zawirowania i poczekacie na lepsze czasy. Obecnie lepiej idzie mi pisanie recenzji i katowanie kolejnych projektów denko- bo do rzeczy kreatywnych muszę się naprawdę zmuszać.  

W grudniu (o ile zdrowie pozwoli) wybieram się na mikołajkowe spotkanie do Przemyśla. Czy ktoś z was również tam będzie?


We wtorek zakończyłam 34 tydzień. Mam nadzieje, że uda mi się stworzyć kilka postów na zapas które będę mogła dodawać co jakiś czas na bloga. Trzymajcie kciuki ! 

BingoSpa - borowinowy żel pod prysznic .


Jakiś czas temu firma BingoSpa ogłosiła chęć współpracy z blogami. Zgłosić się mógł każdy więc i ja postanowiłam wypróbować ich kosmetyki zwłaszcza, że na wielu znajomych mi blogach widziałam w większości pochlebne recenzje produktów tej firmy. Wybrałam dla siebie m.in.  borowinowy żel pod prysznic gdyż uznałam, że jest to produkt którego zapachu nie znajdę w zwykłej drogerii kosmetycznej a ponadto ma bardzo dobrą cenę więc będę mogła go odkupić jeśli przypadnie mi do gustu. 


Żelu używam od pierwszych dni października wraz z moim mężczyzną i muszę przyznać, że jest bardzo wydajny jak na pojemność 300ml. 

Butelka jest miękka, plastikowa, kosmetyk fajnie spływa po jego ściankach i nie ma problemu z wydostaniem się z niewielkiego otworku w nakrętce. 


Borowina jak podaje producent (klik) posiada właściwości lecznicze i pielęgnacyjne, stosowana jest w zabiegach modelujących sylwetkę, likwidujących cellulit oraz rozstępy, ma zasadnicze znaczenie w odtoksycznianiu tkanek objętych cellulitem, a co za tym idzie znacznie zmniejsza pomarańczową skórkę, przyspiesza metabolizm komórkowy,  poprawia jędrność skóry, która staje się napięta i gładka.

Oczywiście trudno jest mi stwierdzić czy w znacznym stopniu żel przyczynił się do poprawy wyglądu mojej skóry gdyż stosuję również inne zabiegi pielęgnacyjne a skórę regularnie nacieram i nawilżam. Niemniej jednak twierdzę, że  kąpiel z borowinowym żelem BingoSpa stanowi świetny wstęp do zabiegów pielęgnacyjnych.


Zapach produktu określiłabym jako męski ale przyjemny. Nie utrzymuje się na skórze zbyt długo ale z pewnością spodoba się wielu osobom. 

Żel nie pieni się na skórze podczas rozcierania. Osobiście nie uważam tego za minus. Świetnie oczyszcza i nie wysusza skóry co da się zauważyć bezpośrednio po każdej kąpieli jednak nie jest on na tyle nawilżający by można zrezygnować z balsamu lub kremu nawilżającego. 


Skład: Aqua, Sodium Laureth-2 Sulphate, Lauramidopropyl Betaine, Sodium Chloridem, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Propylene Glycol (and) Bog Moss Extract, Parmum, Citric Acid, DMDM- Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI20285.

Cena 7,50 zł.
Obecnie w promocji za 6zł. 
Pojemność 300ml. 


Czy warto kupić ten produkt ? To pozostawiam wam do przemyślenia. Ja z pewnością jeszcze kiedyś go kupię i chętnie wypróbuje inne żele tej firmy pod warunkiem, że będę miała okazję składać zamówienie w ich sklepie internetowym. 

Denko październik .


Przyznam, że w minionym miesiącu dość leniwo podchodziłam do zużywania produktów i nie udało mi się wykończyć niczego co zalega w moim zbiorze od dłuższego czasu. Najczęściej korzystałam więc z kosmetyków, których wykańczanie dawało dużo radości i satysfakcji. Na  pierwszy ogień poszły tym razem dwa produkty do pielęgnacji ciała.


Farmona - Tutti Frutti peeling cukrowy do ciała Mango & Brzoskwinia recenzowany niedawno na moim blogu. Nie będę się zbytnio rozpisywać na jego temat i odeślę was do recenzji (klik)

BabyDream balsam do ciała dostępny w drogerii Rossmann stał w mojej łazience od dłuższego czasu. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych, lekkich balsamów który możemy nałożyć na skórę bezpośrednio po goleniu bez obawy, że nas uczuli. Delikatnie nawilżał i koił skórę zatem z przyjemnością do niego powrócę w najbliższym czasie.  



Na temat płynu micelarnego do demakijażu z Biedronki też nie będę się długo rozpisywać ponieważ poświęciłam mu oddzielny post (klik). Jest to dla mnie świetny zamiennik mojego ulubionego produktu do demakijażu na który obecnie mnie nie stać.

Maść ochronna z witaminą A to rzecz dobrze znana wszystkim którzy borykają się z popękanymi ustami i przesuszoną skórą w okresie jesienno zimowym. Odkupuję ją raz za razem.


Produktem który pojawia się tutaj z miesiąca na miesiąc jest czarna farba. Tym razem wybór padł na Garnier Color Naturals. Jestem z niej zadowolona i chętnie do niej powracam zwłaszcza, że często jest na nią promocja w różnych drogeriach. 


Czas pożegnać się także z moim najukochańszym tuszem L'oreal Volume Million Lashes Extra Black. Dla mnie to najlepszy tusz jaki tylko mogłabym sobie wyobrazić. Świetna konsystencja, trwałość i mega czarny kolor nadają spojrzeniu głębię. Dzięki silikonowej, gęstej i dość ostrej szczoteczce rzęsy są zawsze idealnie rozdzielone, pogrubione i wydłużone. 

Pomadka Sylveco to produkt który zawsze warto mieć w torebce. Świetnie chroni i nawilża usta. Jej obszerna recenzja pojawiła się na moim blogu wiosną (klik). Obecnie używam innej wersji pomadki i jestem równie zadowolona. 


Carea bawełniane płatki kosmetyczne dostępne o ile się nie mylę w Biedronce dawały radę i na pewno jeszcze kiedyś do nich powrócę. 


Perfecta: peeling enzymatyczny, drobnoziarnisty i maseczka koktajlowa to jedne z lepszych i bardzo dobrze znanych produktów tej firmy do których powracam od lat. Świetnie sprawdzają się na mojej skórze. Niestety nigdy nie wpadły mi w ręce duże opakowania tych produktów ciekawa jestem czy w ogóle istnieją [?]

Śliwką w oko.


Jeśli chodzi o kolorowe makijaże zdecydowanie najbardziej lubię te w odcieniach fioletu. Idealnie podbijają kolor mojej tęczówki przez co wydaje się jeszcze bardziej zielona. 


sposób na brwi klik
cienie: Technic Electric Beauty 
pomadka : Revlon - Almost Nude
tusz do rzęs : Astor - Big & Beautiful Lovely Doll
podkład : Catrice All Matt Plus (pierwsze wrażenie klik)
puder  kamieniu - Sensique 
bronzer - Mariza 
biała kredka - Rimmel 


Jeśli decydujecie się użyć kolorowego cienia w codziennych makijażach po jaki najczęściej sięgacie? 

Moje TOP 4 pielęgnacji ust.

W sezonie jesienno-zimowym przywiązuję szczególną uwagę do pielęgnacji ust. 
Ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne które panują na zewnątrz wiatr, deszcz, śnieg, mróz itd. usta są szczególnie narażone na wysychanie i pękanie dlatego warto poświęcić im kilka chwil każdego dnia. 


Na pierwszy ogień pomadka ochronna od Sylveco. W zeszłym sezonie miałam okazję używać wersji brzozowej z betuliną i przyznam, że działała cuda (klik)


Tym razem pora na wypróbowanie wersji rokitnikowej o zapachu cynamonu. Używam  jej namiętnie od kilku dni  muszę przyznać, że podobnie jak brzozowa siostra świetnie nawilża, chroni i pielęgnuje wyschnięte i popękane usta. Raz dwa pozbywa się problemu. Wystarczy wykonać dokładny peeling ust a następnie nałożyć grubą warstwę kilka razy w ciągu dnia a szczególnie przed każdym wyjściem z domu i gotowe. Po jednym, góra dwóch dniach usta wyglądają jak nowe. Noszę go zawsze w torebce ! 


Po wieczornej kąpieli, przed pójściem spać nakładam pielęgnacyjny balsam z Pat&Rub o którym też mogliście już przeczytać co nieco na moim blogu (klik). Jest to moje drugie opakowanie od marca bieżącego roku. Produkt spisuje się rewelacyjnie, ma przyjemny smak i bardzo delikatny zapach który nie przeszkadza mi w okresie ciąży. Chętnie skusiłabym się jeszcze na peeling niestety nie mam pojęcia jaki wariant zapachowy wybrać. Póki co sama robię  peelingi na bazie miodu i cukru które również mogę polecić - zwłaszcza jeżeli lubicie takie słodkości. 


Masło do ust z The Body Shop wpadło w moje ręce dzięki przyjaciółce. Jeśli dobrze wnioskuję po obrazku jest to marakuja. Jestem od niego absolutnie uzależniona dlatego położyłam go obok laptopa z którego często korzystam. Mam go teraz na ustach. Uwielbiam je absolutnie za wszystko ale chyba najbardziej za zapach. 


Na koniec agent do zadań specjalnych. Carmex w słoiczku niejednokrotnie uratował moje usta.  choć Może trudno w to uwierzyć ale wyleczył mnie z opryszczki czyli tzw. zimna, które najczęściej pojawiało się u mnie w okresie jesienno-zimowym i powodowało olbrzymi dyskomfort. Od tego czasu nie dopuszczam do sytuacji w której mogłoby zabraknąć tego produktu w mojej domowej apteczce. Cyklicznie, co kilka dni smaruję nim usta w razie gdyby coś miało ochotę się pojawić... 

Jakie są wasze ulubione balsamy, masła i pomadki ochronne?  Po co najczęściej sięgacie w domu a co nosicie ze sobą w torebce? 

Jantar - mgiełka nawilżająco-ochronna z wyciągiem bursztynu i filtrami UV

Jakiś czas temu podczas wizyty w pobliskiej drogerii skusiłam się na wypróbowanie mgiełki nawilżająco-ochronnej od Farmony. Dziś po ponad miesiącu stosowania stwierdzam, że jest to jedna z lepszych mgiełek jakie do tej pory miałam okazję używać. 

Od producenta:


"Mgiełka nawilżająco-ochronna do włosów zawiera aktywny wyciąg bursztynu, proteiny pszenicy, ekstrakt z zielonej herbaty i d'panthenol. Aktywny wyciąg z bursztynu jest naturalnym silnym filtrem UV, chroni włosy przed szkodliwym działaniem słońca i zanieczyszczeniami środowiska. Proteiny pszeniczne przylegają cienką warstwą do włosów, chronią je przed niekorzystnym wpływem środowiska i nadmiernym wysuszeniem. Odżywiają, nawilżają i ułatwiają rozczesywanie włosów. Wyciąg z zielonej herbaty jest cennym źródłem mikroelementów odpowiedzialnych za odżywianie skóry głowy i mieszków włosowych. D'pantenol nawilża i stymuluje pęcznienie keratyny, przez co wyraźnie wzmacnia, pogrubia i nadaje włosom połysk."

Cena : 7,50 zł 
Pojemność : 200ml 
Testowana dermatologicznie. 


Produkt mieści się w skromnej plastikowej butelce z atomizerem który ułatwia rozpylanie. Konsystencja jest lekka, nietłusta więc nie obciąża włosów i można stosować ją od nasady aż po same końce. 
Działanie produktu jest rewelacyjne. Ułatwia rozczesywanie i pięknie nabłyszcza włosy nie powodując złudzenia tłustości która często pojawia się w przypadku produktów nabłyszczających. Po dłuższym stosowaniu mogę stwierdzić, że wpłyną także w niewielkim stopniu na poprawę kondycji włosów. Posiada bardzo przyjemny, lekki zapach.


Skład:
Aqua, Alcohol Denat., Cetrimonium Chloride, Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Camelia Sinensis, Amber Extract, Polyquaternium-20, Laureth-10, PEG-25 PABA, Panthenol, Parfum, Citric Acid, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal


Sprej polecam każdemu kto ma ochotę wypróbować coś lekkiego jako dodatkowy kosmetyk stosowany w codziennej pielęgnacji ale także osobom które planują wakacje lub często bywają w solarium. Obecnie nie mam powodów aby narzekać na moje włosy. 

Prócz mgiełki używałam odżywki Joanna Naturia z makiem i bawełną do włosów farbowanych. Nakładam ją raz w tygodniu na 40 min i spłukuję obficie wodą. Szampon wybrany zupełnie przypadkowo - Garnier Fructis Siła i blask 2 w 1 do włosów normalnych - i to wszystko! 

Zapraszam was również do nowej zakładki w której znajdziecie wiele produktów na wymianę lub sprzedaż - jak kto woli. 




SZABLON BY: PANNA VEJJS.